TU KONSERWATZYM PRZESTAJE BYĆ UWSTECZNIAJĄCY…

Katolicyzm jest racjonalny

Na fali mody na jeden z najsłabiej ugruntowanych poglądów, jakim jest ateizm, wyjaśnić należy, dlaczego każdy racjonalista powinien być Katolikiem, a przynajmniej teistą. Problem jest dość złożony, gdyż jednym z głównych powodów powszechnej mody na ateizm jest masa negatywnych, nieprawdziwych legend i teorii na temat Kościoła Katolickiego, które wynikają z jego długiej historii. Poza całkiem poważnymi legendami, teoriami i zarzutami wobec Kościoła, istnieje również sporo głupich i populistycznych, choć nie mniej popularnych. Grupą społeczną, która je tworzy, są antyklerykałowie, czyli ludzie z obsesją na punkcie Kościoła, wyolbrzymiający najdrobniejsze niedociągnięcia, nie widzący wokół siebie innych problemów, jak tylko te w Kościele Katolickim. W niniejszym tekście postaram się zająć wszystkim tym, co  zniechęca osoby racjonalne do aprobaty Katolicyzmu czy nawet teizmu ogólnie. Zacznę od argumentów potencjalnie błahych, choć popularnych, a potem przejdę do poważniejszych w filozoficznym znaczeniu.

Chyba najbardziej idiotyczny antyklerykalny slogan brzmi tak: „czyli uważasz, że katolicyzm to jedyna słuszna ideologia?”. Nie rozumiem, jakim cudem coś tak absurdalnego mogło uzyskać tak duży poklask społeczny, bo argument nie przedstawia zupełnie nic i gdyby traktować go literalnie, to w żadnej sprawie nie powinniśmy szukać słusznych poglądów, jak gdyby było to podejrzane. Zatem wedle antyklerykalnej logiki, nie wolno być zwolennikiem kapitalizmu, bo przecież to postulowanie jedynego słusznego poglądu. Prawda jest jednak taka, że w każdej obiektywnej płaszczyźnie, nie ważne, czy to będzie etyka, metafizyka, ekonomia, czy techniki sprawowania władzy, odpowiedź na dane zagadnienie jest jedna. Np. na temat pt. „czy aborcja jest zła”, nie mogą mówić prawdy trzy ideologie, z których każda twierdzi co innego. Widząc różne, wykluczające się stanowiska w jednej obiektywnej sprawie, maksymalnie jedno z nich może być prawdziwe i jest to chyba dość jasne. Stosując logikę antyklerykałów, można by zapytać ich, skąd pomysł, że antyklerykalizm to jedyna słuszna ideologia?

Kolejne absurdalne twierdzenie antyklerykałów, to dopytywanie się, dlaczego to Katolicy chcieliby „narzucać” komuś swoją wizję moralności „opartej na swojej ideologii”, np. przy tworzeniu prawa. Analogicznie, nie wiadomo skąd wziął się pomysł, że narzucanie ateistycznej wizji moralności opartej na tejże ideologii, jest w jakikolwiek sposób lepsze. W końcu ateistyczna moralność, znana nam pod propagandową nazwą „wolność światopoglądowa”, to też jakaś podstawa ideologiczna. Nie ma prawa, które nie jest inspirowane jakąś ideologią; jakąś wizją świata. Każde prawo jest zbudowane na jakimś fundamencie, a różnica polega na tym, że ateistyczna koncepcja moralności zabiera wolność i ateistom, i katolikom, i wszystkim innym ludziom, a Katolicka daje tę wolność każdemu. Dzisiaj w Europie panuje liberalizm moralny i widzimy skutki w rekordowej ilości aborcji, pornografii, rozwodów, samobójstw czy sodomii. Takie są właśnie rezultaty tzw. „wolności światopoglądowej”, która sprowadza się do powszechnej patologii. Jeśli zaś prawo oparte będzie o Katolickie wzorce, a patologie, takie jak aborcja, pornografia, lichwa, sodomia, itp., będą zakazane, lecz nieścigane prewencyjnie, to każdy katolik będzie miał wolność, ale i każdy ateista będzie żył w normalnych warunkach. Chcąc zaś czynić któreś z wymienionych patologii, będzie mógł robić to sobie w domu, poza prawem, nie szkodząc innym, przypadkowym osobom. Wystarczy zlikwidować prewencję, a karać za czyn na podstawie zgłoszenia skargi.

Trzecia, znana i często powtarzana antyklerykalna kpina, brzmi zazwyczaj tak: „i wierzysz w to, że Jezus chodził po wodzie?”. Oczywiście, to tyko przykład. Ten sam poziom myślenia reprezentuje też wiele innych wypowiedzi, np. „i wierzysz w to, że Maryja zaszła w ciążę bez seksu?”. Trzonem tej pseudo logiki jest to, że ludzie nie zdają sobie najwyraźniej sprawy, iż tego typu epizody są całkowicie błahostkowe w kontekście Boskich możliwości. Warto może nadmienić, że Bóg jest to byt, który wykreował całą fizykalną rzeczywistość, stworzył nasze ponad materialne zdolności, jak samoświadomość, wolną wolę czy godność. Jest on również całkowicie dla nas niepojęty i wszechmogący względem naszej rzeczywistości. Aby nie ograniczać się do definicji Boga, warto też przypomnieć, że np. wiele dzisiejszych technologii, jest czysto fenomenologicznie bardziej niewiarygodna, niż urodzenie dziecka bez uprzedniego chędożenia, czy chodzenie po wodzie. Jakby Jezus Chrystus ukazał np. jakiś obraz na drugim końcu ziemi, względem miejsca, gdzie się znajdował, to antyklerykałowie kpiliby z tego, tymczasem dokładnie to samo robi bezprzewodowy Internet. Warto więc zastanowić się, kim jest Bóg i co może czynić, zanim zacznie się pleść głupoty, mając wielkie przekonanie o swojej mądrości.

Pierwsza z nieco poważniejszych legend jest taka, że Kościół Katolicki krwawo i bezlitośnie rozprawiał się z przeciwnikami. Oceniając Kościół Katolicki negatywnie pod względem przeszłości, dokonujemy zwykle kilku błędów. Wszystkie niemal zawsze mają ten wspólny mianownik, że opierają się o niesprawdzone opinie, a potem słabe analizy na nich oparte. Fakty są takie, że przez około 600 lat działania Inkwizycji skazano na śmierć około 15 tysięcy osób. Stanowiło to około 5% wszystkich wyroków, czyli kara śmierci zapadała rzadko. Łatwo policzyć, że rocznie tracono 25 osób – to całościowa liczba ofiar, a nie w jakimś kraju. Dla porównania, w samym stanie Teksas, średnia liczba skazanych na karę śmierci wynosi w obecnych czasach około 5,2 rocznie. Co więcej, Inkwizycja była niemal jedynym sądem w średniowieczu, który nie brał pod uwagę zeznań z tortur (co było normalne przy świeckich sądach), a także nie karał osób chorych psychicznie. Co do samego rodzaju kary śmierci, to spalenie na stosie nie było żadnym Katolickim wymysłem, jak to wielu zapewne uważa. Było po prostu formą kary śmierci, stosowaną w tamtym okresie, tak jak później było rozstrzelanie, a jeszcze później krzesło elektryczne, itd. Aby ukazać, jak działała w istocie Inkwizycja, warto poznać historię Galileusza, a konkretnie jego losy po podtrzymywaniu przez niego swojego stanowiska:

„Galileusz został wezwany do Rzymu by stanąć przed sądem, w skład którego wchodzili naukowcy zajmujący się tą samą dziedziną nauki co Galileusz. On sam zamieszkał na koszt Stolicy Apostolskiej w pięciopokojowym mieszkaniu z widokiem na ogrody watykańskie oraz osobą posługującą. W trakcie czterodniowego przesłuchania przedstawił tylko jeden dowód, który miał potwierdzić teorię głoszącą, że to Ziemia krąży wokół Słońca. Był to argument o przypływach i odpływach, który został przez jego sędziów uznany za niewiarygodny. Poza tym argumentem nie potrafił podać żadnego innego (kolejne dowody eksperymentalne pojawiały się później, w miarę doskonalenia technik obserwacyjnych). 22 czerwca1633 roku Galileusz ubrany w białą koszulę (zwyczajowy strój ukaranych heretyków) został doprowadzony do sali dominikańskiego klasztoru Santa Maria Sopra Minerva. Klęcząc w obecności dziesięciu sędziów wysłuchał wyroku. Trybunał Rzymskiej Inkwizycji stosunkiem głosów 7 do 3 skazał 69-letniego wówczas uczonego na dożywotni areszt domowy, który spędził najpierw w willi Medyceuszów w Pincio, następnie przeniósł się jako gość do pałacu arcybiskupiego w Siennie, by ostatecznie zamieszkać w willi Arcetri „Il gioiello” (”Perła”). W czasie pobytu w niej był odwiedzany zarówno przez naukowców jak i przez dostojników kościelnych, z którymi prowadził dysputy. Ostatecznie zakaz opuszczania willi został mu uchylony. Drugą częścią kary Galileusza było cotygodniowe odmawianie siedmiu psalmów pokutnych przez trzy lata, co czynił nadal po jej zakończeniu z własnej woli. Uczony w czasie procesu wyrecytował formułę odwołującą i przeklinającą swoje „błędy”, określającą je jako „obrzydliwe” unikając surowszej kary.”

To nie jest oczywiście cytat z żadnych Kościelnych źródeł, ale z uważanej przez wielu za stosunkowo lewicową – Wikipedii.

Żeby uzmysłowić sobie, jak bardzo legendy o Św. Inkwizycji są przekłamane, warto porównać ją z innymi, znanymi wydarzeniami i procederami w historii.

Inkwizycja: 25 osób (nie tysięcy, tylko pojedynczych osób) rocznie – na terenie całego świata.

Rewolucja Francuska: około 17 tysięcy osób rocznie, z czego jedna trzecia bez wyroku.

Hitler (demokratycznie wybrany socjalista): samych osób pochodzenia Żydowskiego 1 milion rocznie.

Dlaczego zatem, kiedy promuje się wartości lewicowe, których jednym z większych akordów była rewolucja Francuska, kiedy to pierwszy raz użyto pojęcia „lewica”, mało kto przypomina, że bez powodu wymordowano tam przez dwa lata ponad dwa razy tyle osób, co Inkwizycja skazała na śmierć przez 600 lat?

Inkwizycja to instytucja sądownicza i podjęcie decyzji, czy jej działania były zasadne, jest niemal tożsame z podjęciem decyzji na temat zasadności kary śmierci. Kara śmierci nie jest dziś konieczna i nie jest promowana na niniejszej stronie, nie mniej jednak w średniowieczu w zasadzie nie było na ten temat żadnej dyskusji. Zgodnie z racjonalnym stanowiskiem Katolickim, że kara śmierci jest zasadna tylko wtedy, kiedy nie ma innej możliwości na utrzymanie porządku, można w średniowieczu dopuścić jej zasadność. Ludzie znani pod tajemniczymi terminami typu heretycy, czarownice, itd., w istocie byli zazwyczaj po prostu jednostkami bardzo realnie niebezpiecznymi, a ich ideologie w czasach średniowiecznych można by porównać do wzrastającego faszyzmu w latach trzydziestych. Gdyby Inkwizycja miała dużą władzę na terenie tzw. III Rzeszy, to na pewno nie doszłoby do wojny. Osobniki typu Hitler wyłapywano i gaszono w zarodku, a w ostateczności wykonywano karę śmierci. Szkoda, że zabrakło autorytetu, który uniemożliwiłby Hitlerowi jego karierę.

Jest jeszcze kwestia krucjat i tutaj zasadniczo więcej z „legend” jest prawdziwe, gdyż mają one związek z podstawową wadą Kościoła w średniowieczu. Wadą tą było upolitycznienie. Kościół osiągnął stan ponad swoje optimum, jakim jest kreowanie szaty moralnej dla kultury. To doprowadziło do kilkukrotnych wojen o tron papieski. Bywało, że przemocą ktoś został papieżem. Niejednokrotnie zostawali nim książęta włoscy, którzy pilnowali swoich interesów. Z politycznego punktu widzenia, problemem były wtedy walki z muzułmańskimi państwami, które opanowały część Hiszpanii i wysp na morzu Śródziemnym, oraz kilka innych miejsc, takich jak Jerozolima. Stąd upolitycznione władze Kościoła organizowały wyprawy, znane jako „krzyżowe”. Trudno jednoznacznie obwiniać Kościół jako religię i instytucję za to, że w pewnym okresie władzę nad nim przejęły jednostki o aspiracjach politycznych, a nie duszpasterskich. Warto też odnotować, że nie wszystkie wyprawy krzyżowe były organizowane przez papiestwo, a ludzie w nich uczestniczący byli świadomi, że jest duża szansa, iż nie wrócą cało. Jak więc widać, legendy o krwawym Kościele, to głównie antyklerykalne „mądrości ludowe” i są one mocno wyrwane z kontekstu, przesadzone, a niekiedy zakłamane. Aby Kościół był moralny, nie może być w nim pokusy do władzy porównywalnej ze świecką. Tego zabrakło. Cała reszta była jak najbardziej w porządku, a patrząc na nieład i patologie naszych czasów, można nawet stwierdzić, że dzisiaj Św. Inkwizycja przydałaby się bardziej, niż w średniowieczu.

Kolejna znana teoria jest taka, że w Kościele Katolickim obowiązuje zakaz myślenia i całkowite posłuszeństwo. Cóż, jak wiadomo, Kościół ma swoje dogmaty, nauczanie Ex Cathedra, itd. Nie można tego jednak łączyć z twierdzeniem, że jest zakaz myślenia. Doktor Kościoła, Św. Anzelm z Canterbury o tym pisał, a mianowicie, że nie po to jest rozum, aby z niego nie korzystać i na własny użytek oraz odpowiedzialność, każdy katolik może negować oficjalne nauczanie, jeśli ma ku temu powody. Oczywiście, chcąc być katolikiem, nie możemy w imieniu Kościoła głosić naszych prywatnych poglądów na pewne sprawy – taką władzę ma papież. Kościół nie będzie funkcjonował, jak każdy w jego imieniu będzie sobie wygadywał, co mu się podoba. Co innego nasze własne sumienie. Kościół jest powszechny i wydając pewne publiczne oświadczenia, musi skonstruować je tak, żeby coś wynieśli zarówno ludzie o niskich możliwościach umysłowych i znajomości teologii, jak i ci, którzy są bardziej lotni oraz wykształceni. W Katolickich nakazach jest mnóstwo fragmentów, które obsesyjnemu logikowi mogą się nie spodobać. Nieraz jest napisane, że nie wolno wątpić w to czy owo, np. w „uznaną prawdę chrześcijańską”, „łaskę Bożą”, itd. Logicznie patrząc, nie wolno stwierdzać czegokolwiek, dokąd tego nie udowodnimy. Jest to prawda, wypowiadając się ogólnikowo. Kiedy jednak zauważymy, że kontekstem dla Katechizmu jest czytelnik – Katolik, to sprawa ma się inaczej. Na przykład negowanie łaski Bożej, świadczy o skrajnej degradacji woli i sumienia. Ktoś, kto twierdzi, że jest Bóg wszechmogący i nieskończenie dobry, nie może jednocześnie kwestionować jakość jego łaski. Wynosząc taką sytuację do szerszego kontekstu, jest to człowiek, który uważa się za absolutny i totalitarny autorytet, traktując wszystko inne podrzędnie. Taka postawa charakteryzowała najgorsze postacie znane ludzkości.

Wszystkie problemy związane z rzekomym zakazem myślenia biorą się z paradoksów w przekazywaniu informacji. Każdy człowiek myśli, że na swój sposób jest mądry i wyjątkowy, i w pewnym sensie tak jest. Z drugiej strony, większość ludzi jest statystycznie przeciętna. Nikt nie jest w 100% statystyczny, ale też nikt nie jest w 100% wyjątkowy. Bóg, mówiąc do Abrahama, że ma zabić swojego syna, nie tłumaczył, dlaczego ma tak zrobić. Abraham wiedział, że Bóg jako stworzyciel jego i wszystkiego, co jest dokoła, nie może się mylić. Oczywiście to tylko opowieść, a Bóg w niej w „ostatniej chwili” powstrzymał rękę Abrahama, ale w tym fragmencie zawarta jest ogromna wartość filozoficzna – najwyższe wartości leżą w sumieniu, a nie w wiedzy. Kościół zdaje sobie sprawę, że statystyczny człowiek nie ma czasu ani talentu do zajmowania się filozofią, teologią, itd. Statystyczny człowiek po prostu, świadomie czy też podświadomie, oczekuje, że „z góry” płynie dobry przykład tego, jak należy żyć. Kościół nie jest w stanie od A do Z wytłumaczyć każdemu człowiekowi, dlaczego to czy owo jest złe, gdyż w wielu przypadkach zło wynikające z jakiegoś uczynku widać dopiero w makro skali działania społeczeństwa lub po pewnym czasie. Po prostu pewne tendencje uruchamiają tzw. równię pochyłą, ale jednostkowo są na tyle nieodczuwalne w skali danego człowieka, że trzeba się interesować kilkoma dziedzinami, aby rozumieć zło z nich wynikające w sposób schematyczny. W szeroko pojętej rzeczywistości wiele jest uproszczeń i uogólnień, nie pozbędziemy się ich. Można określić jakiś system czy obóz ideowy epitetem promowania „zakazu myślenia”, ale faktycznie ludzka działalność musi być w nim wyłączona z użytku. Przykładami na taki stan rzeczy mogą być systemy komunistyczne czy skrajne odłamy Islamu, a nie Katolicyzm.

Warto zauważyć, że wyrazisty schemat moralny i pewna tradycja służąca jego podtrzymaniu, nie jest żadnym odciągnięciem człowieka od myślenia. Od myślenia odciągać mogą te podmioty, które stawiają witalizm na pierwszym miejscu, bo wtedy jest aksjologiczna zgoda na traktowanie ludzi jak bydło. Np. socjalizm zabiera ludziom prywatne pieniądze, a potem daje usługę korzystną z punktu widzenia rządu, torując wolę człowieka, dyktując mu, czego ma się uczyć i jak leczyć, co jest chorobą, a co nie, itd. Z czasem człowiek odzwyczajony od odpowiedzialności za swoje oszczędności, zdrowie i wiedzę głupieje. Podobna sytuacja jest w sektach, np. Muzułmańskich, gdzie za niedostosowanie się do reguł grozi śmierć. Czym innym jest stałe namawianie do moralnego życia i wynikające z ludzkiej laickości tworzenie pewnych uproszczeń, a czym innym zakaz myślenia. Co więcej, w kulturze, gdzie nie funkcjonują patologie, ogólny poziom myślenia jest bardzo wysoki, bo bytowanie marności, jaką są wszelkie patologie, np. pornografia, dają same skutki ujemne. W końcu to nie o myślenie zniewolone głupotą nam chodzi, a o myślenie w oparciu o dobre, realne przesłanki.

Kolejna teoria, nieco podobna do poprzedniej, oznajmia, że prawo moralne Kościoła ogranicza wolność. Zacznijmy więc od krótkiego zdefiniowania, czym jest wolność. Wolność sama w sobie nie jest jedną z najwyższych wartości, czyli moralnych. Jest jedynie ich fundamentem. Przerośniętą wolnością, zwaną często samowolą, można niszczyć wartości moralne, a tego nie chcemy. Używając wolności w imię hedonizmu, można dokonać przerostu formy nad treścią, czyli wolnością niszczyć wolność. Wnioskując z tego, należy stwierdzić, że wolność jest właściwa wtedy, kiedy daje możliwość wyboru (aby móc przypisać decyzji wartość), ale ogranicza ten wybór do tego, aby nie ograniczać wolności innych ludzi, oraz aby nie niszczyć ładu społecznego, który powinien być nastawiony na moralność. Jest tak, kiedy w trzeźwi świadomościowej statystycznego człowieka generuje się maksymalnie obiektywne spektrum wyboru, oparte o prawdziwy obraz rzeczywistości

Bardzo wiele osób uważa, że najlepiej pozostawić moralność samej sobie, a skupić się na wolności. Nie jest to takie proste, gdyż wprowadzając anarchię moralną do kultury i prawodawstwa, w rezultacie wprowadzamy konsumpcyjno-materialistyczny model kultury, bo moralność się urynkowi, a patologia jest największym dodatkowym rynkiem zbytu (alkohol, porno, narkotyki, itp. – największe biznesy świata). Nie ma czegoś takiego jak konkurowanie moralności, bo ludzie zwyczajnie się tym  nie interesują i nie znają – to utopia. Tylko jednostki są w stanie jakościowo analizować etykę. Większość padnie ofiarą marketingu. Każda z opcji generuje jakieś skutki i albo ludzie będą w Katolicyzmie „kulturowo zmuszeni” do nietolerancji rozwodów, sodomii, pornografii, bałwochwalstwa, materializmu, ekshibicjonizmu, rozwiązłości, itd., albo np. w kulturze Hitlerowskiej do nienawiści wobec Żydów, deklarowania swojej wyższości gatunkowej, gloryfikowania brutalnej siły, itd. albo też, jak jest dzisiaj, w kulturze laickiej, ludzie są „kulturowo zmuszeni” do tolerancji wszystkiego, bez względu na własną ocenę, do gloryfikacji cielesności, hedonizmu, materializmu, uzależnień, itd. Chyba każdy na tym etapie widzi różnice. W dzisiejszej kulturze nie wybierze człowiek w sposób wolny, czy dobrem jest np. przygodny stosunek seksualny, czy też nie, bo kultura napędzana zyskiem zindoktrynuje go, że każda forma współżycia jest dobra, gdyż liczy na pieniądze np. z antykoncepcji. Nie można określić takiego stanu rzeczy maksymalnie obiektywnym spektrum wyboru i oceny rzeczywistości. Wolność poglądów oczywiście być powinna, bo bez niej życie jest gorsze, jednak podmioty generujące kulturę i szatę moralną mają obowiązek wybrać coś jako wzór, a nie umywać ręce. Skoro już wybierają, to szata moralna Kościoła Katolickiego daje nam najwięcej wolności, gdyż poprawnie interpretujemy rzeczywistość.

Ostatnia z ważnych teorii głosi, że Kościół celowo przyciąga i ukrywa pedofilów. Pytanie brzmi, po co miałby to robić, skoro nie wynika dla Kościoła żadna korzyść z posiadania pedofilii w swoich szeregach? Czy warsztat samochodowy ukrywałby psuję? Czy fabryka ukrywałaby złodzieja? Nie! Niestety jest pewna nisza polityczna, której zależy na poniżaniu Kościoła. Okazuje się, że pewien rodzaj przedstawicieli tej grupy ma bardzo duży udział w przestępstwach seksualnych. Aby to wykazać, spójrzmy do statystyk.

1. Ryan C. W.  Hall MD, Richard C. W Hall MD, PA, A Profile of Pedophlia: Definition, Characteristics of Offenders, Recidivism, Treatment Outcomes and Forensic Issues. Mayo Clinic Proceedings, April 2007, 82 (4): 457-471

- odsetek pederastów i lesbijek wśród pedofilów wynosi od 9 do 40%, a molestowali oni średnio 10,7 dziecka i dokonali 53 aktów pedofilskich, podczas gdy wskaźniki te wśród pozostałych wynoszą odpowiednio: 5,2  i 35

2. Freund K. et al., Pedophilia e heterosexuality v. Homosexuality. J Sex & Martial Therapy, 1984; 10, 193-200

- 32-36% pedofili to osoby o skłonnościach do tej samej płci

3. Vide: Freund K, Watson RJ, The proportions of heterosexual and homosexual pedophiles among sex offenders against children: an exploratory study

- 9% pedofili to osoby o skłonnościach do tej samej płci.

4. W. D. Erickson, “Behavior Patterns of Child Molesters,” Archives of Sexual Behavior 17 (1988): s. 83.

- 86% pedofilów, wykorzystujących seksualnie chłopców, deklaruje się jako pederaści

5. Cameron P., Are Over A Third of Foster Parent Molestations Homosexual? Psychological Reports 2005;96:275-298.

- 50% przypadków molestowania dzieci przez przybranych rodziców w USA dokonały osoby o skłonnościach do tej samej płci

6. John Jay Raport 1952-2002

- 80,9% ofiar molestowania nieletnich przez duchownych (księży i diakonów) było płci męskiej, co sugeruje, że duchowni sprawcy przejawili zachowania homoseksualne.

7. Raport rządowy USA „Children’s Bureau” w oparciu o statystyki ośrodka „CARA”. 2011.

- ujawniono 61.472 przestępstwa seksualne przeciw dzieciom, 21 przypadków dokonana przez osoby duchowne, co daje ok. 0,034%

8. M. Majewski, Prawda i miłość lekarstwem na nadużycia, Wywiad z ks. bp. Marianem Rojkiem, Uważam Rze 20.02.2012, s. 60-62, 61.

- uśredniając dane z USA, Włoch i Niemiec procent księży wśród pedofili wynosi 0,05%

9. Dane z GUS, opublikowane przez ministerstwo sprawiedliwości, listopad 2013.

- w zakładach karnych przebywa 1454 skazanych za czyny pedofilskie – z czego tylko jeden (1) ksiądz. Największe grupy zawodowe to: 900 bez zawodu, 70 murarzy, 30 rolników, 30 ślusarzy, 25 mechaników samochodowych.

Choć próżno szukać krajowych danych na temat proporcji osób z zaburzeniami seksualnymi, to proporcja księży wśród skazanych się zgadza. Wniosek z tych danych jest oczywisty: pedofilami są osoby niewykształcone, prawdopodobnie też mniej inteligentne – bo takie kierują się żądzami, oraz osoby mające inne skrzywienia seksualne. Taki wniosek wydaje się być zupełnie racjonalny, ale jaki to ma związek z ukrywaniem księży przez Kościół? Otóż stosunkowo inteligentny pedofil szuka okoliczności, gdzie może uchodzić za autorytet moralny. Dla przykładu – choć trudno o dane na ten temat (pewnie z przyczyn propagandowych) – ponoć spory odsetek pedofili w USA pracuje w policji. Oczywiście, znaczna większość pedofili to prości ludzie, którzy nie są w stanie opracować zmyślnego planu, natomiast pewien odsetek bardziej inteligentnych taki plan układa i stąd pedofile wśród nauczycieli, księży czy policji, bo wtedy takie osoby mają ułatwiony dostęp do dzieci. Mamy więc następujący stan rzeczy:

- ludzie z błędnymi skłonnościami seksualnymi bardzo często są pedofilami;

- ludzie z błędnymi skłonnościami seksualnymi są kojarzeni z lewicą;

- lewica nie popiera Kościoła, bo Kościół jest za moralnością, a lewica za hedonizmem;

- Kościół jest świetnym miejscem do ukrywania praktyk pedofilskich

- odkrywanie praktyk pedofilskich w Kościele i ich wyolbrzymianie to świetny sposób na niszczenie Kościoła

Wniosek z tego stanu rzeczy jest następujący: lewica montuje pedofilii o skłonnościach do tej samej płci w Kościele, stąd ma zadziwiająco dużo danych do prowadzenia „cudownych”, prywatnych śledztw oraz wiedzę, ile to rzekomo „naprawdę” jest pedofilów w Kościele. Przecież jeśli samemu się ich tam montuje, to potem ma się tego typu dane, podczas, gdy Kościół ich nie ma, bo skąd? Kościół w naturalnym odruchu zaskoczenia wypada na tym tle jako instytucja, która ukrywa pedofili, a lewicowe lobby, w którego interesie jest promocja osób ze skrzywieniami seksualnymi, wypada jako praworządna organizacja. Kościół nie ma korzyści z ukrywania pedofilów – to pedofile mają interes, żeby ukrywać się w sutannie i mieć łatwy dostęp do dzieci, a ich sponsorzy podsuwają im takie rozwiązanie. W końcu afera pt. „ksiądz pedofil” genialnie maskuje fakt, że ludzie, których w społeczeństwie jest poniżej 1% stanowią w porywach nawet 40% aktów pedofilskich – czyli pederaści. Lewica zamiast walczyć z oba zboczeniami, pozwala rozwijać jedno i drugie, tylko po to, żeby posiąść propagandowy argument przeciwko Kościołowi.

Skoro legendy o Kościele zostały poddane kontrargumentacji, czas przejść do kwestii związanych z racjonalnością Kościoła. Na płaszczyźnie filozoficznej można dosyć jasno stwierdzić pewne rzeczy, co do których nie ma wątpliwości – oczywiście nie w skali powszechnej. Dowieźć istnienia Boga można w miarę klarownie. Na bytowanie jednostki wykraczającej poza naszą rzeczywistość, wszechmogącej i niepojętej jasno wskazują okoliczności. Sens i cel naszego życia też jest w miarę prosty do ogólnego scharakteryzowania. Celem życia jest zarówno bierne jak i czynne dobro, można to nazwać miłością bliźniego. To wszystko jest relatywnie łatwe do stwierdzenia i opisane w innych materiałach. Powstaje pytanie: Po co więc nam religia? W pewnym sensie wydawałoby się, że po nic, ale tylko dla człowieka interesującego się filozofią. Zanim powstało chrześcijaństwo, byli choćby filozofowie greccy, którzy wyznaczali normy moralne w starożytności. Oczywiście żaden z nich nie stworzył tak doskonałego systemu jak chrześcijaństwo za pośrednictwem Jezusa Chrystusa, jednak biorąc pod uwagę tendencje ludzi do konformizmu, sama znajomość doskonałej teorii nie wiele zmienia w ich życiu, dopiero dużo zmienia patrząc na całe społeczeństwo, czyli religię w formie kulturowej. Trudno wyobrazić sobie jak wyglądałby dzisiejszy świat bez religii, czy choćby bez chrześcijaństwa. Z jednej strony, obszary niemające związku z Chrześcijaństwem, takie jak np. Japonia, zdołały dorównywać Europie w rozwoju, ale przecież termin „rozwój”, a zwłaszcza rozwój technologiczny, nie ma wiele wspólnego z istotą chrześcijaństwa, zaś „chrześcijańska” Europa, nie jest wcale aż taka chrześcijańska w praktyce. Wydaje się więc, że religia ma niewielki wpływ, ale z drugiej strony teraz, kiedy świat zrobił się zglobalizowany, to jednak chrześcijaństwo stało się najpowszechniejszą religią. Cóż z tego zestawienia, skoro po pierwsze, ilość nie oznacza jakości, często wręcz przeciwnie, a wiele z tego stanu rzeczy Kościół zawdzięcza swojej polityce, a nie ideologii. Po trzecie, trudno oddzielić dobro, które jest zasługą Kościoła, od dobra, które i tak działoby się. Na razie racjonalność wyznawania Katolicyzmu wypada słabo, jednak jest jeszcze jedno „ale”.

Istotą religii jest jednak przede wszystkim podawanie informacji o Bogu i życiu, których nie da się wywnioskować filozoficznie i w tej materii nie tylko chrześcijaństwo jest lepsze od innych religii, ale też doskonale wpisuje się w filozoficzne wnioski na temat naszej rzeczywistości. W każdej pozostałej religii świata łatwo wychwycić bzdury ideologiczne. Najbliżej ideału poza chrześcijaństwem byłby Islam, jednak zezwalanie na cztery żony i zachęcanie do dobrych uczynków „niebem”, w którym mężczyźni będą nagradzani kobietami w celach seksualnych, jest niedopuszczalne. Niedopuszczalne nie tylko moralnie, ale też logicznie, bo życie wieczne po śmierci z definicji musi być niepojęte, należące do rzeczywistości Boga. W chrześcijaństwie jest niewiarygodnie doskonała konstrukcja logiczna funkcji Boga i człowieka. Nigdy przed chrześcijaństwem, ani nigdy podczas jego trwania, żaden filozof czy inny uczony, nawet nie zbliżył się do stworzenia tak całościowego, spójnego i uniwersalnego systemu tłumaczącego funkcjonowanie świata. I nie chodzi tu tylko o etykę. Nawet opis stworzenia świata w siedem dni jest zaskakująco odpowiadający kolejności zdarzeń, które miały miejsce wedle dzisiejszych badań geologicznych.

Pomimo tego, że Kościół Katolicki nie wpływa na funkcjonowanie świata – bo nie może, gdyż świat musi funkcjonować zawsze tak samo – to jednak spełnia swoją funkcję, jaką jest głoszenie najwyższych prawd. Nauczanie Jezusa Chrystusa nie może oczywiście wykraczać poza możliwości ludzi do biernego przyjmowania informacji, jednak z definicji powinien być On źródłem, którego pełne zrozumienie i pojęcie wykracza poza możliwości ludzkiego rozumowania – i tak też jest. Wiele podmiotów, które nie mogą historycznie nijak porównać się z Kościołem, afiszowały się niby zmienianiem świata. Hitler zrobił z milionów ludzi morderców. Ci sami ludzie, którzy są zdolni do wielkich rzeczy, zostali zindoktrynowani na mordowanie. To wiele mówi o tym, jaki jest przeciętny człowiek. Mówi nam, że dla jego oceny, tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia, co robi obiektywnie, gdyż prosty człowiek jest tylko marionetką w rękach inteligentnego, jego pole faktycznego działania jest wąskie. Dlatego też to, co zrobił Hitler, nie miało wpływu na funkcjonowanie świata, bo ludzie podejmują decyzje relatywnie, a tendencje zmieniają się w kontrtendencje. Mieszanie funkcjonowania świata z religią, jest zatem zupełnie bezzasadne. Świat jest taki, jaki ma być, bo takim stworzył go Bóg. Bez sensu byłoby, gdyby potem nakazywał go zmieniać w jakiś fundamentalny sposób.

Funkcją Kościoła jest bytowanie w relacji międzyludzkiej. Dążenie do prawdy jest trudne, a im większa prawda, tym trudniejsza, więc i bardziej wartościowa. Dając innym ludziom możliwość zbliżenia się do prawdy; do dobra, doprowadzamy do tego, że ich dusza ma jeszcze jedną szansę na kształtowanie siebie, na podjęcie trudności, a zatem na dokonanie moralnego czynu, co jest celem naszego życia na ziemi. Kościół jest inkubatorem takich okazji do zbawienia, bo prowokuje do walki o prawdę, a jego ideowo najwyższa pozycja na świecie nigdy nie będzie dla wszystkich oczywista, bo wtedy nie wymagałoby to pracy i było bezwartościowe. Wynika to tylko i wyłącznie z okoliczności funkcjonowania świata, które pozwalają nam zawsze móc mieć niedościgniony wzór do działania w danej dziedzinie tak, aby nasze możliwości wzrastania w dobru, były praktycznie nieograniczone.

Ludzie starający się myśleć samodzielnie często dziwią się, dlaczego kazania w kościele miewają zazwyczaj formę bajki czy emocjonalnego uniesienia. Dobrą odpowiedzią na to pytanie stanowią Jehowi. Oni robią dokładnie to, co wspomniani ludzie teoretycznie chcieliby na mszy, czyli jakieś niepopularne i skomplikowane analizy. Jak widać nie jest to takie proste. Jehowi wykorzystują brak wiedzy przeciętnego człowieka do manipulowania słowami z Biblii, ale pokazują też, że ludzie wcale nie chcą dyskutować na te tematy. Pamiętajmy, że Jezus Chrystus nie napisał Biblii. Napisali ją ludzie, którzy chcieli spisać swoje mniej lub bardziej obiektywne spostrzeżenia. Pan Jezus nie kazał im tego robić. On sam robił coś, co właśnie można porównać do przeciętnego kazania na mszy, tylko że w sposób doskonały. Opowiadał prosto i wskazywał na odczucia związane z sumieniem. Dopiero filozofowie tacy jak Św. Augustyn czy Św. Tomasz z Akwinu wpisywali to w kanony filozoficzne, na potrzeby tej niszowej dziedziny wiedzy. Bardzo wiele treści Biblii jest ekstremalnie trudnych do interpretacji bez talentu, wiedzy i doświadczenia w tym kierunku. Jest tam mnóstwo fragmentów, które wydają się negatywne i kuriozalne. Jednak nie znając się na czymś, nie da się dorównać poziomowi tych, którzy zajmują się tym od zawsze i mają talent. Najbardziej znanym przykładem na trudność Biblii jest przypowieść o Abrahamie i Izaaku, jednak są też fragmenty pozornie zachęcające do niechęci wobec starszych, zabijania z byle powodu i innych tego typu zachowań. Wszystkie te fragmenty mają swoje odwołania i usprawiedliwienia w innych częściach Biblii albo odwołują się do nietypowych cech kultury tamtych czasów. Na przykład fragmenty nakłaniające do zabijania za byle przewinienia, typu wyzwiska do matki, są skontrowane fragmentem który naucza, że nie człowiek ma oceniać, na ile szczere i złowieszcze one były, więc wniosek jest taki, że zabijać za nie absolutnie nie wolno i Bóg oceni moralność takiego człowieka. Biblia to bardzo stare i specyficznie skonstruowane dzieło, do interpretacji którego przeciętny laik, nie umiejący poprawnie interpretować nawet nowożytnego wiersza, absolutnie nie powinien sam przystępować. Bez takiej pokory wobec innych dziedzin zawsze będziemy ateistami, albo jakimiś agnostykami. Bycie prawdziwym elementem Kościoła wymaga mądrości na pewnym poziomie. Mądrość nie ma związku z inteligencją ani talentami. Mądrość jest to efekt jakości naszej woli, względem tego, co otrzymaliśmy od Boga. Mądrość jest chęcią do czynienia dobra, wolą szukania obiektywnie najlepszych rozwiązań. Zdecydowana większość ludzi nie ma pojęcia o teologii czy filozofii, więc księża na mszach starają się wpływać pozytywnie na ludzką mądrość poprzez wskazywanie na dobre emocje, poprzez wynoszenie na piedestał ludzkiej godności. Wykładanie teorii, których ludzie nie rozumieją albo się nimi nie interesują, jest bez sensu.

Racjonalne wsparcie dla Chrześcijaństwa, a dokładnie dla Kościoła Katolickiego, oprzeć należy na wyraźnie najwyższej na świecie wartości ideologicznej. Oczywiście, wszędzie są ludzie dobrzy i źli, wszędzie da się jakoś żyć, lecz przewegetowanie nie jest celem życia. Tak jak mając do wyboru o 1% gorszy dom od drugiego, raczej nie zauważymy różnicy, ale jednak nie mając nic do stracenia, normalne dążenie do dobra i rozwoju każe nam wybrać lepszy dom, tak analogicznie należy wybrać właściwe poglądy na metafizykę i etykę, a te zakotwiczone są w ramach Kościoła Katolickiego. Co więcej, o ile w małej skali różnice są znikome, o tyle w odpowiednio dużej, ten 1% zrobi nominalnie ogromną różnicę, choćby nawet przeanalizowanie tego było niemożliwe. Tak samo jest z religiami. W miejscach o kulturze Katolickiej da się żyć, w Protestantyzmie da się żyć, w Islamie też się da, jak i w ateistycznej ideologii również. Cóż z tego, skoro mogąc przeanalizować teorię wszystkich religii, można dojść do wniosku, że to Katolicyzm nie ma sprzeczności logicznych, więc jest prawdziwy i należy go promować. Chociaż często nie widać wielkich różnic w przekroju społeczeństwa, to gdyby była możliwość obliczenia ilości obiektywnych korzyści w warunkach o pozostałych czynnikach niezmiennych, to właśnie najdoskonalszy system ideologiczny dałby ich najwięcej. Istotą religii jest prawda, zaś jej funkcją społeczną jest interakcja tej prawdy i choćby nie dało się tego zmierzyć, to logika jednoznacznie dowodzi takich zależności. Czy da się żyć bez Katolicyzmu? Z pewnością tak, tylko po co, skoro nie ma lepszej alternatywy.

Kościół Katolicki spełnia także bardzo racjonalną funkcję przy zarządzaniu publicznym. Niestety w przeszłości Kościół przejął w zarządzaniu więcej niż optimum dla tego typu podmiotu i miał ogromny wpływ na politykę, a w konsekwencji stał się przedmiotem potyczek królów i książąt, co odbiło się negatywnie na praktyce jego funkcjonowania i efekty tej patologii widać do dziś. Dowodzi to, że Kościół powinien mieć tylko jedno zadanie przy zarządzaniu – mianowicie prawo weta wobec ustaw związanych z moralnością. Nie może mieć jednak prawa do odwoływania jakichś przedstawicieli władzy ani jej współtworzenia. Efektem prawodawstwa o etyce chrześijańskiej byłoby funkcjonowanie społeczeństwa świadomego swoich wartości i celów życiowych, ogromna ilość wolności osobistej, a także klarowność oceny innych podmiotów i historii. Co więcej, społeczeństwo Katolickie przez brak funkcjonujących patologii jest również społeczeństwem najbardziej ekonomicznym, a więc o najmniejszej ilości marnotrawstwa dóbr. Etyka Katolicka promuje też najdoskonalszą wolność, bo wolnością nie jest bezmyślna anarchia moralna. Wolność to ograniczenie samowoli w ten sposób, aby np. narkomania nie była kojarzona z rozrywką, jak często ma to miejsce dzisiaj. Wolność jest wtedy, kiedy trzeźwia świadomości statystycznego człowieka na temat otaczającej go rzeczywistości jest maksymalnie obiektywna.

Ostatnią kwestią, jaką należy tu poruszyć, jest połączenie Katolicyzmu z kosmopolityzmem, gdyż w większości miejsc na świecie, kosmopolityzm kojarzony jest z ateizmem i socjalizmem, a patriotyzm i nacjonalizm z Kościołem właśnie. Również w miejscu, gdzie nam przyszło żyć, istnieje od dość dawna archetyp: „polak katolik” lub „patriota katolik”, czasem też „nacjonalista katolik”. Nie wnikając w etymologiczne zaszłości, patriotyzm i nacjonalizm polega w zasadzie na jednym i tym samym – gloryfikowaniu idei jakiegoś podziału, a co za tym idzie ludzi, którzy są w ramach niego „swoi”. W teorii jest to idea sama w sobie, bo ludzie są w stanie nawet iść na śmierć w imię patriotyzmu czy nacjonalizmu, więc nie chodzi o korzyści. Patrząc jednak na powstanie ruchów nacjonalistyczno/patriotycznych, wywodzą się one z przeobrażonej w czasie świadomości plemiennej. Ta zaś, była już tylko i wyłącznie walką z innymi o lepsze, obszerniejsze ziemie. Procesy jednoczące plemiona, choć miały wymiar zbrojny, to jednak w dłuższej perspektywie zapewniły w dużej mierze pokój i synergię w ramach kraju. Niestety dziś, zarządcy krajów dysponujący wielkimi oddziałami ludzi, przekonanymi po całych wiekach ujednolicenia do swojej rzekomej tożsamości,  zaczęli załatwiać za pomocą ludu głównie swoje prywatne interesy i ambicje. Patriotyzm i nacjonalizm jest wyidealizowaną formą mniej lub bardziej racjonalnej walki o lepszy byt. Nie da się bowiem inaczej ulokować aksjologicznie tego typu poglądów. Problem polega na tym, że ani sposób powstania krajów, ani opisana walka o byt, nie wskazują na to, ażeby „wartości patriotyczne/nacjonalistyczne” można zaliczyć do grona moralnych. Pytanie, czy są to wartości witalne, czy hedoniczne? Z jednej strony można by pomyśleć, że witalne, gdyż kiedy mieszkańców jakiegoś kraju atakuje inny, to bronią oni możliwości życia swojego i rodzin. Nie jest to jednak prawda, bo obrona to nie patriotyzm. Przyzwyczailiśmy się do łączenia patriotyzmu z pracą w wojsku, nazywając ją potocznie „służbą”, zwłaszcza w omawianej konwencji. Zwróćmy jednak uwagę na elementarną kwestię, że bronimy się w nieskończonej ilości różnych sytuacji, nie raz służby porządku musiały bronić ludzi przed demonstrującymi nacjonalistami. Możemy też wyobrazić sobie np. służby porządku w kosmopolitycznym świecie, które też dbają o stabilizację i ład, a nie są patriotyczne. Patriotyzm czy nacjonalizm jest niestety wartością w istocie hedonistyczną. Dokładnie jest to makro hedonizm. Stawianie rzekomych „swoich” ludzi ponad innymi, czy też faworyzowanie wewnątrz-krajowych podmiotów gospodarczych, jest tego najlepszym dowodem.

Dlaczego zatem makro hedonizm jest kojarzony z Kościołem? Powód jest jeden, ale bardzo złożony. Generalnie chodzi o to, że przez większość historii całkowicie niewykonalne byłoby wprowadzenie w życie kosmopolitycznych idei. Możliwości względnie szybkiego przemieszczania się były tylko dla najbogatszych ludzi i generowały ogromne koszty organizowania całej wyprawy. Statystyczny człowiek był w stanie znać tylko relatywnie niewielki obszar wokół swojego miejsca zamieszkania, więc szerzenie się legend ludowych o dowolnych miejscach i ludziach było nie do opanowania. Komunikowanie się bez podróżowania było prawie tak samo trudne. Dziś, rozmowa na żywo z niemal dowolnym człowiekiem na ziemi jest łatwiejsza do wykonania, niż pokonanie 50km 20 lat temu. W większości miejsc na ziemi, jeśli tylko się chce, to można mieć od tak pełną wiedzę o wszystkich kulturach na ziemi, uczyć się dowolnego języka, oraz przy nieco większym zapale czy pomysłowości, można stosunkowo łatwo podróżować, a będzie się to zapewne cały czas rozwijać. Te gigantyczne różnice sprawiają, że to, co było sensowne przez długi czas, teraz już jest bezsensowne. Przez wieki należało przede wszystkim być odważnym i honorowym – stąd etos rycerza. Nie walczyło się wcale o jakiś nacjonalizm, ale zwyczajnie chodziło o ład i posłuszeństwo względem suwerena, który w lepszy lub gorszy sposób, ale zapewniał pokój wewnątrz kraju. Rycerz nie był nacjonalistą – był bohaterem w walce o ład i porządek. Niestety to wkrótce miało się zmienić… Nadeszły bowiem czasy rozwoju ruchów lewicowych. Zaczęło się od Lutra, potem była rewolucja Francuska. Po nich falowo następowały kolejne krwawe rozruchy w różnych miejscach. Z czasem, ludzie rządni władzy zrozumieli, że muszą stworzyć nowy system, w którym wmówią ludziom, że są oni światli i nowocześni – dokładnie tak, jak ludzie chcą o sobie myśleć – że to oni sprawują władzę i wybierają jedynie swoich przedstawicieli do „odwalania” czarnej roboty. Jak się szybko okazało, dzięki tej iluzji, ludźmi można niesłychanie łatwo kierować – tak powstał komunizm i socjalizm, który dzisiaj występuje powszechnie jako socjaldemokracja. Te wszystkie czynniki, razem z rozwojem technicznym, który pomógł najliczniejszym klasom społecznym się porozumiewać, doprowadziły do tzw. „świadomości narodowej”, która stanowi połączenie plemiennej walki, z dawnymi, rycerskimi cnotami, oraz z hedonizmem, prostactwem i brutalnością tzw. „ludu”. Mniej więcej w taki sposób powstały dzisiejsze patriotyzmy i nacjonalizmy. Prości ludzie, przeświadczeni o tym, że walczą o przeżycie, używają górnolotnych słów, żeby w praktyce dążyć do zwiększenia swojego wygodnictwa, umywając ręce od wyzwań i trudności. Kościół zaś nie jest organizacją polityczną, aby zaciekle bronić określonych idei sprawowania władzy, podziałów społecznych czy gospodarki. Kościół jest powszechny i ma związek przede wszystkim z moralnością, a moralność mają wszyscy ludzie, zatem również ta ogromna większość, która nie ma zainteresowań filozoficznych czy też politycznych. Kościół odnajduje się w bardzo różnych systemach, bo jego misją jest przede wszystkim „być”. Przedstawiciele Kościoła próbowali dogadać się z komunistami, nie rezygnowali z konkordatu z III Rzeszą, nie próbują też zwalczać na siłę socjaldemokracji czy nacjonalizmu.

Inna sprawa, to częsta, zbyt daleko idąca aprobata wobec nacjonalizmu/patriotyzmu, czy też tym bardziej naganne próby stwierdzenia, że Katolik musi być nacjonalistą/patriotą. Jest to oczywista herezja i zwyczajny brak świadomości ideologicznej niektórych hierarchów, zazwyczaj tych wiekowych, którzy być może nie do końca zdają sobie sprawę z kluczowych zmian, jakie mają miejsce. Warto pamiętać, że zwyczajny ksiądz nie ma być miejscowym wolnomyślicielem – filozofem. Zwyczajny ksiądz jest przede wszystkim sługą w hierarchicznej organizacji religijnej. Wymaga się od niego dobrych relacji z ludem i skutecznego nauczania oficjalnego stanowiska Kościoła. Dopóki główni decydenci w Watykanie nie zdecydują o prowadzeniu oficjalnej narracji zakazującej promowania hedonistycznych stosunków do przynależności, czy może kiedyś nawet narracji przeciwko nacjonalizmowi/patriotyzmowi, ta sfera pozostaje bez jakiejś specjalnej kontroli i ksiądz ma sporą swobodę, bo sprawy związane ze stosunkiem do przynależności po prostu nie są dyskutowane. W obecnej narracji istnieje praktycznie tylko jedna droga, czyli uznawanie dzisiejszych podziałów, jako istotne, a różnica polega jedynie na stopniu zaangażowania w podziały. Kosmopolityzm nigdy nie był szeroko podejmowany, więc nie jest przedstawiony żaden teologiczny stosunek do niego. Z pewnością nie ma co liczyć na jakieś radykalne zmiany w Kościele w tej kwestii, bo z punktu widzenia Kościoła, jest to trzeciorzędna sprawa, a zachęcanie do kosmopolityzmu z pewnością zaowocowałoby na chwilę obecną wzrostem patologii, gdyż spora grupa społeczna, charakteryzująca się emocjonalnym i oddanym podejściem do „swojego” terytorium, mogłaby odwrócić się od Kościoła. Jeśliby nawet wreszcie kosmopolitańskie idee zaczęły przeć do przodu, Kościół powinien nie zajmować oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Nie zmienia to faktu, że twierdzenie, iż Katolik musi być nacjonalistą lub patriotą jest karygodne.

Ostatnia kluczowa kwestia dotycząca związku katolicyzmu z kosmopolityzmem, to analogie do wieży Babel. Jak wiadomo, Konserwatywny Kosmopolityzm zawiera postulat stworzenia drugiego wobec rdzennych, wspólnego, urzędowego języka. Warto zwrócić uwagę, że wbrew obiegowej opinii, Bóg nie pokarał ludzi za próbę zbudowania wieży, dzięki której mówiliby wspólnym językiem. Ludzie stworzeni przez Boga od początku mieli jeden wspólny język, a budowa wieży Babel była symbolem chęci obalenia Boga, za co ludzie otrzymali karę w formie różnych języków. Opowieść o wieży Babel nie jest więc krytyką wspólnego języka. Jest ona krytyką pychy. Nie jest nigdzie napisane, że Bóg zakazał uczyć się języków. Nie da się zaprzeczyć, że ludzie uczą się języków ze względów ekonomiczno-praktycznych, a nie z nudów czy chęci obalenia Boga. Kosmopolityzm wprowadza jedynie jedno wielkie ulepszenie w tym względzie, bo daje rozwiązanie, które do niczego nie zmusza, nic nie kosztuje podatnika, a podświadomie uczy ludzi dodatkowego języka, zarówno rozwiązując ich problem, który często polega na zgadywaniu, który mógłby się przydać, jak również likwiduje wiele negatywnych form nierówności i antagonizmów. Trzeba pamiętać, że Konserwatywny Kosmopolityzm nie jest jakąś niebezpieczną ideologią, która ma na celu odgórne ujednolicanie ludzi, niszczenie kultur, itd. Przeciwnie, Konserwatywny Kosmopolityzm pozwala na swobodny rozwój dowolnych kultur (jeśli tylko ich zasady nie są jednoznacznie patologiczne), a dodatkowo oferuje bezinwazyjne i wygodne narzędzie, jakim jest na przykład dodatkowy, wspólny dla wszystkich język, dzięki któremu łatwiej pracować, podróżować czy mieszkać w dowolnym miejscu na ziemi.

Te kilka argumentów i przytoczonych faktów wyjaśnia, dlaczego stereotyp „patrioty-katolika” jest wciąż tak żywy, jak również, dlaczego równie dobrze mógłby być nieżywy. Katolicyzm nie ma nic wspólnego z gloryfikowaniem hedonizmu – nie ważne, czy to makro-hedonizm, czy też tego osobistego. Najwyższą wartością według Kościoła jest miłość bliźniego. W związku z tym, należy promować takie rozwiązania, które do tej miłości bliźniego zbliżają. Na naszym etapie dziejowym do miłości bliźniego prowadzi racjonalne, a nie siłowe administrowanie naszej planety – Ziemi.

Podsumowując, oczywiście nikt rozsądny nie twierdzi, że Kościół jest idealny i nie ma czego w nim poprawiać. Jak każda inna działalność ludzka nie jest wolny od błędów w działaniu i teorii. Mimo to, to Kościół przeprowadził świat przez 2000 lat w stanie względnie wolnym od fanatyków i ludobójców. Moda na ateizm przyniosła w XX wieku dwie wojny światowe, władzę ludzi pokroju Mao Zedonga, Lenina, Hitlera, Stalina i wielu, wielu innych, z czego prawie wszyscy to ateistyczni i antyklerykalni komuniści lub nacjonaliści. Ludzkość ma dość antyklerykalnych bzdur i czas wrócić do prawa, które zakazuje patologii, władzy, która nie żeruje na naiwności laików i przynależności, które nie generują nacjonalizmu i innych fanatyzmów. Jest silna potrzeba przywrócenia Kościoła Katolickiego do miana autorytetu moralnego, bo inaczej za niedługi czas nasze życie zejdzie na poziom pustej przyjemności i bezcelowej wegetacji.