TU KONSERWATZYM PRZESTAJE BYĆ UWSTECZNIAJĄCY…

Albo empiryzm, albo sensowne poglądy

Fundamentaliści ateistyczni, czyli ludzie, którzy z góry zakładają, że tylko techniki poznania rzeczywistości sprawdzające się w naukach empirycznych są w stanie zaprowadzić nas do właściwych poglądów, są coraz większym problemem, gdyż rzucają na prawo i lewo swoim domniemanym racjonalizmem. To bardzo niepokojące, że ludzie poważniej traktują tego typu aprioryczne założenia, niż logikę. Techniki dochodzenia do prawdy dopasowane do materialnych bytów i nastawione na ich sprawdzanie, zupełnie nie nadają się do budowania poglądów. Istnieje retoryka, że to jest najpewniejsze nastawienie do tematu, lecz w rzeczywistości jest to bezużyteczne z uwagi na brak możliwości empirycznego sprawdzania bardzo wielu filozoficznych dylematów, a to one mają kluczowe znaczenie. Nie da się empirycznie zbadać chociażby fenomenu logiczności, nie da się empirycznie sprawdzić, czy jest coś poza rzeczywistością materialną, itd. Takich przykładów jest mnóstwo.

W internecie i telewizji jest mnóstwo pseudo znawców, którzy w oparciu o biologię, chemię lub fizykę, starają się „masakrować” religie. Jedną z najbardziej znanych tego typu postaci jest Richard Dawkins. Niestety, żyjemy w czasach, gdzie opinię publiczną kształtują różne odmiany populizmu. Pomijając krzykaczy, którzy wrzeszczą, że jeśli Bóg istnieje, to niech się natychmiast pojawi, bo takimi idiotami mało kto się interesuje, to nawet ci pseudo poważni i pseudo wybitni są bardzo dalecy od sedna sprawy. Wszystkie teorie biologiczne i fizyczne tylko pozornie mają jakikolwiek związek z istnieniem bądź nieistnieniem Boga. Właśnie z tego powodu bardzo dobrze nadają się do propagandy, zwłaszcza w ustach ludzi, którzy mają tytuły naukowe z tychże dziedzin. Kiedy powie się laikowi, że naukowo udowodniono, iż coś może powstać z niczego, rzeczywistość działa losowo, a przed wielkim wybuchem czas nie płynął, to faktycznie, Bóg wydaje się zbędny. Dodając do tego kpiącym tonem, że tylko człowiek zindoktrynowany wierzy, że w mózgu siedzi jakiś duchowy ludzik, zwany duszą i kieruje ciałem, albo, że dla Katolika wolna wola nie istnieje, bo Bóg wszystkim steruje i wszystko wie, to faktycznie, wydawałoby się, że rzeczywiście tylko idiota może być Katolikiem, czy ogólnie, zwolennikiem teizmu. Mało tego, do osób będących zwolennikami światopoglądów innych niż ateizm, a konkretnie światopoglądów religijnych, przykleiło się określenie „wierzący”, co powoduje podświadome wrażenie, jak gdyby tego typu poglądy wynikały z jakiejś formy fanaberii, a ateizm był czymś, co się przyjmuje za pomocą rozumu, bez zbędnej „wiary”. Niestety, to wszystko tak „ładnie” i jednoznacznie wygląda tylko na poziomie populistycznym. Populizm polega na tym, że owa argumentacja predefiniuje racjonalizm, jako empiryzm – czyli że rzekomo rozumowe jest tylko to, co możemy zbadać na podstawie doświadczenia. Doszukując się istnienia bytu niepojętego i nadrzędnego, który stworzył naszą rzeczywistość, nie można używać dziedzin, które są właściwe do badania wewnętrznych struktur tejże rzeczywistości. Żeby nie było gołosłownie, zbadajmy pod kątem logicznym najważniejsze teorie, których używają populiści ateistyczni.

1. Czy coś może powstać z niczego?

Oczywiście, że nie. Jest to kompletna bzdura i albo celowa propaganda, albo nierozwinięty skrót myślowy, który wprowadza w błąd. Ateistycznym wojownikom chodzi o to, że według nauk empirycznych, w warunkach próżni mogą tworzyć się wolne elektrony. Nazywanie próżni „niczym” jest dużym przekłamaniem. Jak szukamy piłki i np. w garażu jej nie ma, można krzyknąć: „nic w nim nie ma”, lecz wypowiadając się na tematy związane z fundamentami istnienia, należy być bardziej precyzyjnym. Próżnia istnieje w ramach rzeczywistości fizykalnej, ma wymiary, właściwości, np. przepuszczalność światła, itd. Nie ma w tym nic odkrywczego, ani związanego z Bogiem, że mogą się tam wytwarzać jakieś byty materialne. Nicość, w rozumieniu absolutnym, nazywana też „niebytem”, jest to hipotetyczny stan pozbawiony wszelkich możności. Niebyt jest przeciwieństwem istnienia. Zaletą niebytu jest to, że mógłby istnieć wiecznie i bez przyczyny. Podstawą, aby móc cokolwiek zdziałać, mieć na coś jakikolwiek wpływ, itd, jest istnienie. Wymyślanie, że z nieistnienia coś może się tworzyć, to zwyczajna nieumiejętność logicznego wypowiadania się.

2. Czy rzeczywistość jest losowa?

To jest kolejne nieprecyzyjne i złudne określenie, powiązane z resztą z opisaną wyżej teorią o tworzeniu się czegoś z niczego. Jedno i drugie opiera się na teoriach kwantowych. To ten dział fizyki stwierdza, jakoby jakieś cząstki pojawiały się w próżni, ale również stwierdza, że pojawiają się one losowo, tworząc mit, że ciąg przyczynowo skutkowy może nie zawsze działać. Jest to całkowity absurd. Jeżeliby uznać, że fizykalna rzeczywistość może nie być przyczynowo-skutkowa, czyli jakieś skutki mogą losowo pojawiać się bez przyczyny („z niczego”), to oznaczałoby, że cała fizyka, chemia i biologia nadaje się do śmietnika. W końcu empiryczne, doświadczalne badanie rzeczywistości opiera się właśnie na tym, żeby sprawdzać, co powoduje jaki skutek. Ciąg przyczynowo skutkowy sprawia, że rzeczywistość fizykalna w ogóle jest pojęta, czyli kompatybilna z naszymi zmysłami. Jeżeli jakieś mikro cząsteczki rzeczywiście pojawiałyby się losowo i z niczego, to znaczyłoby tylko tyle, że mamy do czynienia ze strukturalnym początkiem i granicą materialnego istnienia; że dogrzebano się do punktu, poza który nie mamy empirycznego dostępu, bo wykracza poza przyczynowo-skutkowość. Prawdopodobnie rozwiązanie jest jednak bardziej przyziemne. Zgodnie z metodologią nauk empirycznych, czynnik można nazwać losowym w dwóch przypadkach:

- kiedy na dany moment przyczyna jest nieznana;

- kiedy ilość przyczyn jest tak złożona, że bardziej opłaca się uznać ją za losową, niż badać.

Niestety spece od ateistycznej propagandy nie wyjaśniają, jaki jest powód i charakter twierdzenia, że rzeczywistość jest losowa, natomiast na pewno nie jest to żaden argument przeciwko Bogu.

3. Czy niepłynięcie czasu rozwiązuje fenomen istnienia?

Oczywiście, że nie. Ten pseudo argument najbardziej robi ludziom wodę z mózgu i raczej niewielka jest szansa, że używanie go, to niewinny skrót myślowy. Czym jest czas? Otóż czas możemy interpretować dwojako. Albo klasycznie, albo fizykalnie. Klasyczne rozumienie czasu ukształtowało się od początku istnienia człowieka. Czas w klasycznym rozumieniu jest to bezwzględna jednostka uniwersalnego pomiaru zmian względem ogólnie przyjętych oczekiwań i standardów. Czas w rozumieniu fizykalnym jest to zaś coś w rodzaju szybkości metabolizmu. Jeżeli ufać obecnej fizyce, czas płynie tym wolniej, im większa jest prędkość bezwzględna obiektu. Dlatego właśnie, gdyby położyć na jakiejś szybko poruszającej się planecie zegarek, to wybiłby on godzinę nieco później, niż ten sam zegarek na ziemi. W klasycznym rozumieniu czasu tę sytuację skomentowano by inaczej, mianowicie, że na tej szybkiej planecie po prostu zegarek chodzi wolniej. Nacisk zostałby położony na urządzenie, które przez godzinę zrobi mniej pracy, niż na ziemi. Jakby wysłać kosmonautów na wycieczkę z prędkością światła, która trwałaby z punktu widzenia ziemi 10 lat, a oni wróciliby „piękni i młodzi”, to reakcja ludzi byłaby taka: nie było ich 10 lat, a wyglądają jakby rok. Wniosek (w rozumieniu kulturowym): szybkie podróże sprawiają, że ludzie się nie starzeją. Niestety populistyczni fizycy nie tłumaczą tej istotnej różnicy, przez co ludzie interpretują ich wypowiedzi przez pryzmat klasycznego rozumienia czasu, a oni posługują się fizykalnym rozumieniem czasu. Tłumacząc ichnie na „normalny” język, tajemnicze zatrzymanie czasu przed wielkim wybuchem oznacza tyle, że według dzisiejszej nauki, przed wielkim wybuchem metabolizm materii w zaczątku wszechświata po prostu wynosił zero, a z „czasem” – tym klasycznie rozumianym – metabolizm ten uruchomił się i doszło do wielkiego wybuchu. Nie dajmy się więc zwariować, że jakaś kulka materii mogła sobie od tak „być”, tylko dlatego, że ktoś wymyślił termin – wytrych pt. „czas nie płynął”. Kulki materii pozbawionej możności do metabolizmu nie pojawiają się ot tak. W czymś się znajdują i coś je wytworzyło, skoro istnieją.

4. Czy ewolucja zastępuje Boga, jako stwórcę?

Nie zastępuje, gdyż ewolucja funkcjonuje w ramach rzeczywistości fizykalnej, jest elementem jej natury funkcjonowania i opiera się o przeżywanie organizmów, które na skutek przyczynowo-skutkowości wytwarzają właściwe cechy. Ewolucja nie stworzyła się sama, ani nie stworzyła całej rzeczywistości, wewnątrz której działa. Jest skutkiem istnienia praw rządzących naszą rzeczywistością, ale to ona najpierw musi istnieć, bo prawa muszą najpierw istnieć.

Wspólnym mianownikiem powyższego podważania empirycznych argumentów ateistów była logika. Tu dochodzimy do tego, o czym była mowa na początku, czyli co definiujemy jako racjonalne: Racjonalność jako empiryzm czy racjonalność jako logika? Aby dokonać wyboru trzeba rozważyć, co jest bardziej fundamentalne. Nauki empiryczne polegają na stwierdzaniu właściwości materii w oparciu o powtarzalne doświadczenia, na podstawie których tworzy się pewne lub skrajnie prawdopodobne wnioski, zazwyczaj w formie obliczeń. Śmieszność w doszukiwaniu się odpowiedzi na powstanie rzeczywistości materialnej w niej samej polega na tym, że jest ona pojęta tylko dlatego, iż jest przyczynowo-skutkowa, a to niestety oznacza, że odnalezienie każdej kolejnej przyczyny prowadzi do szukania jeszcze jednej. To uniemożliwia wieczne istnienie rzeczywistości fizykalnej. Nawet, gdyby była cykliczna, pozostają pytania, co stworzyło cykliczny wszechświat i co jest poza nim. Każde odkrycie przyczyny na gruncie empirycznym, prowadzi do pytania, o jego przyczynę. Odkrywamy fizykalne etapy przeobrażeń, a nie odpowiadamy na pytanie, skąd wzięła się fizykalność! Spośród stanów pojętych dla człowieka, możność wiecznego istnienia mógłby mieć tylko niebyt, a samo-stworzenie się z niebytu jest niemożliwe, gdyż niebyt nie posiada żadnych możności. Niestety, ale z punktu widzenia nauk empirycznych, dochodzimy do wniosku, że nasza rzeczywistość nie powinna istnieć, co jest paradoksem, bo istnieje, więc przejdźmy do szukania rozwiązania w logice.

Nie wiemy, czym strukturalnie jest logika. Nie jest ona bytem materialnym, ale metafizycznym (czyli wykraczającym poza fizykę) spoiwem, za pośrednictwem którego, łączenie czynników daje nam prawdę. Nie potrzebujemy doświadczenia w probówce ani filmu dokumentalnego, żeby wiedzieć, że zdanie: „Skoro Ala ma kota, to znaczy, że nie ma psa” – jest nielogiczne. Choćby ktoś przeszukał mieszkanie każdej Ali w promieniu 100km i stwierdził, że 100% Al mających kota, nie ma psa, nie zmienia to nielogiczności zdania. Logika jako dyscyplina filozoficzna, oparta o fenomen o tej samej nazwie jest samodzielną, ale przede wszystkim nadrzędną dziedziną wiedzy. Choć w okresie dorastania uczymy się logiki głównie na bytach fizykalnych i używamy jej głównie w odniesieniu do tego typu bytów, to dzięki temu, że nie ogranicza się ona swoim zasięgiem do materii, pozwala nam także stwierdzać prawdę analizując relacje bytów wykraczających poza fizykę, a jak zostało ustalone – wyjaśnienie istnienia naszej rzeczywistości wykracza poza fizykę. Logika jest najbardziej fundamentalnym narzędziem, które o ile używane jest właściwie, pozwala podważać empiryczne wnioski.

Ludzie startują do krytyki logicznych ideologii argumentując, że lepiej nie używać samej logiki, bo wszystko, co niesprawdzalne empirycznie, jest mało wiarygodne. Co gorsza, jeżeli jakaś logiczna ideologia zaprzecza prawdziwości pewnych empirycznych teorii, to dla empirystów wręcz zbrodnia. Nie można ślepo wierzyć narracji, która każe nam zrezygnować z rozumu, która karze nam odrzucić logikę. Immanentne cechy człowieka, jak np. wolna wola, godność czy dążenie do celu życia, są nierozerwalnie związane z Bogiem. Człowiek różni się od zwierząt posiadaniem duszy. Dusza jest układem niematerialnym. Układ ten jest po to, aby życie człowieka mogło nabierać wartości, których celem jest miłość bliźniego, a fundamentem wolna wola. Istotą wolnej woli jest możność swobodnej wariacji w oderwaniu od wszelkiego determinizmu i losowości. W „świecie” materialistycznym są tylko ciągi przyczynowo-skutkowe. Każda bakteria, roślina, pies, słoń czy ryba działają w określony sposób przez aktywność funkcji w ich mózgu, które analizują odbiór bodźców ze zmysłów, w oparciu o geny i swoje doświadczenie, generując określony sposób działania. Człowiek ciągle jest wystawiony na sytuacje, w których podejmuje decyzje. Część z nich dotyka kwestii moralnych, czyli takich, gdzie decyzja może być obiektywnie dobra, lub zła. Decyzja zła to taka, której suma skutków przynosi ubytki, a dobra to taka, której suma skutków przynosi korzyści – jednak chodzi o korzyści lub ubytki obiektywne. Naturalnym skutkiem możliwości podejmowania decyzji jest samoświadomość rozumiana w sposób głęboki. W okolicznościach funkcjonowania człowieka potrzebne jest też sumienie, które wychodzi od Boga i pomaga stwierdzić, że dana decyzja byłaby zła. Na tej bazie, buduje się nasza godność. Warto jednak zauważyć, że to możliwość dokonywania świadomych decyzji jest kluczowa, a cała reszta atrybutów duszy jedynie nieodzowna dla jej działania.

Ludzie często nieświadomie wyznają poglądy, których logiczne skutki przeczą takiej wizji człowieka. Jednym z takich poglądów jest ateizm. Logiczne skutki ateizmu to materialistyczny obraz świata. W świecie materialistycznym decyzje ludzi są siłą rzeczy zatopione w rzeczywistości przyczynowo-skutkowej, jaka nas otacza. Rodzimy się z genami, do tego dochodzi wychowanie, no a późniejsze pseudo wolne decyzje są syntezą wcześniejszych bodźców z aktualnymi. Dzieje się tak, gdyż zakładając równość istoty takiego materialistycznego zaczątku człowieka, można wyliczyć jego osiągnięcia, jako efekt genów i pozostałych okoliczności, które go kształtują. Wtedy każda decyzja nie jest efektem działania wolnej woli, gdyż jej nie ma, ale wynikiem skomplikowanego obliczenia. Nie jest to argumentem logicznym dyskwalifikującym ateizm, jednak warto, aby ktoś afiszujący się z ateizmem wiedział, że konsekwentnie z jego poglądów wynika np. brak godności ludzkiej osoby, gdyż jednostka w stu procentach zewnętrznie zdeterminowana, nie może w trzeźwi iluzji swojej samoświadomości nadawać sobie wyższej wartości, a co za tym idzie, wszelkie osiągnięcia są dziełem statystycznego „przypadku”. Jest więc spory paradoks, gdyż ateizm, który niby wynika z „wielkiej” świadomości i wiedzy, oznacza w konsekwencji, że zgodnie z tym poglądem jego przedstawiciele są jednostkami bez godności, wolnej woli i samoświadomości – chyba, że świadomość określić jako bezwiedną, czysto fizyczną możliwość do mimowolnego odbierania bodźców.

Chrześcijański obraz świata wprowadza w tym temacie jedną zasadniczą zmianę – duszę. Dusza, jako transcendentalna część człowieka, nie podlega materialnym prawom. Działa to w sposób następujący:

U człowieka, jako skala jakości decyzji może służyć jego moralność. Gdyby odrzucić wolną wolę, można by zastosować taki wzór na moralność człowieka: wielkość jego wiedzy, talentów i jakość genów, plus jakość doświadczeń, wychowania, itp. trzeba podzielić na dwa (bo dwie kategorie) i wyciągnąć średnią. Załóżmy, mając skalę 1-10, że w pierwszym ktoś ma 5, a w drugim 7. Tym samym decyzje tego człowieka będą na poziomie 6 – można to nazwać współczynnikiem decyzyjności człowieka. Nie można jednak takiego człowieka ocenić, bo w takiej sytuacji nie jest on odpowiedzialny za swoje decyzje, są one jedynie efektem okoliczności.

Dokładając jednak wolną wolę, należy przyjąć ocenę człowieka według wzoru: jakość uczynku dzielone na wysokość jego współczynnika decyzyjności. Nie ma znaczenia, czy osoby mają różne współczynniki decyzyjności, czy nie. Mając dwóch ludzi o współczynniku 6, jeden może w takiej samej sytuacji podjąć decyzję na poziomie 8, a drugi na poziomie 5. Wiedząc, że wynik powyżej jeden to dobry uczynek, a poniżej 1 to zły, łatwo obliczyć (8/6=1,(3); 5/6=0,8(3)), że pierwszy człowiek zrobił dobrze; postąpił moralnie, a drugi niemoralnie. Przy różnych współczynnikach np. 6 i 3, ale uczynkach analogicznie 8 i 4, wynik wychodzi dokładnie taki sam (1,(3)), gdyż w stosunku do możliwości, obie osoby równie silnie postarały się o dobro, które Bóg ocenia sprawiedliwie, czyli według talentów. Rzecz jasna obliczenia są skrajnie uproszczone, ale chodzi tylko o to, aby wyłapać zasadę.

Parafrazując wcześniej przedstawioną definicję wolnej woli, można stwierdzić, że jest to możność, dzięki której dwa identyczne byty, w identycznej sytuacji, mogą podjąć różne decyzje. Rzecz jasna w rzeczywistości ocenia to Bóg, bo tylko On zna nasze uczynki, jednak odbywa się to na takiej zasadzie, jak zostało przedstawione. Oczywiście, Bóg mógłby uczynić nas nominalnie doskonalszymi, jednak wtedy nasze działania nie miałyby skutku w wyższym dobru, jako cnocie, gdyż nie byłyby efektem woli. Najwyraźniej Bogu najbardziej zależy na bezinteresowności i samodzielności.

Skoro wiemy już, że w ateizmie nie ma wolnej woli, warto zaznaczyć, co nam zostaje, jeżeli mimo wszystko obstajemy przy ateizmie. Nasze decyzje są zdeterminowane, a to znaczy, że to, co rozumiemy jako wolna wola, jest tylko złudzeniem bardzo rozbudowanego mózgu. Determinizm w praktyce oznacza, że wszystko, co robimy, to efekt dotychczasowych okoliczności, jakie miały na nas wpływ: geny, dorastanie, rodzina, znajomi, społeczeństwo, ilość i jakość talentów, itd. Na bazie samego ateizmu teoria jest logiczna i spójna, jednak jest sprzeczna z fenomenem moralności i niekompatybilna ze skutkami naszej podmiotowości, więc z filozoficznego punktu widzenia, można ją odrzucić. Jest jeszcze siostrzana teoria, promowana przez ludzi wierzących w realną losowość materii na poziomie kwantowym, polegająca na twierdzeniu, że nasze decyzje są mieszanką losowości i determinizmu. Jednak z uwagi na uprzednie zanegowanie losowości w materii, ta teoria nie wymaga komentarza.

Problem z ateizmem polega więc na tym, że jako istoty materialne (wg ateizmu), nie możemy posiadać wolnej woli, gdyż z definicji jest to byt transcendentalny. Byt materialny w 100% zdeterminowany przez okoliczności (geny, wychowanie, kultura, bodźce bezpośrednie) nie podejmuje decyzji, więc nie może też mieć realnej świadomości, gdyż posiadanie świadomości wymaga możliwości podejmowania decyzji (każda świadoma analiza w kontekście „ja” jest decyzją, np myśl). Ta wstydliwa konsekwencja ateizmu jest omijana szerokim łukiem. Nawet osoby, które zdają sobie z tego sprawę, zazwyczaj chętnie nie dzielą się z tym faktem publicznie. Oznacza to bowiem, iż należałoby całkowicie zmienić sposób wypowiadania się na taki bezpodmiotowy, gdyż podmioty nie istniałyby. Należałoby zlikwidować np. wszelkie formy represji wobec osób popełniających nawet najgorsze zbrodnie, bo przecież według ateizmu, to nie była ich wina, to tylko okoliczności sprawiły, że ktoś dopuścił się czegoś tam. Jedyne poletka, gdzie ateiści chętnie promują determinizm, to gloryfikacja sodomii i erotyki, twierdząc, że niektórzy ludzie „muszą” zachowywać się w sposób niemoralny, gdyż „są tacy”.

W dzisiejszym pluralistycznym świecie, wiele podmiotów zarówno specjalnie, jak i nieświadomie, prowadzi walkę z teizmem i stara się wyśmiewać osoby związane z religią. Warto jednak, żeby wszyscy zaczarowani fundamentalizmem materialistycznym raz jeszcze spróbowali podejść do tematu beż żadnych ograniczeń, narzuconych na ich myślenie, gdyż pierwszym i bardzo ważnym warunkiem posiadania dobrych poglądów jest brak założeń. Prawda jest taka, że jedyny stan, jaki może mieć miejsce wiecznie i bez przyczyny, to stan całkowitego niebytu; nieistnienia. Jak widać byty istnieją i to jest wyjściowa teza w filozofii. Dalej widzimy wyraźnie, że byty dzielą się na materialne, czyli wszystko, co możemy badać za pomocą zmysłów, oraz na byty niematerialne, takie jak osobowość, wolna wola, logiczność, dobro. To nie są żadne domniemania, domysły. Takie są fakty. Można oczywiście uważać, że dobro czy wolna wola nie istnieją, ale to już nie będzie faktem, tylko próbą negacji faktu, mającą na celu uzasadnić, że ateizm jest prawdziwy. Jak to udowodnić? W bardzo prosty sposób, czyli poprzez doprowadzenie do paradoksu. Jeżeli nie ma wolnej woli i moralności, to nie jesteśmy bytami osobowymi, tylko zbiorem zewnętrznie zdeterminowanych zlepków algorytmów ewolucyjnych. Byt materialny w 100% zdeterminowany przez okoliczności (geny, wychowanie, kultura, bodźce bezpośrednie) nie podejmuje decyzji, więc nie może też mieć ich świadomości, gdyż posiadanie świadomości wymaga możliwości podejmowania decyzji. Byt zdeterminowany w 100% (np. pies) nie może rozpatrywać swojej godności, moralności, celu własnego życia, jak również brać za cokolwiek odpowiedzialności – za psa odpowiada człowiek, bo jest bytem z wolną wolą i świadomością. Według ateistów człowiek jest jak ten pies. Sprzeczność polega na tym, że każdy ateista, oceniając rzeczywistość empirycznie, z punktu widzenia własnego postrzegania i tak musi uznać, że żyje w wolnej woli (choćby nazwał ją sobie iluzją) i nie jest w stanie w ramach tej rzekomej iluzji uniknąć wyborów moralnych, więc patrząc na realne fakty, jest zmuszony uznać wolną wolę, dobro i samoświadomość jako istniejące, a nie jakieś urojone spady po ewolucji. W innym wypadku dochodzi do sprzeczności wewnętrznej.

Skoro ateizm, odrzucający byty transcendentalne, jest niemożliwy do połączenia z rzeczywistością empirycznie doświadczaną, to czas sprawdzić, jakie są wyjaśnienia rzeczywistości wynikające z poglądu przeciwstawnego, czyli z teizmu, oraz jak sam teizm logicznie się broni.

Istotą teizmu jest istnienie Boga. Istotą pewności poglądów jest zaś możliwość udowodnienia, a istotą dowodu jest niezaprzeczalność. Byty materialne nie mogą istnieć same z siebie od zawsze (nie ma tu znaczenia fizyczne „zatrzymanie czasu”). Wyłania nam się paradoks, że byty materialne nie mogły stworzyć się z niebytu, ani istnieć wiecznie. One zawsze generują potrzebę przyczyny. Rozwiązaniem paradoksu jest zauważenie, że nasze postrzeganie jest ograniczone do materii. Nie jesteśmy bytami wszechwiedzącymi i nieomylnymi, a to daje nam furtkę do stwierdzenia, że mogą istnieć rzeczywistości i podmioty wykraczające poza naszą możność do pojmowania. Wniosek: nie jesteśmy w stanie pojąć, jak powstała nasza rzeczywistość materialna, natomiast pewne jest, że naszą rzeczywistość wykreował byt doskonały, wszechmogący i niepojęty. Byt, który posiada doskonałość i wszechmoc wykraczającą poza nasze możliwości rozumowania, nazywamy Bogiem. Takie możliwości Bóg niezaprzeczalnie wykazał stworzeniem naszego świata. Nie chodzi tu nawet o wszechświat, tylko o cokolwiek, co można opisać za pomocą języka fizyki. Twierdzenie wykazuje, że byt o wyżej wymienionych cechach jest konieczny, a zatem Bóg musi istnieć.

Wszelkie populistyczne niuanse, jakoby istnienie Boga było w jakikolwiek sposób irracjonalne czy niezgodne z nauką, jest albo propagandą, albo niewiedzą. Niewiele osób jest przyzwyczajona do metafizycznego rozumienia rzeczywistości i dla nich np. slogan pt. „przed wielkim wybuchem czas nie istniał” jest całkowitym zamknięciem tematu. Dobry demagog jest w stanie miesiącami przeciągać dyskusję na ten temat i właśnie między innymi z tego powodu, dla większości ludzi istnienie bądź nieistnienie Boga pozostaje w kwestii mistycznej czy emocjonalnej relacji, sądząc, że logicznie jego konieczności nie da się wykazać.

Na ten moment mamy więc wyjaśnione, że byt jest, niebytu nie ma. Są byty materialne i byty niematerialne. Byty niematerialne są niepojęte strukturalnie, nie umiemy ich badać, możemy tylko stwierdzić, że są i że definiują fakt, iż jesteśmy podmiotowymi stworzeniami. Najbardziej elementarną, substancjalną cechą bytów materialnych jest przyczynowo-skutkowość, gdyż jest ona konieczna, aby sfera materialna była pojęta. Nie ma natomiast możliwości, żeby element pojętej rzeczywistości wynikał z przyczyn losowych, bo nie ma „pierwiastka” losowości. Nawet wyniki losowania totolotka nie są losowe, tylko wynikają z mikro różnic w ruchach powietrza, funkcjonowania maszyny, itp., które dają efekt na tyle nieprzewidywalny, że trzeba go uznać za losowy. Pozostajemy bez wiedzy o przyczynie tego, dlaczego codziennie inne numery są wylosowane, chociaż technika losowania jest ta sama. Pojętność materii raczej nie jest zakrzywiona w plastikowym pojemniku z piłkami. Właśnie dlatego nie można pozwolić sobie na wyłączanie mózgu i chłonięcie ateistycznej papki. W pierwszej kolejności musi być logika. Jeżeli logika mówi, że elementarną cząstką rzeczywistości materialnej jest przyczynowo-skutkowość, bo tylko ona gwarantuje pojętność, a ktoś twierdzi, że coś jest losowe, to logiką negujemy prawdziwość takiego twierdzenia, a nie odwrotnie. Twierdzenie oparte o empiryzm nie może zanegować logiczności.

W ramach samego dowodzenia wyższości teizmu nad ateizmem, to byłoby na tyle, jednak doświadczenie wskazuje, że na tym etapie rodzą się różne wątpliwości, więc należy je wyjaśnić. Jedna z największych dotyczy tego, dlaczego zamiast Boga naszej rzeczywistości nie mogły stworzyć jakieś meta prawa; dlaczego Bóg osobowy jest uznawany za właściwego?

Słowo „prawa” (np. prawa fizyki) zostało wymyślone przez ludzi, do zdefiniowania reguł panujących np. we wszechświecie. Gdyby paralelne reguły stworzyły również coś więcej, czyli całą naszą rzeczywistość, także moglibyśmy je badać i nie byłyby wtedy to już meta prawa, a prawa. Można doszukiwać się konstrukcji logicznej, która pozwalałaby połączyć słowo „meta”, ze słowem „prawa”, ale to strata czasu. Prawa zakładają pojętość – przynajmniej teoretyczną, jakiś trop myślowy, który pozwala badać funkcjonowanie skonstruowanej przez nie rzeczywistości, a wykreowanie wszechświata (w maksymalnie szerokim rozumieniu) całkowitą (dla nas) niepojętość czynu. Termin „logika” jest jedynym, który pasuje zarówno do naszej rzeczywistości, jak i Boskiej (transcendentalnej), ale nie można nazwać tego meta prawami. Meta prawa są sprzeczne w założeniach, bo oznaczałyby płaszczyznę poszukiwania dalszej przyczyny, jednocześnie obwieszczając ją, jako niepojętą. Koncept Boga nie domaga się tego z założenia i mamy całkowitą odpowiedź, która może  nie pasować tylko tym, którzy kierują się emocjami. Na swój sposób, najdoskonalszym stanem jest stan niebytu, bo nie potrzebuje przyczyny, końca, sensu, miejsca – niczego nie potrzebuje. Na szczęście to, że ten tekst został napisany, oznacza, iż jest byt, a niebytu nie ma. Również relacja niebyt-materia jest nielogiczna. Pojętą granicą świata materialnego, może być tylko i wyłącznie jakaś inna materialna rzeczywistość, a niebyt nie byłby materialny. Materialna rzeczywistość nie może powstać ani „graniczyć” z niebytem. Nie może też być nieskończona, bo taki mógłby być tylko niebyt. Wniosek jest taki, jak od początku, czyli powodem jest nasza niedoskonałość, a materialna rzeczywistość jest wtórnym wytworem podmiotu na wyższym poziomie bytowania. Podstawą rzeczywistości materialnej jest możność pojmowania jej przez człowieka; możność opisu ciągu przyczynowo-skutkowego. Oczywiście nie w sensie, że wszystko „na już”, tylko ogólnie, jako możność i kompatybilność rozumu. Do takiej rzeczywistości odnosi się nasze słowo „prawa”. Dokąd ono obowiązuje, zawsze można zapytać: „a co było przed tym”. Jak ono przestaje obowiązywać, takiego pytania nie zadajemy. Jedynym spoiwem rzeczywistości Boskiej i naszej, jest logika, ale nie jest ona „prawem” w powszechnym rozumieniu. Logika jest fenomenem, możemy stwierdzić, że coś jest logiczne, ale i tak nie rozumiemy, dlaczego, przez co logika świetnie pasuje do rzeczywistości Boskiej.

Rozprawiliśmy się już z „meta prawami”, więc czas na osobowość Boga. Zacznijmy od transcendentalnych bytów, które znamy. Kluczowym dla naszego życia jest „dobro”. Dobro jest z definicji działaniem bytu samoświadomego (osobowość), w sposób cnotliwy (nie dla innych korzyści), a jego efektem jest suma skutków o charakterze obiektywnie korzystnym. Zło, jest działaniem tego samego rodzaju bytu, w sposób nieprzymuszony, którego suma skutków jest negatywna. Człowiek jest tak skonstruowany, że dobro jest trudne, a zło łatwe, dlatego mając wiedzę (przynajmniej podświadomą – czyli wtedy, kiedy sumienie mówi „nie”), że dana czynność jest zła, robimy ją zawsze irracjonalnie, zyskując pewne hedonistyczne odczucia. Jest to oczywiście nielogiczne działanie, ale każdy w mniejszej lub większej skali, na niższym lub wyższym poziomie tolerancji wysiłku, odpuszcza sobie, a wtedy dzieje się jakieś zło. Obiektywne zło oznacza tyle, że takie dążenie zbliża rzeczywistość ku niebytowi. Dobro zaś, przeciwnie – ono buduje. Dlatego, tylko jako cnota jest w istocie dobrem, a nie rachunkiem ekonomicznym dla własnej korzyści.  – Posiadanie sumienia, samoświadomość, niewyczerpalność możliwości ekspansyfikowania dobra, możliwość obiektywnej oceny, konieczność podejmowania decyzji moralnych, itd. – wszystkie te okoliczności naszego funkcjonowania wskazują, że celem życia, jest dobro. Analizując znane nam byty transcendentalne (dobro, wolna wola, samoświadomość, logiczność, itp) dochodzimy do konkluzji, że prawdopodobną meta jednostką transcendentalną jest cnota dobra, dająca byt, a oddalająca od niebytu, która musi być skutkiem woli bytu samoświadomego i wolnego, działającego na płaszczyźnie logiki. Biorąc to pod uwagę, byt, który stworzył naszą rzeczywistość jest bytem osobowym, dobrym i logicznym. Bez jakiejkolwiek z tych cech, świat nie byłby takim, jaki jest. Bez osobowości nie istniałby w ogóle, bo nie zapadłaby decyzja. Bez dobra mógłby istnieć, jako efekt uboczny jakiegoś czynu, jednak np. celem życia nie byłoby dobro. Jakby nie był stworzony przez byt kierujący się logiką, celu w ogóle by nie było.

Skoro absurdalność ateizmu oraz logiczność teizmu została wyjaśniona, to najwyższy czas zająć się obaleniem najlepszego spośród argumentów za ateizmem. Z prywatnych analiz, obserwacji oraz robionych sondaży, argument z kulturoznawstwa światowego został uznany jako ten, który jest najbardziej przemawiający za ateizmem, więc to on zostanie wzięty na warsztat.

Oto treść owego argumentu:

Zakładając, że nie umiemy udowodnić istnienia, ani nie istnienia Boga (tak zakłada zdecydowana większość ludzi), a obserwując zachowanie i ideologię w różnych miejscach na ziemi, należy stwierdzić, że społecznościami kierują mity, a nie prawda, zatem Boga nie ma. Ludzie w różnych religiach i innych formach duchowości są przeświadczeni o skuteczności swoich praktyk i zasad, jednak w rzeczywistości proza życia poszczególnych kultur sprowadza się zawsze do tego samego, co pokazuje śmieszność wszystkich poglądów poza ateizmem i wynikającym z niego materializmem.

Trzeba przyznać, że brzmi to arcy-racjonalnie, jednak jest inaczej. Oto kontrargumenty na powyższe rozumowanie:

1. Religia jest interpretacją informacji o Bogu pochodzących z objawienia, a nie próbą stworzenia „rasy panów”.

Jesteśmy przyzwyczajeni do różnych pop kulturowych definicji religii. Najczęściej ludzie rozumieją ją, jako bliżej nieuzasadnione nakazy i zakazy, mające na celu bliżej nieokreślone zbawienie oraz generalnie jakąś formę gloryfikacji dla ludzi w niej uczestniczących. W pewnej części jest to prawda, jednak wszystkie zasady płynące z danej religii powinny dać się uzasadnić i jest to jedną z płaszczyzn oceny prawdziwości religii, czy generalnie ideologii. Aby zrobić to właściwie, należy sprawdzić dopasowanie informacji wynikających z objawienia z informacjami filozoficznie wynikającymi z rzeczywistości, czyli sprawdzić, czy teologia jest kompatybilna z filozofią. Powszechna aprioryczność nakazów i zakazów religijnych nie wynika z braku uzasadnienia, tylko z tego, że wyższej filozofii i teologii – z której one wynikają – nie da się wytłumaczyć każdemu człowiekowi.

Soren Kierkegaard nazywał to „paradoksem wiary”, myśląc nieprawidłowo, że owe nakazy Boga są z definicji zawieszeniem moralności. Dość łatwo jest rozwiązać ten „paradoks”. Wystarczy wziąć pierwszą lepszą patologię i przeanalizować ją. Niech to będzie antykoncepcja. Z czego wynika, że jest zła? Ano w skrócie z tego, że wprowadzanie antykoncepcji powoduje: uprzedmiotowienie związku oraz obu poszczególnych osób (zwłaszcza kobiety), rozwój handlu stosunkami i handlu ludźmi, uzależnienia seksualne, wodzenie na pokuszenie, itd. To samo jest z alkoholem, narkotykami, pornografią, sodomią, itd. W niemal każdym przypadku pytany powie, że owszem, to są patologie, ale on sobie z nimi poradzi. Jest to rzecz jasna możliwe, ale po pierwsze: zdecydowana większość tak tylko sądzi, a z czegoś biorą się statystyki przedstawiające efekty w skali makro, a po drugie, statystyczny człowiek nie zdaje sobie sprawy z mnóstwa skutków ubocznych, jakie to powoduje. Może wodzić na pokuszenie innych, wspierać patologiczny rynek usług i towarów, wodzić się na pokuszenie do kłamstwa (bo przecież „wie”, że to złe, ale sam sobie poradzi, więc co zrobić, kiedy ktoś go zapyta – kłamać, czy nie?), itd. Rozmaite ideologie tworzą zazwyczaj ludzie obeznani w tym temacie i jeśli ich intencje są dobre, to efekty mogą być naprawdę wymierne. Jeśli źródłem ideologii jest nie tylko filozofia, ale i teologia, czyli „dodatkowa” informacja od Boga, to można użyć jego autorytetu. Pokazuje to opowieść o Abrahamie. Każde prawo Boskie, jest prawem moralnym, tylko często go nie rozumiemy, stąd kuriozalne życzenie Boga wobec Abrahama, aby zabił swego syna, mające być alegorią wobec wspomnianej zależności. Nie jest to niewytłumaczalne odrzucenie moralności, tylko jest to świetna filozofia ukazująca, że nawet najbardziej wybitne jednostki, w porównaniu do Boga, są jak pchły i nie są w stanie pojąć wszystkiego, zatem potrzebna jest pokora i słuchanie sumienia. Do tego samego sprowadza się działalność Kościoła, który zarządzając schematem ideologicznym, wykoncypowanym przez osoby obdarzone wieloma talentami i opierającymi się o filozofię oraz objawienie, nie jest w stanie wszystkiego tłumaczyć, tylko zwyczajnie stwierdza, co robić należy, a czego nie. Inaczej zwyczajnie się nie da.

Skoro przyczyna odczucia, że religie narzucają pewne nakazy i zakazy, została wyjaśniona, zajmijmy się ich oceną. Problem jest taki, że ocenia się zawsze względem „czegoś”. Płaszczyznami oceny są kompatybilność z piramidą wartości, z celem życia, z poszanowaniem wolność, itd. Nie ma sensu, aby to wszystko szczegółowo omawiać w niniejszym tekście, więc po prostu przedstawiona zostanie ocena religii według tychże wytycznych, ale stosując się do zasady, iż wystarczy wskazać po jednej nielogicznej, niepasującej do rzeczywistości cesze danej religii, aby uznać ją za nieprawdziwą. Ograniczając się do głównych religii, wygląda to następująco:

- Islam. Teologia omawia nie cnotliwe „nagrody” po śmierci (Hurysy – wiecznie młode dziewice, na własny „użytek”); mężczyzna może mieć cztery żony na raz. Wniosek: Islam nagradza wartościami hedonistycznymi za moralne i czyni to kosztem godności kobiety.

- Protestantyzm. Idea predestynacji neguje godność osoby ludzkiej, jej wolną wolę oraz cnotliwość uczynków.

- Judaizm. Deklarowana wyższość w możności do zbawienia przedstawicieli tylko tej religii. Judaizm promuje pewną formę predestynacji, jak również coś na kształt nacjonalizmu, gdzie rasą „panów” są przedstawiciele Judaizmu.

- Buddyzm. Tu jest brak znamion religii (brak Boga – Budda to „człowiek oświecony”), co więcej funkcjonuje bezsensowna interpretacja duszy, według której nasze doczesne „ja” jest innym, wobec rzekomego realnego „ja” duszy. Efekt jest taki, że Buddyzm to przekombinowany ateizm.

- Hinduizm. W tej religii trudno o jakiekolwiek znamiona logiki, jest to raczej coś na kształt mitologii, elementu kultury. Większą trudnością byłoby znajdowanie tam logiki, niż znajdowanie jej braków, ale dla przykładu można podać kasty – czyli niezbywalne klasy społeczne o różnych prawach ich przedstawicieli, a wynikające z urodzenia.

W Katolicyzmie zbawienie nie neguje cnotliwości czynów, jest jedynie formą niepojętego, odpowiadającego naszemu życiu spełnienia, co jest jak najbardziej logiczne i sprawiedliwe. Katolicka moralność jest kompatybilna z wnioskami czysto filozoficznymi na ten temat, rozdzielając obiektywne efekty czynienia dobra, od oceny moralności człowieka z punktu widzenia talentów i innych możności danej jednostki, łącząc zarówno sprawiedliwość oceny Boskiej przez jego wszechwiedzę, z miłosierdziem, które obowiązuje nas do ostatniej chwili życia. Oczywiście można by wymieniać tak jeszcze długo, ale nie w tym sens. Oceniając religię Katolicką prawidłowo, czyli jako ideologię złożoną z filozofii i teologii, należy przyznać jej możliwie jak najwyższe noty i gdyby była techniczna możliwość skonfrontowania jej z innymi, to na pewno zyskałaby prymat, ale o tym konfrontowaniu już w punkcie drugim.

2. Ludzie nie umieją przyjmować prawdy w sposób zbliżony do racjonalizmu, kierują się konformizmem, modą, itp.

Wytłumaczenie tego kontrargumentu jest o wiele prostsze niż poprzedniego, bo łatwo podać przykłady na nieumiejętność ludzi w kwestii oceny ideologii. Świadczy o tym chociażby treść krytykowanej argumentacji za ateizmem, w której widać, że ludzie na całym świecie nie racjonalizują swoich postaw względem innych kultur. Najklarowniejszym przykładem jest jednak Anschluss Austrii, który poparło ponad 99% ludzi, czy też sam wybór Hitlera oraz poparcie dla niego. Widać to też dziś, po powszechnej aprobacie dla obecnych nam patologii, np. pornografii, socjalizmu czy propagowaniu sodomii. Przykładów jest rzecz jasna tak wiele, jak wiele społeczeństw dziś i w historii. Nie ważne, czy dana ideologia jest merytorycznie lepsza czy gorsza. Kiedy jest na swój sposób „wylansowana”, ludzie zaczną ją aprobować, a cała reszta pójdzie za nimi przez konformizm. Dlaczego tak jest? Z podobnej przyczyny, co zależności w punkcie pierwszym, czyli z różnic w ludzkiej wiedzy.

Kwestie powszechnie uznane, albo są zdolne do bycia pojętymi przez większość ludzi – albo są wynikiem propagandy – czyli w praktyce, nigdy nie wiadomo. Nie chodzi oczywiście o to, że jak całki zrozumie większość ludzi, to wtedy będzie je można uznać za fakt matematyczny. Chodzi o to, że wszystko, co wykracza poza prostą empirię, może być sposobnością do propagandy, która jest źródłem pluralizmu ideologicznego. Ludzie wiedzą, że nie można nie pić przez tydzień, bo się umiera. Nie potrzebują do tego nauki i wyjaśnienia procesu odżywiania. Ludzie wiedzą, że im więcej się ma siły, tym więcej się uniesie, itd. Nie rozumieją tych procesów dogłębnie, ale te rzeczy są fundamentalne. O całej reszcie mają przeświadczenia i przeczucia. Ludzie są niemal pewni, że Robert Kubica jest od nich lepszym kierowcą, ale nie potrafią wskazać jasno, jaka jest różnica pomiędzy ich jazdą, a Roberta. Jeżeli Robert byłby o kilka poziomów lepszym kierowcą od drugiego na świecie, to mógłby tworzyć „mity”, aby utrudnić innym sztukę doskonalenia jazdy. Stąd część ludzkich przeczuć i przeświadczeń jest prawdziwa, a część nie. Ludzie mają wyrobione odruchy i zmysły, dzięki którym bez wiedzy na dany temat, mogą przeczuwać prawdopodobieństwo prawdy – czasem lepiej, czasem gorzej. Filozofia jest dziedziną opierającą się o logikę, a nie o doświadczenia w probówce. Biorąc pod uwagę, że nawet nauki empiryczne bywały w historii narzędziem propagandy, np. medycyna rasy aryjskiej w III Rzeszy, to łatwo wywnioskować, jak łatwą płaszczyzną do tworzenia sofizmatów jest filozofia.

Ta dziedzina jest najbardziej pierwotną i najważniejszą, bo nadaje granice pozostałym, jednak z racji paradoksu niemożności znalezienia obiektywnego arbitrażu, najtrudniej sprawdzalną. Nie bez przyczyny nauki empiryczne są dużo bardziej upowszechnione, niż filozofia, która zawsze była przedmiotem zainteresowań niewielu ludzi. W związku z powyższym wystarczy, że fizyk „trzaśnie” jakimś skomplikowanym wzorem, a osoba tłumacząca, że wzór jest np. oparty o nielogiczne podstawy, tak naprawdę jest na straconej pozycji, bo „lud” nie zna się, ani na fizyce, ani na logice, ale często ufa bardziej tej pierwszej. Dobrym przykładem jest też dowód konieczności istnienia Boga. Jest to jedna z prostszych do stwierdzenia prawd, filozoficznie wręcz mało ciekawa, jednak nawet coś takiego nie należy do grona powszechnych prawd i byle fizyk może przekreślić przedstawiony w tym tekście dowód w populistyczny sposób.

Ilość podziałów ani ich skala same w sobie nie są żadnym argumentem na prawdziwość jakiejkolwiek ideologii, bo mogą wynikać z nieskończonej ilości powodów, od pomyłek, przez sofizmaty, aż po zwyczajną, omylność człowieka i różne drogi dziejowe do poznania prawdy. W niemal wszystkich płaszczyznach istnieje wielki pluralizm i nie próbujmy z faktu ilości, wyciągać wniosku o jakości. Pan Jezus mówił prawdę i zginął za to. Takich przypadków było więcej. Nie giną ci, którzy nic nie twierdzą, ale i nic wartościowego nie zyskują.

3. Należy zbadać, na czym historycznie opiera się dana religia.

Wiedząc, że ilość przedstawicieli danej ideologii nie koniecznie wynika z jej sensowności, warto przeanalizować jeszcze jedno źródło wiedzy o religii. Tym źródłem jest historia jej powstania. W związku z faktem, iż w Buddyzmie nie ma Boga, jest sens porównać tylko Chrześcijaństwo i Islam, ewentualnie wytłumaczyć, dlaczego przedstawiciele Judaizmu oddzielili się od Chrześcijaństwa. Różnice są ogromne. Bóg Chrześcijański najpierw przygotował grupę ludzi do oswojenia się z logiką i moralnością, a następnie sam urodził się jako człowiek i pokazał, jak poprawnie zinterpretować zaznaczone wcześniej prawo, jaka jest prawda na temat wartości, czym jest wielkość, jaka jest różnica pomiędzy znajomością prawa, a umiejętnością jego interpretacji, itd. Było to działanie bardzo „przemyślane”, kompatybilne z cechami człowieka i nawet z teorią ewolucji. Wiele osób po dziś dzień nie pojęło nawet w małym ułamku wiedzy, którą odrzucili przodkowie dzisiejszych Żydów. Ci, na rzecz bezmyślnego posłuszeństwa wobec prawa, nie byli w stanie pojąć wielkości nauczania o miłości bliźniego, a to jest zła technika. Do historii Chrześcijaństwa z pewnością nie zbliżył się Islam, gdzie całość chrześcijańskiego objawienia została uznana jako „proroctwo”, łącznie z naukami Jezusa, a domniemany Bóg jest jedynie efektem wizji jednego człowieka – Mahometa. Dalszy komentarz i podsumowanie tego porównania jest chyba zbędne.

Podsumowując całą polemikę z najlepszym argumentem na ateizm, należy stwierdzić, iż pomimo pozornie bardzo mocnego zarzutu przeciwko Bogu i religii, jaki został w nim sformułowany, nie jest on prawdziwy. Nie jest to wyjątek. Bardzo często bywa tak, że krótkie w zapisie, wymowne i skuteczne wydawałoby się idee, są po przeanalizowaniu ewidentnie nieprawdziwe. Dobry przykład to analiza ideologii hedonizmu. Definicja hedonizmu jest taka: „Pogląd, doktryna, uznająca przyjemność, rozkosz za najwyższe dobro i cel życia, główny motyw ludzkiego postępowania. Unikanie cierpienia i bólu jest głównym warunkiem osiągnięcia szczęścia.” Dla laika brzmi super: nie chodzi przecież o to, żeby robić komuś coś złego, ale żeby każdy czynił życie przyjemnym dla siebie. Teraz stwórzmy definicję odwrotną i ją przeanalizujmy. Niech brzmi ona tak: „Unikajmy własnej przyjemności, a nie unikajmy cierpienia.” Dla laika jest to bez sensu. Oczywiście co bardziej zainteresowani tymi tematami umieją przeanalizować, że to pierwsze jest z punktu widzenia oceny skali makro i skali historycznej gorsze, bo doprowadza do równi pochyłej i w końcu do całkowitego upadku moralnego, gdyż życie zmusza do decyzji, gdzie trzeba komuś pomóc wbrew swojej przyjemności. Jednak paradoksalnie, to ta druga teoria zwiększy ilość przyjemności każdego z nas. Jak to możliwe? Załóżmy, że człowiek mający w jakiejś kwestii możliwość wygenerowania korzyści, ma do dyspozycji trzy jednostki. Korzyść, jaką wniósłby pan „X” do społeczeństwa, koncentrując się na sobie, byłaby powiedzmy na poziomie 3a przy pierwszej dawce, 2a przy drugiej i 1a przy trzeciej – zgodnie z zasadą zaspokojenia potrzeb, która mówi, że w danej kwestii, przy określonym talencie, koncentrowanie się na rozwijaniu jej dla siebie, zmniejsza poziom wzrostu (skoku) zadowolenia przy coraz to wyższych poziomach zaspokojenia potrzeby. Dając zaś innym po pierwszej dawce, dałby każdemu z nich po 3a. (3a+2a+1a=6a ; 3a+3a+3a=9a). Jak widać wyraźnie, postępując dokładnie odwrotnie do zasady hedonizmu, można w ujęciu ogólnym mieć więcej przyjemności, czy tez korzyści, niż gdybyśmy z niej korzystali, ponieważ gdyby, jak zakładamy, całe społeczeństwo korzystało z zasady odwrotnej do zasady hedonizmu, każdy zachowywałby się jak pan „X”, więc pan „X” otrzymywałby podobne korzyści z otoczenia, jak sam oddaje otoczeniu. Rzecz jasna analiza jest uproszczona, ale jak najbardziej logiczna. Mnogość kultur i religii nie jest argumentem przeciwko religii, jako takiej. Argumentem przeciwko może być tylko i wyłącznie jej nielogiczność, a podparciem do wnioskowania, znajomość źródła jej powstania – jeśli jest kiepskie. Funkcją religii jest ukazywanie prawdy. Prawda króluje, kiedy poprzez różnoraką kontemplację i udział w życiu religijnym, poznajemy ją. Oczywiście, z punktu widzenia moralnego, życie w dowolnie głupiej ideologii wyklaruje z Boskiego punktu postrzegania ocenę poszczególnych ludzi, którzy podejmowali relatywnie lepsze lub gorsze decyzje. W tej sprawie religia niewiele zmienia, bo tak jak w każdej społeczności, tak i w religijnej, większość ludzi jest statystycznie przeciętna w wiedzy, inteligencji, a także mądrości, czyli stopniu wykorzystania talentów dla dobra. Funkcją religii jest bycie pomiędzy relacjami podmiotów, a nie zmienianie świata, bo on jest taki, jak ma być, gdyż stworzył go Bóg. Każdy człowiek, który ma dostęp do prawdy, nie będzie z tego powodu statystycznie lepszy moralnie. Lepszym będzie nominalny efekt jego działań, jednak to właśnie dążenie do tej prawdy jest dobrem moralnym, a nie ona sama w sobie.

Na koniec odwróćmy zarzuty, jakie kierują ateiści wobec teistów. Ateiści twierdzą, że w katolicyzmie nie ma wolnej woli, bo Bóg wszystko wie i może wszystko zmienić. Ale czy to rzeczywiście jest zaprzeczenie wolnej woli? Czy kiedy omylny człowiek wie niemal na pewno, co zrobi jego kolega w jakiejś sytuacji, to przeczy to wolności decyzji kolegi? Skoro człowiek potrafi z dużym prawdopodobieństwem przywidywać działania najbliższych osób, to dlaczego byt całkowicie dla nas niepojęty, nasz stwórca i Autor całej naszej rzeczywistości miałby nie być w stanie tego wiedzieć, bez uszczerbku na naszej wolnej woli? Oczywiście, nie rozumiemy w jaki sposób można nieomylnie znać wolną wolę, ale na tym właśnie polega fenomen Boga – jest niepojęty. Oczywiści można doszukiwać się argumentacji w tym, że Bóg stoi ponad czasem, ale snucie takich domysłów nie ma wielkiego sensu. Przypomnieć należy, że „pojętymi” technikami dochodzenia do prawny, czyli empiryzmem, dochodzimy do wniosku, że nic nie powinno istnieć i nie jesteśmy bytami osobowymi. Skoro walczący ateiści tak lubią racjonalność, to zdaje się, że powinni choć trochę logicznie rozumować, czyli przyjmować skutki własnej ideologii. Ateiści są mistrzami świata w dorabianiu ideologii i przekręcaniu faktu, że wedle tego poglądu człowiek nie ma celu, ani sensu życia, jak również moralności. Jedni wymyślają narodowy-socjalizm, inni rozwijanie nauki, aby ludzie mogli żyć wiecznie, ale wszystko to są pseudo cele, bo nawet wieczne życie na ziemi, będąc bezwartościowym zwierzęciem, które ma złudzenie wolnej woli, nie ma sensu. Ateistyczne koncepcje na moralność są tak logiczne, jak sadzenie nowych drzew w ogrodzie tydzień przed sprzedażą działki pod budowę supermarketu. Nie sugeruję oczywiście, że każdy człowiek po przejściu na ateizm zabije kogoś następnego dnia. Chodzi tylko o to, że taki człowiek nie ma żadnych jednoznacznych, logicznych powodów ku temu, aby tego nie robić. Prawda jest taka, że wszystkie byty transcendentalne, dzięki którym jesteśmy ludźmi, są niematerialne i muszą pochodzić od Boga. Połączenie samoświadomości i wolnej woli ze wszystkim tym, czym charakteryzują się zwierzęta, doprowadziłoby to tego, że ludzie by się pozabijali. Bez odpowiedniej wewnętrznej siły, człowiek nie miałby powodu, żeby nie zabić innego człowieka dla zabawy, albo w celu unicestwienia gatunku. Stąd potrzebne jest sumienie, dzięki któremu mamy moralność. Jest to siła, która bez względu na wiedzę człowieka mówi, co jest dobre, a co złe. Bez jakiejkolwiek z cech duszy, człowiek nie mógłby istnieć jako istota wyższa, a dając zwierzęciu jakąkolwiek z cech duszy, przy założeniu, że ma ono jakoś funkcjonować, musielibyśmy dać je wszystkie, ale wtedy takowy byt także był by stworzeniem wyższym. Wyśmiewanie się, że katolicyzm to wiara, że człowiekiem rządzi „duchowy, niewidzialny ludzik”, jest wynikiem braków w logicznym myśleniu i w wiedzy filozoficznej. Ateista bez udawania, że jest podmiotem, w ogóle nie jest w stanie sprostać rzeczywistości – to jest dopiero hipokryzja. Najgorsze jest jednak to, że cała ateistyczna szopka ma miejsce tylko dlatego, że człowiek z góry zakłada, że to co on uznaje za pojęte, musi być jedynym rodzajem istnienia. Tymczasem fenomen istnienia materii i brak niebytu jednoznacznie dowodzą, że jest to niemożliwe. To jest ten sam tok myślenia, który sprawia, że socjalizm jest wybierany w demokracjach. Każdemu się wydaje, że wszyscy mają takie same potrzeby, jak on, więc trzeba je fundować z przymusowych podatków. Tego typu nastawienie jest szkodliwe. Mogą istnieć tysiące różnych form istnienia, a my wiemy tylko tyle, że ta, którą my umiemy badać, nie posiada odpowiedzi na fenomen swojego własnego opierania się niebytowi.

Podsumowując, należy stwierdzić, że przyczyny niechęci do przyjęcia teizmu to nieumiejętność pozbycia się narzuconych narzuconych przez pop kulturę ograniczeń, nieumiejętność podjęcia próby pojmowania świata na nowo, bez wstępnych założeń, nieumiejętność brania go takim, jakim jest, a nie jakim na siłę próbuje pokazać go ateizm. Ateizm to kusząca ideologia, bo stawia człowieka na pierwszym miejscu. Wielu się na to łapie, chce podświadomie być tą najwyżej rozwiniętą jednostką, ale to okłamywanie samych siebie. Cały nasz wszechświat, cała materialna rzeczywistość to raptem drobny pryszcz w kontekście szerzej postrzeganego fenomenu istnienia. Dowodzą tego liczne paradoksy i sprzeczności wewnętrzne, których nie da się rozwiązać bez nieograniczonego pozorami spojrzenia na istnienie. Nie ma żadnych logicznych wątpliwości, że marny pył materialistyczny nie ma jakichkolwiek możności, czyli że nie spełnia on metafizycznego fenomenu istnienia. Jest wtórny, ograniczony i wymaga stałego podtrzymywania. Nie wiemy, co jest poza nim, co było przed nim, co utrzymuje go w istnieniu. Wiemy tylko, że stworzył go byt wszechmogący, niepojęty i osobowy, oraz, że byt ten ciągle wyraża wolę istnienia naszej rzeczywistości materialnej. Ateistyczna propaganda trwa na szeroką skalę od ponad stu lat. Pogląd jest skrajnie nielogiczny, a jednak ciągle pewne podmioty sprawiają, iż jest „modny”. Dlaczego? Łatwo ukryć jego wady, takie jak sprzeczność z empirycznym faktem osobowości ludzkiej, jak również łatwo uwydatnić jego „zalety”. Katolicyzm i właściwie każda religia może wydawać się irracjonalna, kiedy przyjmiemy empiryczny punkt widzenia. Problem polega na tym, że empiryczny punkt widzenia nie pasuje do rozważań o charakterze metafizycznym i etycznym. Na głupie pytanie, często zadawane przez populistycznych ateistów, a brzmiące: Co wolisz, wiarę czy wiedzę?, odpowiedź brzmi: logikę! Wbrew populistycznym przekonaniom, że nauka to jakiś bożek, który może decydować o wszystkim, nie jest ona ani nieomylna, ani wolna od możliwości propagandowych. W historii mieliśmy już medycynę rasy panów, gdzie pisano prace doktorskie o wyższości tejże nad innymi. Dziś mamy „naukowo stwierdzone”, że bezproduktywne predyspozycje seksualne to normalny stan, zaś krytykowanie bezmyślnego gloryfikowania tychże cech to „choroba”, co jest najlepszym dowodem, ile nauka może być warta. Bywały też błędy na światową skalę, jak np. wtedy, gdy uznano, że eternitowe płyty (azbest) to świetny materiał na pokrycia dachowe, a potem odkryto, że są rakotwórcze. Nie róbmy z nauki bożka. Nie sprzedawajmy zdrowego rozsądku i logiki za ślepą wiarę, że wszystko, co mówi człowiek z napisem „profesor”, to prawda absolutna. Ateiści w swoich narracjach mają jakąś ciągotkę do przeinaczania pojęć. Wspominano w tekście o losowości, czasie i nicości. Populistyczni ateiści lawirują w słowach, żeby zyskać pozorne argumenty, dlatego trzeba być dociekliwym, co konkretnie rozumieją mówiąc dane terminy. Ayn Rand nazwała odpowiedzialność za swoje życie mianem „pozytywnego egoizmu”, określając to jako cnotę, co jest bzdurą. Rothbard, twórca libertarianizmu, nazwał liberalizm moralny „obiektywnym aksjomatem”, chociaż nie wiadomo, co jest obiektywnego w udawaniu, że tylko kradzież i napaść ograniczają wolność człowieka. Czy to się komuś podoba, czy nie, Katolicyzm jest irracjonalny tylko przy błędnych technikach dochodzenia do prawdy. Z logicznego punktu widzenia to ateizm jest całkowicie irracjonalny. Można narzekać, że przedstawiciele różnych religii mordują się, ale prawda jest taka, że ci przedstawiciele tych religii to margines, a cała reszta przedstawicieli wie, że ich cel i sens życia istnieje, a oni nie są zwierzętami. Religie, choć większość ludzi przyjmuje je na zasadzie konformizmu społecznego, to jednak formalnie są jakościowymi wyborami. Prawdopodobnie za czas jakiś, na skutek globalizacji, pewne religie, lub ich skrajne formy wyginą na skutek ostracyzmu i sytuacja nieco się wyklaruje. Dziś niestety większość ludzi żyje jeszcze w etosie homogeniczności dawnych kultur, ale to zmienia się z roku na rok. Różnica pomiędzy religiami, a ateizmem, polega na tym, że ateizm z definicji jest niekompatybilny z rzeczywistością i nie można na jego bazie stworzyć żadnej logicznej zasady, aby przekonać ludzi choćby do nie mordowania się – wszystko trzyma się tylko dlatego, że ludzie pomimo poglądów ateistycznych w dużej mierze posługują się głosem sumienia, a nie logicznymi wnioskami płynącymi z ich własnej ideologii. Pierwsze skutki już jednak widać, bo najbardziej ateistyczne społeczeństwa ewidentnie dziczeją, przedmiotem ich życia staje się patologia, dewiacje, uzależnienia, itp. Najgorsze jest to, że dokąd są ateistami, nie ma argumentu pt. „nie rób tak, bo to jest złe”, gdyż nie ma dobra ani zła – i to jest tragedia. Ateizm to niebezpieczna ideologia, bo jest to ideologia dosłownie nieludzka, będąca sugestią że to, co w człowieku najbardziej unikatowe i najbardziej wartościowe, to tylko złudzenie.