TU KONSERWATZYM PRZESTAJE BYĆ UWSTECZNIAJĄCY…

Fundamenty poglądów

 

 

GENEZA

 

Jako, że każda filozofia oparta o nieuzasadnione założenia a priori jest z gruntu wadliwa, moje poglądy mają swoje fundamenty określone w najgłębiej zakotwiczonych i najbardziej pierwotnych płaszczyznach poznania. Nie ma wątpliwości, że jest byt, a niebytu nie ma, jak również, że człowiek myśli, więc jest. Istnienie myślącego człowieka w świecie to maksymalny stan, z którym zgadzają się wszystkie ideologie. Kolejne, dość różne opinie na temat natury, pierwszej przyczyny, itd., sprawiają, że wnioski na nich oparte, oraz potem wnioski z wniosków, gwarantują istnienie mnóstwa sprzecznych ze sobą ideologii, a do tego dochodzi istnienie wszystkich tych ideologii, które z definicji z logiką mają niewiele wspólnego i są stworzone jako populistyczne spojlery do wyniesienia pewnych grup interesu do godności.

Człowiek ma dwie racjonalne drogi poznania rzeczywistości za pomocą możności, jakie posiada. Może wykorzystać zdolność do doświadczalnego budowania wniosków lub zdolność do tworzenia logicznej torii i odrzucania twierdzeń sprzecznych logicznie. Pierwsza technika jest ograniczona, gdyż z definicji dotyczy tylko materialnych bytów. Zakładając a priori, że wnioski na nich oparte można uznawać jako ogólne, dokonujemy błędu logicznego. Empiryczne techniki poznania są właściwe do odkrywania pragmatycznych prawd, dotyczących istoty funkcjonowania materii. Do analiz nieograniczonych niczym, poza maksymalnymi możliwościami człowieka, właściwą techniką jest logiczna analiza. Każde logiczne wnioskowanie polega na łączeniu tez w celu uzyskania prawdziwego wniosku, który może stać się tezą dla kolejnego wnioskowania. Zbiór takich wnioskowań nazywamy analizą. Aby podważyć analizę trzeba wykazać nieprawdziwość którejkolwiek z tez, lub wykazać nielogiczność ich połączenia.

 

Redukcjonizm Substancjalny

System filozoficzny, który umożliwia maksymalnie nieomylnie przejście z wiedzy „byt jest, niebytu nie ma, a człowiek myśli, więc jest”, na szczegółowe poglądy, został nazwany Redukcjonizmem Substancjalnym. Redukcjonizm substancjalny polega na stwierdzaniu istoty (w jęz. filozoficznym „substancji”) danego bytu, który został uznany jako fundamentalnie istniejący; prawdziwy lub uprzednio udowodniony, a następnie na tworzeniu wniosków, opartych o logiczne skutki płynące z połączenia stwierdzonych wcześniej cech substancjalnych ze sobą, z prawami logiki bezpośrednio, lub z cechami substancjalnymi innych bytów uznanych za prawdziwe. Jeżeli proces jest przeprowadzony bezbłędnie, czyli wszystkie byty wstępne rzeczywiście są prawdziwe, a we wnioskowaniach nie nastąpiły błędy logiczne, to analiza musi być poprawna. Poglądy na temat tego, co łatwo i w miarę dokładnie ukazuje swoją istotę, określamy najpierw. Potem, w trudniejszych przypadkach możemy posiłkować się tym, co już udało nam się ustalić. Wspomnieć trzeba, że metoda dotyczy poglądów, a pozostawanie w swoich bliżej nieokreślonych poglądach i pytanie tą metodą o właściwy stosunek do jakiegoś wtórnego wytworu ludzkiego, np. aborcji, wkracza już na sprawy życia codziennego. To niewłaściwa technika, bo wtedy stwierdzamy istotę danego bytu, np. jakiejś idei, w oparciu o nasze fundamentalne poglądy, które w tym wypadku stanowią niewiadomą. Im bardziej pierwotne i ogólne poglądy poruszamy najpierw, tym łatwiej zbliżyć nam się będzie do idealnego przejścia przez wszystkie etapy wnioskowania. Wtedy nawet wtórne rzeczy i stany, typu aborcja, których istota jest trudna do określenia, będą miały szersze podstawy do ich oceny.

Dzięki filozofii Redukcjonizmu Substancjalnego jesteśmy w stanie sukcesywnie przechodzić przez kolejne etapy tworzenia właściwych poglądów. Ludzie zazwyczaj tworzą poglądy o lepsze lub gorsze, ale nie mniej jednak jakieś nieuzasadnione tezy, które uznali jako fundament do dalszych rozmyślań, zupełnie bez racjonalnego powodu. Takimi fundamentami bywają emocjonalne przywiązanie do obecnej kultury, niechęć do księży, kult jakiejś jednostki, itd. Tymczasem jedynie tworzenie poglądów od zera, daje szanse, aby zrobić to dobrze. Dzięki Redukcjonizmowi Substancjalnemu będziemy zdobywać wiedzę krok po kroku, zaczynając od dziedzin najbardziej fundamentalnych, aż po szczegółowe, na przykład w następującej kolejności: metafizyka-> aksjologia ->etyka ->prawo ->polityka. Parafrazując, najpierw dowiemy się, jaką naturę ma rzeczywistość, następnie będziemy w stanie stwierdzić, jaką naturę mają wartości, potem, jak ustalać, co jest moralne, następnie jakie wprowadzić prawo, aby w sporach międzyludzkich wygrywało dobro, a na końcu, jak rozłożyć interesy decydentów, aby była szansa, że to wszystko będzie realnie działać. Proza przeprowadzanego procesu będzie doprowadzała do odrzucania coraz to większej liczby poglądów, dzięki czemu im dłuższa będzie analiza, tym nasze właściwe poglądy staną się bardziej skonkretyzowane.

 

FUNDAMENTY

 

Istotą bytu jest istnienie. Każdy byt ma tę właśnie wspólną cechę. Nie ma bardziej ogólnego określenia na wszystko, co istnieje – bez względu na to, czy mówimy o Bogu, myśli, sztachecie w płocie, człowieku, próżni, psie, dobru moralnym czy elektronie – to wszystko są byty. Istotą istnienia, jest zaś posiadanie fenomenu, czyli towarzysząca każdej formie istnienia zewnętrzna bądź wewnętrzna konieczność sprawcza, dzięki której ma ono miejsce. Nie oznacza to oczywiście, że człowiek jest w stanie pojąć każdy z fenomenów.

Człowiek jest w stanie namacalnie badać te byty, które zwykło się nazywać materią. Posiadamy zmysły, takie jak węch, dotyk czy słuch, dzięki którym odbieramy bodźce od bytów, mających kompatybilną z nimi charakterystykę istnienia. Posiadamy też rozum, który przetwarza bodźce na informacje. Dzięki temu, że nasze ciało jest zbudowane na tych samych zasadach, co wszystkie inne byty materialne, możemy stwierdzać skutki działania materialnej rzeczywistości. Ową zdolność do pojmowania budowy i zasad działania bytów materialnych posiadamy dzięki ich substancjalnej cesze, jaką jest przyczynowo-skutkowość. Gdyby materia nie miała w swej istocie przyczynowo-skutkowości, to nie mogłaby być przewidywalna, a co za tym idzie, nie byłaby pojęta. Istnienie bytów materialnych ma jednak jeden zasadniczy problem: materia nie jest w stanie dać nam odpowiedzi na fenomen swojego istnienia. Odkrycie każdego kolejnego historycznego etapu istnienia materii, wymusza pytanie, o jego przyczynę, zaś istnieć odwiecznie też nie może, bo nie posiada etapu, który by przyczyny nie potrzebował. Jedyna forma rzeczywistości, która nie potrzebuje początku, to całkowity niebyt – lecz niestety niebyt nie ma też żadnych możności. Rzeczywistość materialna z całą pewnością istnieje, więc musiała zostać wytworzona przez byt dla człowieka niepojęty i z naszego punktu widzenia wszechmogący, gdyż stworzył wszystko, co obserwujemy. Byty niepojęte, a więc niematerialne, nazywamy transcendentalnymi. Mają one dla człowieka dokładnie odwrotną istotę, niż materialne.

Rzeczywistość transcendentalna jest dla nas zasadniczo niepojęta, jednak możemy przeprowadzić na jej temat pewne analizy, w oparciu o to, co sama nam o sobie mówi i co nam od siebie daje. Istotą człowieka jest zdolność do refleksyjnego interpretowania rzeczywistości, a ona zaś wynika z posiadania samoświadomości i wolnej woli. Istotą samoświadomości jest zdolność do autonomicznego stwierdzania własnej odrębności. Istotą wolnej woli jest zdolność do samo stanowionej wariacji wobec determinizmu i losowości. Byty samoświadomości i wolnej woli są wobec siebie obligatoryjne i uzależnione, dlatego często interpretuje się je jako jeden byt, zwany osobowością. Byt osobowy, to byt posiadający samoświadomość i wolną wolę, czyli byt mający zdolność do podejmowania suwerennych, niezdeterminowanych i nielosowych decyzji. Jak więc widać, kluczowa cecha człowieka ma naturę transcendentalną – wolność woli jest sprzeczna z prawami materii, gdzie każde zdarzenie ma określony skutek, a nie wolność wyboru skutku.

Wolną wolę i samoświadomość możemy wykorzystywać do analizowania prawdziwości teorii, niemających oparcia o empiryczne bodźce. Umyka nam jednak, że istnieje niepojęte spoiwo, do którego musimy dążyć, bo jest niezbędne, aby wynik naszych wnioskowań był prawdziwy. Tym spoiwem jest kolejny transcendentalny byt, czyli byt logiczności, który daje nam możliwość świadomości, kiedy wnioskujemy poprawnie, a kiedy nie. Istotą logiczności jest bycie spoiwem łączenia dwóch twierdzeń w sytuacjach, kiedy wynikiem połączenia jest prawda. Podobnie jak w przypadku wolnej woli, nie wiemy, czym konkretnie jest logiczność, jaką ma budowę, jak został stworzony, na jakiej zasadzie funkcjonuje, itd. Wiemy tylko tyle, że suma prawdziwych przesłanek jest prawdziwa, jeśli jest logicznie połączona.

Rzeczywistość transcendentalna odpowiada zatem za istnienie osobowości i logiki. Te wnioski pasują do wniosków dotyczących stworzenia rzeczywistości materialnej. Wiedzieliśmy, że stworzył ją byt wszechmogący i niepojęty, jednak jeżeli logiczność jest bytem transcendentalnym, to wiemy również, że byt ten musiał być osobowy, gdyż z logicznego punktu widzenia, jedynymi bytami, które mogą odpowiadać za to, że byty osobowe istnieją, są również byty osobowe, tak jak z bytów o charakterze materialnym tworzą się również byty o charakterze materialnym. To daje kolejne wnioski, gdyż istotą każdej wolnej decyzji, jest jej cel. Rzeczywistość zawierająca byty osobowe, czyli nas, stworzona w jakimś celu, oznacza automatycznie, że ma to wszystko jakiś sens. Jeśliby istnienie nie miało sensu, to byty osobowe powinny dążyć do nieistnienia, gdyż osobowość i brak celu są sprzecznością – celem staje się unicestwienie takiego stanu. Trzeba zatem zbadać, czy jesteśmy w stanie stwierdzić, jaki jest sens istnienia, wyznaczony poprzez cel, jaki przyświecał Autorowi rzeczywistości w której żyjemy.

Istotą sensu jest brak marności. Wykluczyć zatem można wszystkie wartości, których skutki ograniczone są do materialnej rzeczywistości, gdyż ich efekt kończy się wraz z końcem życia człowieka. Aby stwierdzić, które wartości zbliżają do celu życia, należy zawęzić krąg poszukiwać do takich, które nie dają wymiernych korzyści w życiu doczesnym, a opierają się o możności typowe dla rzeczywistości transcendentalnej. Poza bytami osobowości i logiczności, mamy do czynienia jeszcze z jednym transcendentalnym bytem. Jest nim dobro moralne. Podobnie jak w przypadku logiczności i osobowości nie wiemy, czym jest dobro moralne, jaką ma budowę, na jakiej zasadzie funkcjonuje, itd. Jest to po prostu pewna oś wartości, którą człowiek ma wpisaną w samoświadomość. Możność do dążenia do dobra moralnego popularnie nazywa się sumieniem. Istotą dobra moralnego jest maksymalizacja korzyści w ujęciu obiektywnym. W historii filozofii bardzo różnie definiowano dobro moralne, lecz przy założeniu, że korzyści rozpatrujemy w maksymalnie szerokim kontekście (także metafizycznym), to dobro różni się od decyzji z innymi kwantyfikatorami moralnymi tylko tym, że podmiot stara się obiektywizować i maksymalizować korzyści – a nie ocenia ich pod kątem swoim, nie pod kątem interesów kogoś innego, ale pod maksymalnie obiektywnym.

Metafizycznymi budulcami rzeczywistości są byty: dobra, osobowości i logiki. Dobro jest działaniem bytu samoświadomego (osobowość), w sposób cnotliwy (nie dla innych korzyści), zaś jego efektem jest suma skutków o wektorze dodatnim, a wszystko to spojone logicznością. Zło, jest działaniem tego samego rodzaju bytu, w sposób nieprzymuszony, którego suma skutków ma wektor ujemny. Zło jest złe, bo ono prowadzi do nieistnienia – nie koniecznie materii, ale w najszerszym możliwym znaczeniu. Bóg stworzył człowieka i dał mu czas próby, aby ten wykazał, czy ma wolę bycia dobrym, aby potem mieć przy sobie tylko te osoby, które są godne brać dalszy udział w Jego planie. Jaki to plan? Tego oczywiście nie jest nam dane pojąć. Musimy się więc skupić na celu i wszystko do niego sprowadzać.

 

AKSJOLOGIA

 

Aksjologia to dział filozofii zajmujący się analizowaniem wartości. Ich rozgraniczaniem, definiowaniem, charakteryzowaniem, szukaniem ich źródeł i kryteriów. Samo stwierdzenie, co jest celem, nie wystarcza, jeśli nie wiadomo, co jest przejawem działania celowościowego.

Z dotychczasowych rozważań posiadamy następujące informacje:

1. Rzeczywistość transcendentalna odpowiada za istnienie fenomenów osobowości, logiczności i dobra, oraz za stworzenie tej formy istnienia, którą określamy mianem materii i jesteśmy w stanie pojmować w niej ciągi przyczynowo-skutkowe.

2. Człowiek jest bytem materialnym, posiadającym jednak transcendentalne cechy, takie jak wolna wola i samoświadomość, dzięki którym możemy refleksyjnie analizować rzeczywistość i dokonywać wyborów moralnych.

3. Dążenie do dokonywania wyborów nastawionych na miłość bliźniego jest działaniem najkorzystniejszym.

Na podstawie właśnie tej wiedzy należy ustalić jak najwięcej informacji o charakterystyce dobra, co pozwoli na stworzenie wyrażeń wartościujących, dzięki syntezie których, otrzymamy formuły bazowe do dalszych rozważań.

Zanim będzie można ocenić zamiar i skutek, trzeba określić kryteria kwalifikowania celów, czyli stworzyć ramy teoretyczne, które zdefiniują nam zbiór celów mogących być określonymi mianem obiektywnych korzyści, czyli dobra moralnego. Wiedząc, iż na podstawie materii można stworzyć byty bardziej doskonałe do spełniania określonych funkcji niż człowiek, a stwórca naszej rzeczywistości jest wszechmogący, wiadome jest, że dążenie do zautomatyzowania człowieka, nie może być określone jako obiektywna korzyść. Podobnie sytuacja ma się z rozwijaniem ilości ludzi. Jest wiele gatunków zwierząt, jak i rodzajów maszyn, które zwiększają ilość swoich przedstawicieli lub kopii lepiej niż człowiek, a nic wartościowego metafizycznie z tego nie wynika. Zdolność multiplikacji nie ma przełożenia na stopień ich złożoności i jakości.

Maksymalizacja obiektywnych korzyści, to gloryfikowanie zdolności do miłowania bliźniego. Choć korzyści owe same w sobie nie są celem i objawiają się zazwyczaj także w przyziemnych, czysto materialnych aspektach, to sama szczera chęć do czynienia obiektywnych korzyści jest właśnie tą cechą, która wyróżnia nas od maszyn i zwierząt. Choć nie ma dobrego pragmatycznego powodu, dlaczego np. nie zabijać upośledzonych dzieci, jak robił to między innymi Adolf Hitler, to działania tego typu zbliżają nas do zwierząt i robotów, czyli do maksymalizowania skuteczności działań nie mających jednak odzwierciedlenia w niczym, co generuje skutki w rzeczywistości transcendentalnej. Każde działanie, którego korzyści są obiektywne, jest działaniem na rzecz miłości bliźniego, czyli jest działaniem dobrym moralnie. Analogicznie, czyny obiektywnie złe, są to wszystkie czyny, które niszczą zdolność człowieka do miłowania.

Granice tego, kiedy możemy w ogóle rozpatrywać możliwość czynu moralnego wyznaczają nasze transcendentalne możności – samoświadomość i wolna wola. Jeżeli dokonuje się jakiś zły czyn, lecz osoba, która była jego pozornym autorem była nieświadoma skutków, a intencje były neutralne lub dobre, to czyn pozostaje bez winy, lub winną jest osoba, która wprowadziła w błąd wykonawcę czynu. Dokładnie tak samo jest w przypadku czynów dokonanych pod przymusem. Najklarowniej widać to w sytuacjach, kiedy szkód dokona istota z definicji pozbawiona samoświadomości i wolnej woli, np. kiedy ugryzie kogoś pies – wtedy odpowiada za to albo jego właściciel – który jako posiadacz świadomości powinien przewidzieć zachowanie psa i zabezpieczyć się na wypadek jego agresji – albo, jeśli pies był bezpański – winną jest przyroda, która wytworzyła w psie takie, a nie inne odruchy, więc poszkodowany dostaje odszkodowanie z tytułu tzw. nieszczęśliwego wypadku.

To jednak nie wszystko. Te dwa najbardziej oczywiste obostrzenia są podstawą do stwierdzenia ogólnych obostrzeń, co do występowania zachowań moralnych. Człowiek jest stworzeniem żyjącym w określonych warunkach, ma różną liczbę i jakość talentów, różne warunki kulturowe, różne warunki ekonomiczne, itd. Przez to, że ludzie i okoliczności ich życia są nieporównywalne, nie wiemy, jakie czynniki wpływają na ilość samoświadomości i wolności woli, a więc nie wiemy, na ile skutki złych lub dobrych decyzji można przypisać ludziom. Można by teoretycznie próbować tworzyć listę okoliczności, które uniemożliwiają sprawiedliwą ocenę czynów jednych ludzi, przez drugich, lecz z punktu widzenia aksjologii, właściwe jest określenie, że ocenie moralnej podlegają tylko zamiary i uczynki mierzone względne do możności.

Druga kwestia to sama płaszczyzna decyzji – działania typowo zwierzęce dokonujemy w sposób adekwatny do rzeczywistości materialnej, czyli w sposób zdeterminowany. Trudno jest jednoznacznie określić, na ile jaka decyzja jest podjęta z użyciem transcendentalnych atrybutów, a na ile jest to algorytm wynikający z materialnych ciągów przyczynowo-skutkowych. Decyzja moralna, to decyzja świadoma i wolna, lecz także szczera, czyli deklarowany cel musi być tożsamy z celem realnie zamierzonym. Wynika to z tego, że choć decyzje moralne skutkują obiektywizacją korzyści, to samo zachowanie pozorów tej obiektywizacji, przy realnych intencjach nakierowanych na swój interes, rozmija się z istotą miłości bliźniego. Parafrazując, świadomość, że dobro jest celem i sensem życia nie oznacza, że sensowne jest skuteczne udawanie go przed innymi ludźmi. Absolut ma świadomość naszych intencji i umie oddzielić szczerą miłość bliźniego od pozornej miłości bliźniego, która w istocie ma na celu egoistyczne oszustwo. Na każdego z nas wpływa w różnym stopniu deterministyczna natura, lecz bez względu na to, czy realny zakres odpowiedzialności za decyzje jest wąski, czy też szeroki, nie można uznać deklaratywnego, a egoistycznego w istocie, robienia dobrych czynów z wyrachowania, jako działania moralnego, nawet jeżeli jesteśmy w pełni świadomi celu i sensu życia. Powód jest bardzo prosty i bardzo logiczny: wykorzystanie inteligencji i wiedzy do zdobycia przewagi jakościowej nad innymi ludźmi przeczy zarówno sprawiedliwości celu życia, a więc doskonałości stwórcy – co jest sprzeczne z fundamentalnymi analizami, oraz jest z definicji niewykraczające poza byty materialne, bo takie zachowanie jest pojęte na poziomie przyczynowo-skutkowym; materialnym, więc jest też sprzeczne z istotą sensu, jaką jest brak marności. Człowiek, który kieruje się sprytem, nie stawia na pierwszym miejscu obiektywnych korzyści, ale egoizm i nawet jeśli z egoistycznego punktu widzenia, opłaca się robić uczynki o korzystnych skutkach, to mają one jedynie wymiar materialny, a nie transcendentalny, gdyż w istocie nie są obiektywizacją korzyści. Obiektywizacja korzyści zawsze musi stawiać miłość do bliźniego ponad inne pokusy, także w kontekście samej intencji. Wartości, które mają sens tylko jako same w sobie, a nie czynione dla innych korzyści, nazywamy cnotami. Ubierając to w zależność, stwierdzić należy, że wymuszanie dobra wbrew woli nie jest dobrem w istocie.

Czyny moralne są to zatem niezdeterminowane i nielosowe oraz szczere i autonomiczne akty woli, które mają na celu chronić przed degradacją ludzką zdolność do miłości bliźniego, będącą wartością najwyższą. Przejawem istnienia najwyższych wartości są cechy, takie jak godność czy honor, którymi określane są osoby kierujące się w życiu miłością bliźniego. Każdy człowiek jest zobligowany do decydowania, jaką drogą chce iść. Nie da się zrezygnować z podejmowania decyzji – nawet „umycie rąk” jest w istocie decyzją. Tylko pozornie można „umyć ręce”. Jedna droga przyciąga subiektywne, doczesne korzyści, druga to droga oderwania od własnego ja, kiedy subiektywne korzyści są akceptowalne moralnie tylko wtedy, jeśli wynikają jako skutek uboczny lub są potrzebne dla spełnienia wyższego celu.

 

ETYKA

 

Etyka jest to dziedzina filozofii zajmująca się powinnościami, czyli dochodzeniem do prawdy na temat tego, jakie czyny i poglądy są dobre, a co za tym idzie, tworzeniem schematów umożliwiających ocenianie jakości moralnej czynów i poglądów. Etyka nie ma ambicji do oceniania ludzi, gdyż żaden system ani człowiek nie jest w stanie w pełni sprawiedliwie ocenić możliwości innych. Ocena konkretnego człowieka zawsze musi odbywać się indywidualnie i zawsze zawiera ryzyko pomyłki. Czynności uznane za obiektywnie złe, mogą w różny sposób rzutować na ocenę poszczególnych ludzi z uwagi na ich różną możność rozpoznania zła poprzez wahania inteligencji, wiedzy, doświadczenia, itp. czynników.

Techniką oceny wartości jest piramida wartości. Piramida składa się tylko z trzech rodzajów wartości: hedonicznych, witalnych i moralnych. Wartości moralne to oczywiście wartości najwyższe, związane z celem życia, dzięki którym ludzie umieją miłować bliźniego. Poniżej nich są wartości witalne. Wartości witalne to wartości związane ze zdrowiem i życiem naszego ciała. Są one najbardziej fundamentalne, bo dzięki nim mamy życie w materialnej rzeczywistości, lecz witalne przeżycie życia nie ma sensu. Sensem dbania o wartości witalne jest przedłużenie lub polepszenie możności do czynienia wartości moralnych. Wartości witalne można poświęcać, jeżeli stoimy przed dylematem pomiędzy nimi, a wartościami moralnymi. Najniżej są wartości hedoniczne, czyli skoncentrowane na przyjemnościach. Ich funkcją jest usytuowanie naszego bytowania na odpowiednio optymalnym poziomie zadowolenia, aby skutki były pozytywne dla wyższych wartości. W przeciwieństwie do wartości moralnych, bardzo łatwo ich nadużyć, bo jeżeli wszyscy ludzie będą stawiać na swoje przyjemności, a nie na dbałość o moralność, to paradoksalnie ilość przyjemności gwałtownie spadnie. Nie oznacza to, że każde wykroczenie poza optimum wartości hedonicznych ma skutek negatywny w postaci naszego mniejszego zadowolenia. Można oczywiście zwiększyć swój poziom przyjemności wbrew piramidzie wartości, jednak wtedy dzieje się to kosztem innych, a piramida jest do obiektywnej oceny, uwzględnia więc skale makro i skalę czasu (historyczną), dlatego wykroczenie poza idee danej wartości koniec końcem, w ogólnym rozrachunku skutkuje negatywnie, choć nie koniecznie dla osoby, która się nimi kieruje. Nie wolno też stawiać ich ponad wartości witalne, bo wartości witalne w sposób bezpośredni odpowiadają za możliwość czynienia dobra i zasadniczo nie warto na nie stawiać tylko w sytuacjach jawnego dylematu pomiędzy wartościami moralnymi, czego nie można powiedzieć o wartościach hedonicznych, które są niejako główną konkurencją dla wartości moralnych, zazwyczaj odciągają od spełniania celu życia.

W każdym wyborze moralnym kłócą się ze sobą dwie opcje: „powinienem” lub „chcę”. Kiedy opcja „chcę” godzi w „powinienem”, to poświęcamy sferę moralną dla witalnej czy też hedonicznej, lub witalną dla hedonicznej. Kiedy wygrywa „powinienem”, to piramida nie zostaje przewrócona, robimy czyny obiektywnie korzystne, czyli nastawione na miłość bliźniego. Z uwagi na powtarzalność wielu dylematów moralnych i powtarzalność odpowiedzi na nie, mamy także normy moralne, takie jak: nie kradnij, nie kłam, nie zabijaj, nie prostytuuj się, itd. Normy opierają się o sytuacje standardowe, czyli takie, gdzie dana sytuacja składa się tylko z jednego dylematu, np. ukraść, albo nie ukraść. Normy moralne służą informowaniu ludzi, jak zachowywać się; służą tworzeniu ładu społecznego. Nie jest tajemnicą, że mało osób interesuje się filozofią, czy nawet samą etyką, dlatego normy moralne są potrzebne, aby pomagać we właściwym postrzeganiu świata. Ich zadaniem nie jest odbieranie ludziom prawa i obowiązku do samodzielnego myślenia. Są jedynie punktem odniesienia do realnych decyzji, gdzie często w danej sytuacji nakłada się wiele norm i trzeba zdecydować, która z nich jest najważniejsza, czyli jaka decyzja da maksymalizację miłości bliźniego. Znanym w literaturze przykładem jest hipotetyczna sytuacja, gdzie podczas II wojny światowej ukrywamy osoby pochodzenia żydowskiego, a do naszego domu pukają SS-mani i pytają, czy kogoś ukrywamy. To skrajnie oczywisty przykład na konieczność złamania normy „nie kłam”, lecz dobrze ukazuje, że znajomość norm moralnych pomaga w życiu, ale nie zwalnia z odpowiedzialności za swoje decyzje.

 

TRZY FORMUŁY GŁÓWNE

 

Z dotychczasowych ustaleń jesteśmy w stanie uformować Trzy Formuły Główne, na których bazować będą wszystkie kolejne wnioski. Oto formuły:

1. Czyny są moralne, jeżeli są zgodne z piramidą wartości.

2. Dowolne wartościowanie działań i stanów niezawinionych jest niemoralne.

3. Korzyści uzyskane wbrew woli nie są wartością moralną.

 

PRAWO

 

Prawo, w przeciwieństwie do etyki, jest to zbiór zasad przymusowych, które mają na celu stworzenie cywilizowanej prozy funkcjonowania społeczeństwa. Powodem konieczności istnienia prawa są patologiczne, zbrodnicze czy nawet totalitarne zapędy pewnego odsetku społeczeństwa.

Wiemy, że człowiek ma możność rozeznania pomiędzy dobrem, a złem i że Autor naszego istnienia potrafi sprawiedliwie oceniać nasze starania. Problemy występują, kiedy ludzie są zmuszeni oceniać innych ludzi, a jest to konieczne do tworzenia zasad funkcjonowania w społeczeństwie. Różnie oceniamy skutki, nie znamy zamiarów, oraz nie umiemy ocenić zbieżności zamiarów ze skutkami. Logika jasno wskazuje, że nawet najlepsze zamiary człowieka nieposiadającego wielu talentów, będą kończyć się gorszymi skutkami, niż relatywnie mniej szlachetne zamiary, lecz człowieka lepiej wyposażonego w talenty i możności. Pierwszy wniosek jest więc taki, że wartościowanie działania w oparciu o skutek jest niewłaściwe z uwagi na rozbieżność tych płaszczyzn. Co jednak w sytuacji, kiedy wiadomo, że skutek jest tożsamy z zamiarem? Jak ocenić zamiar i jak ocenić skutek?

Charakterystykę zamiarów można podzielić na cztery kryteria:

-celowość

-szczerość

-odpowiedzialność

-skala

Celowość jest tym lepsza, im większa część oczekiwanego skutku ma dawać obiektywne korzyści.

Szczerość jest tym większa, im bardziej deklarowany cel licuje się z oczekiwanym celem.

Odpowiedzialność jest tym większa, im mniej oczekiwanych skutków jest pewna.

Skala określa deklarowany zasięg skutków.

Charakterystykę skutków można podzielić na pięć kryteriów:

-zbieżność z założeniami (przewidywalność)

-ilość obiektywnych korzyści

-ilość obiektywnych szkód

-odwracalność

-skala

Im większa jest zbieżność z założeniami, tym większa przewidywalność.

Ilość obiektywnych korzyści i szkód nie wymaga komentarza.

Odwracalność, jest to możność do przywrócenia stanu poprzedniego, co jest ważne przy skutkach z wieloma szkodami.

Skala, jest to zasięg skutków oceniany po fakcie.

Wyciągając wnioski z powyższych charakterystyk i łącząc je z wcześniej ustalonymi kwestiami dochodzimy do następujących zależności:

1. Nikt nie może odbierać nikomu prawa do czynów złych, o ile zamierzona skala ogranicza się do osób świadomych i aprobujących, a czyn okaże się na tyle przewidywalny, że skala nie wykroczy poza to grono.

2. Kara za czyny złe w założeniach, których skala nieumyślnie wyszła poza osoby świadome i aprobujące, musi zawierać nie tylko element przywrócenia do stanu poprzedniego lub zadośćuczynienia, ale także dodatkowej kary za zgorszenie.

3. Czyny złe w założeniach, których zamierzona skala wykracza poza osoby świadome i aprobujące, a które stały się jawne, bez względu na skuteczność, muszą skutkować nie tylko zmuszeniem do przywrócenia stanu poprzedniego lub zadośćuczynienia, jak również karą za zgorszenie, ale także elementem odstraszającym potencjalnych naśladowców i izolacją od otoczenia.

4. Za czyny w założeniu dobre i szczere, lecz nieudane, osoba winna powinna być zobowiązana przywrócić stan sprzed szkód lub jeśli to niemożliwe, zadośćuczynić.

5. Bez względu na zamiary i subiektywne skutki, działania bezsprzecznie patologiczne muszą być zakazane, a znajomość prawa musi być obowiązkowa.

6. Nie można ustanawiać kar za czyny, które nie stanowią jednoznacznej patologii, a jedynie pozornie i hipotetycznie mogą do niej prowadzić.

 

POLITYKA

 

Polityka jest to dziedzina filozoficzna, która stara się odnaleźć sposoby na wprowadzenie w życie tego, co zostało ustalone jako właściwe. W realnej rzeczywistości decydującą rolę w forsowaniu rozwiązań ma rozłożenie interesów wśród podmiotów konkurujących o władzę.

W polityce funkcjonuje wiele paradoksów i sprzeczności. Rozważając np. czy lepsza jest władza absolutna, czy demokracja, z jednej strony mamy większą skuteczność władzy absolutnej, a z drugiej większą stabilność demokracji, więc władza absolutna będzie skuteczna zarówno w czynieniu zła i dobra, a demokracja zazwyczaj w ogóle nie jest skuteczna. Jednym z największych paradoksów obecnej polityki jest jej demokratyczność. Demokracja to z definicji władza ludu, w pewnych formach demokracji bezpośredniej wręcz dyktatura ludu. Już z samej definicji brzmi to dość nieciekawie, gdyż większość ludzi nie jest ekspertami od zarządzania publicznego, a w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Ludzka natura jest bowiem dość łatwa do przewidzenia i w perspektywie wyborów decydującym czynnikiem jest to, której partii politycznej uda się przeprowadzić skuteczniejszy skok po ludzką psychikę, czyli demokracja jest w zasadzie dyktaturą ekspertów od manipulacji i negatywnego marketingu. Przez to nie ma miejsca na jakość władzy – liczy się tylko skuteczność dojścia i pozostania przy władzy.

Władza publiczna sama w sobie to patologia, gdyż opiera się na przymusie, zarówno uznawania jej przez obywateli, jak i niemal zawsze na przymusie oddawania jej pieniędzy w zamian za które otrzymujemy jakieś tam usługi. Choć podstawowych funkcji władzy umownie nie określa się mianem socjalistycznych usług, to proza ich funkcjonowania zawsze jest dokładnie taka sama – monopol ustanowiony siłowo, przymusowo sponsorowany przez obywateli. Jest tylko jeden powód, dzięki któremu instytucję władzy publicznej można uznać za dobrą – jest to Piramida Wartości. Zgodnie z piramidą wartości, dobry jest każdy uczynek, kiedy maksymalizujemy korzyści w sposób obiektywny, czyli kiedy w wartości moralne nie godzą w witalne ani w hedoniczne, oraz w witalne nie godzą hedoniczne. Dzięki temu mamy różnorakie normy moralne, lecz normy moralne mogą ze sobą kolidować. Norma moralna pt. ”nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu”, znana szerzej jako „nie kłam” może być zawieszona w pewnych sytuacjach, np. w sytuacji kontaktu z mordercą, kiedy to kłamstwo może uratować czyjeś życie. Wtedy, warunkowo, fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu obiektywnie daje najwięcej, niż szczerość wobec bliźniego, jakim jest morderca. Podobnie jest w przypadku władzy.

Fenomen władzy polega na tym, że odwraca pewne niewłaściwe proporcje. Bez władzy panuje anarchia, czyli najwięcej mogą ci, którzy mają najwięcej pieniędzy, oraz wtórnie, ze względu na brak hierarchii zasad, spory często rozwiązywane są za pomocą argumentu siły. Z uwagi na to, że większość dóbr materialnych zawsze jest w rękach mniejszości ludzi, a nie ma zasad przymusowo regulujących relacje międzyludzkie, występuje ogromne ryzyko despotyzmu ze strony najbogatszych, ich krwawych i bezwzględnych walk o wpływy i pieniądze. Ludzie mają tę jedyną przewagę nad najbogatszymi, że o ile nie dysponują oni bronią masowego rażenia, to lud stanowi większą siłę militarną niż garstka najbogatszych, więc jeśli zdoła się zorganizować, może pozbawić swojego oprawcę władzy nad majątkiem, lub nawet pozbawić go życia. Aby uniknąć takich bardzo zwierzęcych, nieskutecznych i niesprawiedliwych interakcji stwierdzono już dawno, że mniejszą patologią będzie ustanowienie instytucji, która będzie istnieć w interesie szeroko pojętej sprawiedliwości i ładu, tworząc prawo oraz posiadając monopol na masowe służby porządku, dzięki czemu zapewnia prawu skuteczność. Właśnie dlatego kradzież pieniędzy na władzę, o ile jej proza funkcjonowania nie wykracza poza istotę, jest dobra, a konkretnie lepsza niż walki despotycznych bogaczy.

To jednocześnie oznacza, że wszystko ponad prawodawstwo i jego zabezpieczenie, czyli bezpieczeństwo publiczne, jest zwykłym złodziejstwem, wyłudzaniem pieniędzy pod pozorem użycia siły. Techniką zarządzania, która wbrew logice maksymalizuje ilość zbiórek pieniędzy jest socjalizm. Władza nadużywa też często swoich możliwości w inny sposób, ograniczając naszą mobilność, narzucając nam kulturę, tożsamość i język, a co najgorsze, propagując wyższość swoich obywateli ponad ludźmi z innych miejsc. Tą techniką jest nacjonalizm. Nacjonalizm polega na wmawianiu ludziom, że podziały polityczne mają oni uznawać jako dobrowolne zrzeszenia rzekomo powiązanych ze sobą osób, zaś władza wszelkiej maści kombinacjami ma zapewniać im życie ponad stan, nawet kosztem innych osób. Nie bez powodu te dwie techniki propagandowe są bardzo częste. Bazują one na tym, że ogromna większość ludzi nie ma zielonego pojęcia o zarządzaniu i przy urnie wyborczej kieruje się uprzedzeniami, przeświadczeniami, emocjami, doraźnymi zyskami, itp. wytycznymi, a te właśnie ideologie są najprostsze do wypromowania, bo najbardziej działają na ludzką naturę. Nazywając usługi socjalistyczne „darmowymi”, można wmówić ludziom, że wszystko załatwia im się za darmo, a nazywając sztuczną inżynierię społeczną „walką narodu o przetrwanie”, można uzyskać przywiązanie wyborców do władzy. Łącząc te dwie najskuteczniejsze propagandy, jeden z największych zbrodniarzy w historii – Adolf Hitler – uzyskał niemal 100% poparcie społeczne.

Techniki zarządzania publicznego zmieniały się wraz z upływem czasu, a konkretnie ze względu na rozwój techniczny. W największym uproszczeniu można przedstawić to tak, że na jednym końcu skali jest zerowa wiedza większości ludzi na temat rządów, a na drugiej pełna wiedza. Jeszcze 300 lat temu wiedza była bliska zera, 100 lat temu wciąż niewielka, zaś dziś praktycznie każdy może wiedzieć niemal wszystko. Ten czynnik jest decydujący jeśli chodzi o to, jaka jest najczęstsza, a więc zapewne w wymiarze pragmatycznym najskuteczniejsza technika sprawowania władzy. Do XIX wieku dominowała monarchia dziedziczna, a walka o władzę odbywała się w ramach wąskiej grupy osób. Przeciętny „chłop” nie miał pojęcia, jaki jest stosunek ilościowy „ludu” do armii króla, czy ogólnie do arystokracji, nie miał żadnej broni, ani skutecznych technik komunikacji, żeby móc się naradzać na szeroką skalę. Z punktu widzenia władzy była to sytuacja idealna, bo można było robić, co tylko się chciało. Skutkowało to wieloma patologiami i nadużyciami, lecz z drugiej strony, nie było sensu stwarzania żadnych pokrętnych ideologii, propagandy czy armii urzędników do kontrolowania wszystkiego. Podobnie jak chłopi, tak również władze miały stosunkowo małą wiedzę. Nikt nie wiedział, co dzieje się na drugim końcu świata, często nawet nie wiedział, że owa część istnieje. Polityka polegała na walce o wpływy z ościennymi terytoriami, a same potyczki miały niewielką skalę i były niegroźne dla losów świata. Dziś jest zupełnie odwrotnie. Władza ma przed sobą wielomilionowe społeczeństwa podzielone wedle średniowiecznych podbojów, przekształconych dziś w podziały polityczne, a w nich ludność śmiertelnie przeświadczoną, że jest mądra i ma kompetencje do rządzenia. Walka z tym żywiołem nie ma sensu, dlatego monarchie dziedziczne upadły, a rządzą rywalizujące ze sobą obozy propagandowe, które wybierają wśród popularnych ludzkich przeświadczeń te najbardziej perspektywiczne i starają się wyhodować u jak największej części społeczeństwa to właśnie przeświadczenie, które uznali za najbardziej perspektywiczne. Niestety, skutkiem tego obozy propagandowe zazwyczaj koncentrują się na socjalizmie albo nacjonalizmie.

Niestety, demokracja większościowa, która prawie zawsze wybierze nacjonalizm lub socjalizm, będzie bardzo trudna do zlikwidowania, leż na dłuższą metę jest to nieuniknione z uwagi na fakt, że dążące do pełnej autonomii ośrodki polityczne szukają sojuszy i liderów, więc pewnego dnia staną wobec konieczności walki o władzę nad światem. Już dziś większość pozornie autonomicznych krajów jest w rzeczywistości zależna, albo wręcz podległa woli większego decydenta, zaś zarządzanie światem z jednego ośrodka jest jak najbardziej technicznie wykonalne – i wszyscy o tym wiedzą. Problem polega na tym, że świat może nie wytrzymać tego typu wojny i ulec zagładzie poprzez nieodwracalne zniszczenia, o miliardach ofiar nie wspominając. Niestety do tego właśnie prowadzi socjalistyczno-nacjonalistyczna droga rozwoju, a jest ona niemal pewna w warunkach demokracji.

Pozornym rozwiązaniem tego problemu mógłby wydawać się anarcho-kapitalizm, bo „władza ludu” jest tam jeszcze silniejsza, gdyż „na papierze” każdy indywidualnie robi, co chce, a polityki w ogóle nie ma, lecz jest to wizja równie naiwna, co wiara, że w demokracji naprawdę rządzą ludzie, a nie konkurujący ze sobą bezproduktywni propagatorzy. W warunkach anarchii, nawet jeżeli nie doszłoby jakimś cudem do złamania jej zasad przez najbogatszych ludzi, zarządzających bronią masowej zagłady i innymi tego typu, to ze względu na brak ograniczeń prawnych dla patologii, panowałaby masowa plaga patologii, które promowane byłyby na każdym kroku i bez granic. Z resztą anarchię moralną mamy w pewnej skali już dziś i efekty widać – nie wolność światopoglądowa, tylko brak moralności, bo ludzie filozofami nie są i jak prawo nie określa moralności, to jej nie ma. W tej kwestii maksymalizacja anarchii sprawiłaby, że ludzie dniami pracowaliby na spłatę lichwiarskich pożyczek, a nocami konsumowali narkotyki, prostytutki, itd., zaś normalny człowiek byłby dziwakiem, który jeśli chce żyć normalnie, to musi nie wychodzić z domu, albo wyprowadzić się na pustynię. Dlatego właśnie potrzebny jest system, który po wprowadzeniu nie tylko tak zblokuje interesy wszystkich grup, aby właściwe prawo mogło być wprowadzone przez właściwych ludzi na właściwych miejscach, ale też motyw przewodni, który przyciągnie do tego rozwiązania ludzi.

 

Realna wolność

Motyw przewodni, który jest w stanie skłonić większość ludzi, otrzymał nazwę „realna wolność”. Czym jest realna wolność? Jest to stan zakresu świadomości, w którym człowiek posiada najszerszy wachlarz realnych możliwości spośród wszystkich realnych alternatyw. Na dzień dzisiejszy mamy kilka znanych koncepcji wolności. Jest wolność socjalistyczna, czyli „wolność do”, realizowana poprzez przymusowe zabieranie pieniędzy wszystkim, żeby dać potem wszystkim identyczną usługę, nazywaną propagandowo „darmową” lub „publiczną”. Ludziom się wtedy wydaje, że każdy ma do niej wolność, a zapominają, że sami mogliby sobie ją kupić, w dodatku znacznie bardziej spersonalizowaną i tańszą, bo opartą o konkurencję rynkową – nie wliczając w to osób, które nic by w tym celu nie zrobiły, a właśnie takie osoby są profitentami socjalistycznej „wolności do”. Jest też wolność w wydaniu anarchistów, czy wolność teoretyczna, gdzie oficjalnie każdy robi, co chce, ale w praktyce panuje ogólne zniewolenie świadomości i uzależnienie od patologii, ze względu na skoncentrowanie ładu społecznego na interesy najbogatszych. Kolejna, znana koncepcja wolności, to ta typowo prawicowa, a obecnie też nacjonalistyczna. Ta koncepcja polega na dążeniu do niepodległości terytorialnej. Ma ona najbogatszą historię, bo przez długie wieki podbici ludzie stawali się sługami, często nawet niewolnikami, a zwycięzcy byli wolni, lub bogatsi o łupy, co też dawało pewną wolność. Mało kto w ogóle brał pod uwagę sytuację, w której dominujący podmiot władzy publicznej nie poniża podbitego terenu w żaden sposób. Było to niejako oczywiste i głównie po to toczono wojny. Jeszcze w czasach PRL-u słowo wolność było najczęściej używane nie w kontekście wszelkiej osobistej czy gospodarczej swobody, a właśnie w odniesieniu do rzekomego agresora i okupanta, czyli Związku Radzieckiego. Istotność tej koncepcji wolności spada wraz z rozwojem technicznym i świadomością kulturową. W cywilizowanym świecie coraz rzadsze są przypadki, kiedy mniejszości etniczne, religijne czy jakiekolwiek inne wynikające z pochodzenia, są przedmiotem niższego traktowania z punktu widzenia prawa.

Ludzie muszą zrozumieć, że demokracja szkodzi im samym. Muszą zrozumieć, że gdyby jakakolwiek firma na rynku była zarządzana w sposób demokratyczny, to byłaby to firma nierentowna, gdyż każda specjalistyczna usługa, a taką też jest władza publiczna, tworząca prawo, musi być zarządzana przez ekspertów, a nie przez wolę laików. Ludzie muszą zrozumieć, że ich dobra wola, zaufanie i najczęściej szczere intencje są wykorzystywane przez polityków, niczym niedoskonałość zmysłów przez ulicznego „magika”. Demokracja trwa już na tyle długo, że mamy dowody empiryczne, iż działa ona słabo, czego najklarowniejszym przykładem było poparcie dla Adolfa Hitlera, które doprowadziło do jednej z największych tragedii w historii świata, a wszystko tylko dlatego, że jeden cwany i charyzmatyczny człowiek bez moralności wykorzystał słabości ludzkiej psychiki. Również dowody naukowe jasno pokazują, że ludzie bardzo łatwo ulegają propagandzie i są bezmyślnie podlegli narzuconym autorytetom, nie umiejąc jednocześnie zweryfikować moralności tychże autorytetów.

Statystyczny człowiek jest tylko marionetką, wytworem propagandy. Nie jest tak, jak mówi wielu, że trzeba zostawić wolną furtkę – to jest właśnie utopia. Każdą wolną furtkę wykorzystają cwaniacy, którzy na czyjejś krzywdzie zechcą zarobić. Sfera ideologiczna różni się od wszystkich tych, które może obsługiwać wolny rynek, bo akcenty są odwrotnie rozłożone – tutaj nie mają znaczenia subiektywne postrzegania i uwarunkowania, np. talenty, gusta, doświadczenia, itd. Prawda obowiązuje wszystkich. Dywagując, np. czy aborcja jest zła, nie ma znaczenia, czy ktoś jest cholerykiem, czy flegmatykiem, czy umie jeździć autem, czy nie, czy jest wysoki, czy niski, itd. Filozofia to dziedzina niesłychanie niszowa i skrajnie niski odsetek ludzi zna się na tym. W liberalnej demokracji czy anarchii władzę nad ludzką psychiką przejmują biznesy patologiczne i ludzie żyją wokół odurzania się i chędożenia – czyli wybierają najgorsze dla siebie opium, a najlepsze dla cwaniaków, którzy na nich żerują. To są te niuanse, które są odwrotne do pozostałych gałęzi rynku i które sprawiają, że władza publiczna ma obowiązek w pewnym zakresie ukształtować kulturę za pomocą prawa, bo nawet, jeśli nie wybierze najlepszej, to i tak będzie lepiej, niż kiedy nie wybierze żadnej i przejmą tą sferę patologiczne biznesy.

Wszystko, czego jesteśmy świadkami ogranicza naszą wolność. Bycie świadkiem osoby odurzającej się ogranicza naszą wolność, bo wodzi na pokuszenie. Ludzie są w większości konformistami. Chodzi tylko o to, żeby czyny złe nie ograniczały naszej świadomości i prawa do obiektywnego postrzegania normalności. Bycie odurzonym jest przecież stanem podtrucia własnego organizmu – zatem nie jest to stan normalny. Życie w społeczeństwie, gdzie przekłamania funkcjonują jako norma, nie generuje wolności, ale zniewolenie. Wolność może być tylko tam, gdzie ludzie prawidłowo interpretują rzeczywistość, bo wtedy na podstawie prawdy, mogą dokonywać realnie wolnych wyborów – oczywiście nie godząc w realną wolność innych. Liberalizm moralny jak gdyby udaje, że coś takiego jak wodzenie na pokuszenie nie ma miejsca, że nie wpływa na wolność innych, co jest bzdurą. Do życia w moralności i wolności nie musimy znać wszystkich kultur świata i ich porównywać. To nie tworzy porządku, bo niemal zerowy procent społeczeństwa jest w stanie analizować tak złożone kwestie. Zostawmy to ekspertom, bo oni, nie ważne, w jakiej kulturze się urodzą, będą mogli samodzielnie badać, co tylko chcą. Wystarczy, jak władza wybierze jedną szatę moralną, którą uzna za właściwą, a nawet, jeśli się pomyli, to realna wolność i tak będzie większa, niż ta pozorna, gdzie wszyscy ludzie teoretycznie wszystko mogą, a praktycznie rządzi nimi rynek prostytucji, narkomanii i innych urojonych potrzeb, zastępujący kulturę pustym hedonizmem.

Przeciętny człowiek nie ma pojęcia o autonomicznym tworzeniu właściwych poglądów i w razie braku prawdziwego autorytetu, staje się marionetką tych, którzy zechcą tę lukę wypełnić patologią. Ważna sprawa to zapewnienie ludziom wolności od patologii, oraz pogodzenie tego z prawem do szkodzenia sobie, oraz osobom, które się na to godzą. W libertariańskim; anarcho-kapitalistycznym modelu, gdzie za godzenie w wolność uznaje się tylko kradzież lub atak cielesny, nieustanne nagabywanie do patologii jest całkowicie legalne, więc osoba postronna nie jest w stanie uchronić się przed propagandą, a zatem dzieje jej się krzywda wbrew woli. Ludzie postrzegają swoją wolność nie jako wartość absolutną, ale relatywną do swojego stanu świadomości, a właśnie posiadając jednoznaczny i prawdziwy obraz świata, gdzie dziwka jest dziwką, a nie kobietą wyzwoloną, mogą dokonywać realnie wolnych decyzji. Wystarczy nie wprowadzać działań prewencyjnych, żeby ludzie mogli popełniać błędy otoczeni murami własnego domu, ale pozostawić łączność z wizją normalności, do której mogą się odwołać i jej strzec, a wolność praktyczna będzie największa.

Wolność nie polega na tym, że jest pełna samowola, ale na tym, że człowiek ma nieograniczony wachlarz możliwości, przy założeniu, że prawidłowo interpretuje rzeczywistość. Czymże jest np. wolność, kiedy człowiek wychowałby się w kulturze faszystowskiej i od dziecka miał wmawiane, że jest aryjczykiem, a ktoś tam inny podczłowiekiem? Czy mógłby on dokonywać wolnych wyborów? – nie, byłyby to wybory wynikające ze zniewolenia. Tak samo człowiek w kulturze zniewolonej legalną patologią, również nie jest wolny, lecz zniewolony. Ludzie z etosu kultury judeochrześcijańskiej myślą, że wystarczy zostawić społeczeństwo w spokoju i samo sobie stworzy neutralną kulturę, ale to jest utopia – utopia wynikająca z tego, że sami jeszcze jesteśmy ukształtowani dobrą kulturą. Kulturę stworzyło nie „róbta, co chceta”, ale Rzymskie Prawo z okresu klasycznego, grecka filozofia i Chrześcijańska etyka. Tak naprawdę, nigdy nie było czegoś takiego jak anarchizm i nie widzieliśmy skutków tej utopii. Owszem, były kultury laickie, ale tylko wśród prostych ludów i prędzej czy później zawsze wymyślano bożka, po czym jakaś tam mikrokultura się tworzyła, ktoś tam jej pilnował, itd.

Dzisiaj, przy potencjalnym zastosowaniu kapitalizmu, stałoby się coś, czego świat jak dotąd nie zna i lepiej, żeby nie poznał. Władzę nad moralnością, a może nawet całkowitą władzę, przejęłyby firmy, które oferowałyby usługi i produkty z branż typowo patologicznych – porno, narkotyki, domy publiczne, lichwa, itd. Czy to się komuś podoba, czy nie, prawo musi zakazywać patologii, a najlepszym światopoglądem do spełniania funkcji fundamentu i inspiracji dla prawodawstwa jest Katolicyzm. Patologia ma te same zdolności do bycia opium dla ludu, co rozmaite religie czy inne ideologie np. faszyzm. Ma jednak jedną, zasadniczą przewagę przy propagowaniu: uzależnia fizycznie. Patologia daje puste przyjemności i dorabia do tego ideologię (ateistyczną – okrojoną o niektóre konsekwencje, takie jak determinizm, żeby wyglądało to miło), co czyni ją najskuteczniejszym opium. Właśnie dlatego jest tak promowana. Miażdżąca większość ludzi w ogóle samodzielnie nie jest w stanie ani oceniać, ani wybierać, a tym bardziej tworzyć sobie samemu na bazie filozofii jakichkolwiek norm moralnych. Jeżeli podświadomie podpowie się, że żadna etyka nie jest słuszna, poprzez wystawianie jej na wolnym rynku, zawsze wygra brak etyki, bo ludzie są pozbawieni zdolności do jej oceny. Owszem, wielu z nich po fakcie będzie się przekonywać o błędach, lecz proces ten bezsensownie wyniszczy bardzo duże zasoby dobra.

Dyskusje na tematy obiektywne, czyli decydowanie, co jest dobre moralnie, a co złe, muszą pozostać w sferze ekspertów, zaś społeczeństwo musi funkcjonować wedle niepodważalnej etyki, bo zasugerowanej w prawie. Dawanie ludziom do ręki możności, której nie są w stanie obsłużyć, jest realnym odbieraniem im wolności, gdyż jest odbieraniem im możności moralnego życia, jest pozostawianiem ich bezbronnymi wobec patologii, która, jeśli jest w pełni legalna, jest największym biznesem ze wszystkich możliwych. Lepsza, czy gorsza, ale moralność zawsze będzie moralnością. Może kiedyś przyjdą czasy, że decydenci wszystkich czołowych ideologii dojdą do porozumienia, która jest prawdziwa, lecz póki jest to nierealne, mimo wszystko więcej wolności daje postawienie na akcentowanie prawa wedle jakiejkolwiek sprawdzonej ideologii moralnej, niż powiedzenie ludziom: róbta, co chceta. Niestety, dopóki trwać będzie demokracja, czyli eksperci od manipulowania ludzką wolą będą przy władzy, niemożliwa jest maksymalizacja realnej wolności. Ciągle rządzić będzie zniewolenie patologią.

Jeżeli chcemy maksymalizować realną wolność, trzeba nie tylko odejść od demokracji, lecz pójść o krok dalej, niż zaoferowanie zamiast niej silnej władzy w dawnym stylu. Musimy stworzyć system nie-demokratyczny pozbawiony typowych wad niezależnej władzy, czyli nieprzewidywalności, bezkarności i imperialistycznych zapędów. Na tym właśnie polega doskonałość koncepcji realnej wolności, że ani nie wymaga ona uprzedniego zniewolenia, ani nie jest tylko dobrze brzmiącym hasełkiem, które zostałoby zmiażdżone przez rzeczywistość, ani średniowiecznym sposobem na makro-hedonizm, ale jest wynikiem syntezy zoptymalizowania trzech kluczowych płaszczyzn.

 

Konserwatywny Kosmopolityzm

Trzy największe ogniska zniewolenia, jakie od wieków towarzyszą ludzkości to patologia moralna, skutki zatargów politycznych i wszelkie formy wywłaszczenia, nieposzanowania prawa własności, nacjonalizacja własności, itp. Aby wolność realnie osiągała największe wartości, muszą być spełnione trzy warunki:

- racjonalny obraz rzeczywistości;

- brak ograniczeń politycznych;

- niepodważalne prawo własności.

Jedynym sposobem, aby zmaksymalizować realną wolność jest koncepcja konserwatywnego kosmopolityzmu, która jest przejściem z siłowego, na racjonalny model decydowania o formie i skali podziałów politycznych. Konserwatywny Kosmopolityzm to koncepcja łącząca zalety anarchii oraz władzy absolutnej, która tak rozkłada wszystkie interesy, że uniemożliwia zarówno imperialistyczne ciągotki zarządców, jak również blokuje wpływ ludzkiej głupoty na rządzenie. Dzieje się tak poprzez monopol opłacalności strzeżenia dobrych zasad, nad żądzą złamania ich w imię zdobycia przewagi politycznej.

Władza jest skuteczna wtedy, jeśli jest niezawisła i silna – czyli nie musi się płaszczyć przed ludem, ani być protegowana przez najbogatszych. Niestety, zazwyczaj wtedy jest też najbardziej nieprzewidywalna. Koncepcja anarcho-kapitalizmu została wymyślona dlatego, że ktoś wyszedł z założenia, że władza publiczna zawsze będzie miała tendencje do rozrastania się. W anarchii kapitalistycznej nieformalna władza byłaby jednak tożsama z najbogatszymi, więc jej jedynym interesem byłoby terroryzowanie ludności i zmuszanie do korzyści finansowych. Znamy to pod pojęciem „rządy mafii”. Zawsze 90% ogółu dóbr jest w rękach niewielu najbogatszych. Władza pobiera opłaty od wszystkich, tworząc na tyle duże służby porządku, aby żadna kooperacja najbogatszych nie była im w stanie zagrozić, likwidując problem despotyzmu, poprzez stały interes w trzymaniu ładu. Ideałem jest zaś system, gdzie interesem władzy jest to samo, co powinno być interesem ludu, czyli ogólne dobro. Choć libertariańska idea anarcho-kapitalizmu, działającego na aksjomatach nieagresji i własności jest bardzo ładna, to nie uwzględnia ona rachunku interesów, zaś aby coś funkcjonowało, musi być nie tylko zgodne z etyką, ale i mieć odpowiednio rozłożone akcenty. Wtedy nie będzie to naiwna utopia, ale realny system. Wprowadzenie anarcho-kapitalizmu spowodowałoby jedynie to, iż historia zatoczyłaby koło. Utrzymałoby się to tak długo, dokąd lud nie zorganizowałby powstania, które wyłoniłoby władzę o interesach niezależnych do najbogatszych. Trzeba patrzeć trzeźwo na rzeczywistość i stwierdzić, że dążenie do władzy jest integralną częścią człowieczeństwa, więc nie należy z tym walczyć, tylko dążyć do okiełznania tej cechy i zrobienia z niej zalety. Pojawianie się władzy jest równie naturalne, co jej rozrastanie się, a samo rozrastanie zależy od tego, jak będą rozrzucone interesy.

Trzeba zdać sobie sprawę, że nie tyle władza jako taka jest kłopotliwa, ale pewne typowe jej skutki, a są to imperializm i wszelkie formy inżynierii społecznej. O ile pomysł zlikwidowania władzy publicznej jest kompletnie niewykonalny, dokąd na ziemi będą żyć ludzie, o tyle formy władzy zmieniają się, możliwości globalnego działania zwiększają się, a wewnętrzne funkcjonowanie nawet bardzo wielkich państw pokazuje dokładnie, że terytoria, zwane dziś np. województwami, mogą nie powodować problemów, o ile odbierze się im pełną autonomię, pozbawi głupich marzeń o imperializmie, zakaże konkurowania, zlikwiduje cła, zlikwiduje utrudnienia przy przemieszczaniu, oraz odpowiednio ustali ich wielkość. Aby rozwiązać paradoks nieprzewidywalności niedemokratycznej władzy i nieudolności władzy ludowej (np. demokratycznej), należy postulować nieimperialne i nie w pełni autonomiczne jednostki zarządu publicznego, jak również o wiele mniejsze, niż większość obecnych. Zarządcy powinni dążyć do porozumienia na tle gospodarczym (ten sam model gospodarki – najlepiej kapitalizm wolnorynkowy), wolności migracji, pracy, itp. (brak ograniczania przemierzania dowolnych granic oraz utrudniania pracy czy zamieszkania), przy jednoczesnej silnej władzy pod kątem utrzymania porządku i minimalnej, niezbędnej administracji. W takim układzie zarządcy tracą możliwości imperialistyczne, a także propagandę nacjonalistyczną. Władza ma spełniać funkcje dla ludzi, a nie ich indoktrynować i ograniczać, a żeby tak było musi być silna, niezależna od ludu i najbogatszych, ale i stabilna politycznie przez powiązania z innymi sąsiadami. To daje realną wolność, gdzie chociaż musimy być odgórnie zmuszani do opłacania służb porządku i prawodawców, to jednak zyskujemy dużo więcej realnej wolności.

Dzięki hipotetycznemu istnieniu wielu dziesiątek tysięcy bardzo małych jednostek, połączonych zasadami uniemożliwiającymi im konkurowanie, łączenie się, ograniczanie migracji czy wprowadzanie socjalizmu, żadna z tych jednostek nie zdecyduje się na bunt, bo będzie zbyt drobna, aby samodzielnie cokolwiek zdziałać, lecz nie będzie też w stanie znaleźć na tyle wielu sojuszników, aby próbować zniszczyć taki ład. To taka sama zależność, jak sprawiedliwość w anarchii bez prawa kontra sprawiedliwość z istnieniem prawa. Kiedy zasady mają być powszechne, to każdy chce, żeby były sprawiedliwe i potem te sprawiedliwe zasady decydują w konfliktach, zaś kiedy zasad nie ma, to o sprawiedliwości w konfliktach decyduje przewaga siłowa stron. Dziś pomiędzy ośrodkami władzy publicznej na poziomie państw jest anarchia i podczas konfliktów decyduje przewaga siłowa. Kiedy zmusi się je wszystkie do przyjęcia wspólnych, obiektywnych podstaw prawnych, to każda strona będzie za sprawiedliwym prawem i w obliczu konfliktu żadna nie będzie w stanie przeforsować złamania prawa dla swoich interesów, o funkcjonowaniu rzeczywistości przestanie decydować siła. Konkurowanie na płaszczyźnie ogólnoświatowej przejdzie na sferę typowo gospodarczą, wolnorynkową, zaś zarządcy publiczni będą regionalnymi gwarantami ładu, pilnującymi interesów ludu i dbającymi o swój prestiż, bo to będzie jedyna płaszczyzna, w której będą mogli konkurować. Celem zawsze powinna być minimalizacja możliwości wpływu władz na życie prywatne i minimalizacja możności do imperializmu, przy jednoczesnej maksymalizacji stabilności ładu politycznego i sprawiedliwości. Im bardziej skrajnie uda się rozstawić te zależności i na im większą skalę, tym lepiej, bo to zablokuje możliwość, aby ktokolwiek odważył się podjąć próbę zorganizowania globalnego kołchozu z centralnym sterowaniem.

W głowie każdego „wolnościowca” powstaje w tym momencie pytanie, dlaczego ktoś ma decydować, co jest dobre, a co niedobre, gdzie ma być jakie terytorium, itd. Ano z tego samego powodu, dla którego „ktoś” musi zdecydować ile dodać barwnika, cukru, wody i czegoś tam jeszcze, żeby wyszła Coca Cola, a nie trucizna. Ktoś chciałby spróbować Coli wytworzonej ludowo? Nie! To samo jest z resztą z kapitalizmem. Trzeba go wprowadzić, bo nie ma możliwości, aby wyjaśnić większości ludzi jego wyższość nad socjalizmem, a nawet gdyby się dało, to mniejszości i tak trzeba będzie przymusowo wprowadzić kapitalizm. Ktoś to musi zrobić i koniec. Dzięki rozwojowi techniki stoimy przed faktem, że świadomie dysponujemy skończoną ilością dóbr i znamy ich wartość, bo jest nią nasza planeta, przez co nie ma sensu bezmyślnie tłuc się o wolność, ale dojrzeć do tego, aby wprowadzić sprawiedliwe zasady pokojowego i cywilizowanego korzystania z naszej planety. Dojrzałe podejście do tematu generuje wnioski, że władza publiczna musi przestać zajmować się migracją, hodowaniem nas w zamkniętych „gettach” oraz udawaniem, że walczą o naszą wolność, gdyż wolność może dać tylko i wyłącznie globalne porozumienie na pewnym poziomie. Czasy sensowności walki o wolność, rozumianej jako niepodległość wobec innych podmiotów władzy publicznej minęły. Nie ma znaczenia, jak nazywa się dane terytorium, nie ma też potrzeby, aby było w pełni niepodległe, czyli w pełni autonomiczne. Władze powinny dążyć do ograniczania swojej autonomii na rzecz porozumienia, bo to daje stabilność, a potem decentralizacji obecnych państw, gdyż są one zbyt wielkie, niż optimum do efektywnego zarządzania. Władza publiczna musi zredukować się do pragmatycznej instytucji spełniającej dwie prozaiczne funkcje: ład oraz bezpieczeństwo i przestać wciskać ludziom kit o urojonych wartościach związanych z post-średniowiecznymi podbojami, nie mającymi dzisiaj żadnego znaczenia. Jest to również bardzo sprawiedliwe rozwiązanie, gdyż podziały polityczne wpływając na zależnych od nich ludzi powodują nieuzasadnioną niczym konkretnym nierówność. Nierówność jest dobra, jeśli wynika z ludzkich decyzji. Nierówność wynikająca z przynależności do podziałów politycznych wynika z dawnych podbojów, czasem nawet plemiennych władców, którzy to w lepszy lub gorszy sposób załatwiali niewolników, łupy wojenne, itp., oraz izolowali bądź też łączyli z kulturą, także wpływając na losy ludzi żyjących w danych miejscach. Kiedyś tylko taka forma ładu była możliwa, a dziś możliwa jest znacznie lepsza, dlatego należy likwidować bezsensowne różnice, będące skutkiem zaszłości.

Tak jak w średniowieczu wyszło „w praniu”, że lepiej poradzi sobie „państwo polan” niż setki zwaśnionych plemion, tak też logiczne jest, że lepiej zarządzi całym światem synergiczne działanie, niż setki zwaśnionych krajów chcących autonomii. Tak jak w średniowieczu krokiem ku racjonalnemu zarządzaniu jak największym terenem było podbicie jak największej liczby plemion, aby zapewnić ludziom z nich jakościowe, czyli prawne, a nie siłowe relacje, tak dzisiaj bez problemu możemy zapewnić normalne relacje ludziom na całym świecie, w dodatku zarówno bez konieczności podbojów, jak i bez konieczności ujednolicania społeczeństw. Powodem jest niemal 100% dostęp do wiedzy, wiadomości, ogromne możliwości komunikacji i porozumiewania się, oraz świadomość, że racjonalne zarządzanie ograniczonymi zasobami jest możliwe tylko poprzez sprawiedliwe zasady, czyli nie przemocą, a na mocy zdrowej konkurencji rynkowej. Wystarczy wprowadzić w życie koncepcję Konserwatywnego Kosmopolityzmu, który daje maksymalizację Realnej Wolności oraz wiele innych korzyści.

Konserwatywny Kosmopolityzm, jako zrzeszenie możliwie jak największego terenu, docelowo całego świata, ma na celu umożliwienie funkcjonowania globalnego wolnego rynku kapitałowego z ograniczeniami natury moralnej, takimi jak pornografia czy aborcja, likwidując wszelkie niedogodności wynikające z dzisiejszej formy granic, walut, języków czy kultur, jednak utrzymując władzę publiczną, której celem będzie utrzymanie porządku na przypisanym jej terenie, zaś nagrodą za spełnianie tego zadania będzie prestiż i komfort życia w warunkach dożywotniego, dziedzicznego urzędowania, które maksymalizować będzie jakość pełnionej funkcji. Na mocy porozumienia, ustalone muszą zostać ramy wielkości terytoriów częściowo autonomicznych, zdefiniowane podstawy prawne gwarantujące pełną wolność ekonomiczną, migracyjną, osiedleńczą, czy też religijną, dodatkowy wobec rdzennego, wspólny język urzędowy, który pomorze wszystkim ambitnym osobom posiąść narzędzie globalnego porozumienia, oraz preferowaną globalną walutę, która nie będzie wybijana przez żadnego z zarządców, ale jedynie zdefiniowana w taki sposób, aby nominały były identyczne dla całego świata i możliwie wygodne dla nawet najbardziej biegunowych obszarów. W takich warunkach kultury tworzyć się będą samodzielnie, a te, które już istnieją, pisać swoją dalszą historię w sposób wolny, bo dzięki oddolnym inicjatywom, a nie odgórnej propagandzie i izolacjonizmie, bazując na różnicach klimatycznych, geograficznych czy logistycznych, tak jak to ma miejsce w neutralnych warunkach. Regiony skazane na zacofanie poprzez dotychczasowe rozmaite czynniki polityczne, dzięki wolnej konkurencji prędko dogonią czołówkę światową, która nie będzie mogła żerować na taniej sile roboczej pozbawionej perspektyw i świadomości, że może być inaczej. Kultury, które nie spełniają podstawowych norm moralnych, jak na przykład hinduizm, gdzie ludzie ze względu na urodzenie podzieleni są na kasty, będą skazane na ucywilizowanie, aby subiektywne normy kulturowe nie przysłaniały obiektywnej moralności, będącej zaprzeczeniem oceniania ludzi ze względu na urodzenie i wszelkie niezawinione czynniki.

Konserwatywny Kosmopolityzm jest jak funkcjonowanie województw w państwie o prawie liberalnym w sferze prywatnej oraz surowym w sferze publicznej, gdzie poszanowana jest wolność i własność prywatna, lecz z taką różnicą, że nie będzie w niej rządu federalnego; nie będzie hegemona. Cała ta konstrukcja trzymać się będzie na rachunku dobrze skonfrontowanych interesów, gdyż w warunkach istnienia wielu tysięcy małych terytoriów częściowo autonomicznych, połączonych sprawiedliwą umową, gdzie w każdym administruje pewny swojej pozycji i dziedziczny zarządca, któremu zależy na dziedzictwie swojego regionu. Nie ma mowy o możliwości zaistnienia tak wielu szalonych imperialistów, ażeby układ ten mógł się zawalić, tak jak nie znajdują się wojewodowie, którym opłacałoby się przepuszczać atak na sąsiednie województwa. Obszary podobnej wielkości, małe, o podobnym, nikłym potencjale zbrojnym, rządzone przez ludzi, którzy przez imperializm wiele mogą stracić, a nic nie mogą zyskać, nie staną się przyczyną złamania funkcjonowania Konserwatywnego Kosmopolityzmu. Maksymalna skuteczność zarządzania i chęć dbania o swoje dożywotne i dziedziczne terytorium, przy jednoczesnym braku możliwości sukcesywnych działań zbrojnych o zamiarach imperialnych sprawi, że zarządcy będą konkurować jedynie prestiżem swoich rodzin, a konkurencja o władzę, będzie miała miejsce jedynie na płaszczyźnie wolnym rynku, a nie na bazie przymusowych, szeroko zakrojonych zbrojeń i wojen. Wolnego rynku chronić będą nieprzekupni zarządcy, którzy w przeciwieństwie do obecnych, nie będą potrzebować łapówek od włodarzy patologicznych gałęzi gospodarki, aby mieć na kampanię. W ich interesie będzie honor ich rodziny, co przełoży się na jakość życia w ich terytorium, czyli wolność i moralność. To wszystko jest realne! Obecne możliwości techniczne są wystarczające, aby Konserwatywny Kosmopolityzm mógł funkcjonować, a będą się one tylko zwiększać. Jedyną barierą są ludzie, których zdaje się satysfakcjonuje złodziejska „wolność do”, podleganie politycznym podziałom, inżynierii społecznej i patologiom ograniczającym wolność. Może czas pomyśleć nad zawieszeniem ambicji wyżej i zacząć dążyć do maksymalizacji Realnej Wolności!

 

PODSUMOWANIE

 

Choć oczywiście nie udało się dokładnie wyjaśnić wszystkich aspektów i poruszyć wielu kwestii, które są wyjaśnione w oddzielnych, szczegółowych materiałach, to dzięki filozofii Redukcjonizmu Substancjalnego udało się przejść z fundamentalnej wiedzy o istnieniu świata i człowieka, do dość szczegółowych postulatów. Dzięki solidnym podstawom, żaden postulat nie wynika z „widzimisię”, „tak mi się wydaje”, „tak uważam”, itp. powodów, które bardzo często słyszymy z ust teoretycznie nawet bardzo poważnych osób. To jest zmora czasów mody na wszelkie narodowo-socjalistyczne demokracje. Każdy mówi, co mu się wydaje, a ten, kto gada najbardziej populistycznie, wygrywa wybory i narzuca to potem wszystkim. Wolność realna jest niska, moralność spada, fanatyzmy i głupota królują. Tylko od siły przebicia i ilości tych, którzy zdecydują się okazywać swoją miłość do bliźniego właśnie na drodze promowania racjonalnych poglądów zależy, jak bardzo się to zmieni.