TU KONSERWATZYM PRZESTAJE BYĆ UWSTECZNIAJĄCY…

Nacjonalizm – przyczyny i skutki

Historia nauczyła człowieka makro-hedonizmu, a ten determinuje subiektywizm poznawczy. Z początku był on w miarę racjonalnie wytłumaczalny. Ludzie żyjący w grupkach nie umieli myśleć abstrakcyjnie, nie mieli też żadnych danych, jak wielki jest teren zdatny do życia i czy dla wszystkich go wystarczy. Z tego powodu plemiona i inne tego typu formacje biły się o każdy teren. Potem, wraz z rozwojem i bardziej osiadłym funkcjonowaniem, rozpoczął się proces zwiększania zasięgu scentralizowanej władzy. Każdy wódz plemienia stał przed wyborem – dać się podbić, czy spróbować podbić. Tą oportunistyczną drogą suwerenem stał się ten, który z różnych, mniej lub bardziej racjonalnych powodów, zdołał stworzyć na tyle duże państwo, że mogło ono konkurować siłowo z innymi. Wtedy nie znano rozmiarów planety, a środki komunikacji i techniki podróży nie pozwalały myśleć obiektywistycznie o całym świecie, czy choćby nawet o znanej człowiekowi „zachodu” części świata. Przez to, przeciętny „chłop” nie miał świadomości, co dzieje się na świecie – wiedział, jakiemu królowi podlega, a praca na podatki stanowiła korzystniejszy substytut walki plemiennej. Potem, około XIX wieku, przez rozwój środków komunikacji i technik transportu, wielkie masy społeczne zaczęły mieć świadomość podziałów politycznych na świecie. Nie mając świadomości swojej pierwotnej kultury, która dawno została podbita i zunifikowana w ramach państwa, utożsamiły się z obserwowanym światem polityki. W połączeniu z wyuczoną genetycznie – jeszcze w dawnych czasach – chęcią walki o przetrwanie, dało to ludzi uważających osoby ze swojego państwa jako plemiennych ziomków, których interes może być sprzeczny z obiektywną prawdą i ma być stawiany najwyżej. Różnica pomiędzy daleką przeszłością jest taka, że ta racjonalna, plemienna walka o przeżycie łączyła małe społeczności realnie znających się ludzi. Dzisiaj zarządcy państw mają za sobą wielomilionowe społeczeństwa, gotowe zmobilizować się i mordować innych, jeśli tylko podpuści się ich odpowiednią propagandą.

Ten fakt bardzo źle łączy się z obecnym stanem świata, kiedy to porozumiewanie się z każdym człowiekiem oddalonym o więcej niż kilka kilometrów jest właściwie równie łatwe, co z miejscowym, zaś przemieszczenie się na dowolne miejsce na ziemi to kwestia kilkunastu godzin i kilkuset złotych. Co więcej, również przepływ danych jest natychmiastowy. Zastępowanie argumentu siły na rzecz aksjomatów prawnych powinno odbywać się na tak dużą skalę, jak tylko się da. W średniowieczu dało się skutecznie na skalę państwa, dlatego zaczęły one powstawać i tłukące się plemiona zastąpiono prawem, które mówi, jak sprawiedliwie użytkować teren. Dziś racjonalnie da się zarządzać całym światem, dlatego trzeba zakończyć walki „kogutów” państwowych i dążyć do wprowadzenia obiektywnego prawa, pozwalającego sprawiedliwie oraz racjonalnie używać całej planety. Żyjemy w czasach, kiedy średniowieczne podboje nie powinny mieć żadnego znaczenia, powinny zastępować je obiektywistyczne postulaty i aksjomaty, które są tak samo prawdziwe tutaj, jak i w Afryce, Azji czy Ameryce. Pozostawanie w dotychczasowym myśleniu i honorowaniu przestarzałych podziałów, doprowadzać będzie do coraz większych napięć. Już dziś widać, że większość oficjalnie „suwerennych” państw jest w rzeczywistości członkami jakiegoś stronnictwa, które to stara się przeforsować „wygodną” dla siebie prawdę w skali globalnej. Jeśli nic się nie zmieni, to te stronnictwa będą tak długo się jednoczyć w coraz większe, dokąd któreś z nich nie podejmie decyzji, że może podbić resztę świata. Przy obecnej technice wojna totalna, to najgorsze, co może się stać. Dużo bardziej racjonalne jest pogodzić się z faktem, że zmiany w myśleniu są konieczne. Musimy pogodzić się z tym, że trzeba przyjmować do wiadomości także te niewygodne, acz prawdziwe informacje.

Prywatnym sukcesem Mieszka I było to, że akurat jemu się udało. Dla nas nie ma to żadnego znaczenia. Przy innym ułożeniu przypadków historycznych zmieniłaby się tylko ilość reprezentantów danego języka. Równie silnie jak tęsknimy za wszystkimi językami i tożsamościami, które wyginęły na skutek ekspansji Mieszka, np łużyczanie, mazowszanie, opolanie, wolinianie, itd, tak samo tęsknilibyśmy za polskim i polanami. Polityka nie polega na umiłowaniu jakichś rzekomo na w pół mistycznych terytoriów, które mają być wieczne i święte. Takie bzdury łykają naiwni ludzie. Polityka to bardzo pragmatyczna walka o władzę, zaś budowanie emocjonalnej więzi pomiędzy tworem politycznym, a ludem, leży w interesie polityków. Maksymalna wielkość terenu podległego pod jeden ośrodek zmienia się. Do XIX wieku trwale utrzymywały się zazwyczaj średniej wielkości kraje. Imperia zazwyczaj upadały, drobne księstwa i plemiona były wchłaniane. Wiąże się to z tym, że w przeszłości były wolne i drogie środki komunikacji, przez co reakcja na bunt na drugim końcu imperium nie mogła być skutecznie koordynowana. To jednak przeszłość. W XX wieku odbyły się dwie próby przejęcia kontroli nad światem. Ta bardziej naiwna – Hitlera, oraz ta niestety mniej naiwna – komunistyczna. Obie upadły, nie mniej jednak nie można mieć ślepej nadziei, że to były ostatnie próby. Przyczyna jest bardzo prosta – od końca XX wieku zarządzanie całym światem jest z technicznego punktu widzenia prostsze, niż zarządzanie dowolnym krajem choćby w średniowieczu. Są tylko dwie bariery: mniej ważna – ludzkie emocjonalne przywiązanie do krajów, oraz ta ważniejsza – nie ma jednoznacznego lidera, który na dzień dzisiejszy odważyłby się podjąć próbę. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że cała planeta prędzej czy później będzie zarządzana według jednego schematu. Jest to tak samo nieuniknione, jak upadek plemion w średniowieczu. Ten fakt może okazać się dla nas bardzo zły, albo bardzo dobry. Wszystko zależy od tego, jaka będzie proza przemian oraz ich efekt końcowy. Przez swoje uwstecznienie poznawcze, nacjonaliści są grupą społeczną, która szkodzi pokojowemu porozumieniu na świecie, mogąc stać się w przyszłości iskrą zapalną do wojny totalnej, podobnie jak stali się zapleczem siłowym Hitlera – wcale nie tak dawno temu. Wyobraźmy sobie, że dziś w 1,6 miliardowych Chinach wyrosłaby podobna partia. Nieciekawie, prawda?

Z racjonalnego punktu widzenia dzisiejsze kraje to zbiór absurdów. Górale w wysokich tatrach są przedzieleni kreską na dwie różne kultury, ale jednocześnie część z nich ma tę samą kulturę, co rybacy w Ustce. W neutralnych warunkach nigdy by do czegoś takiego nie doszło. Ludzie przez wielowiekowe hodowanie niczym w klatce doczekali się czasów, kiedy to od XIX wieku efekty tego hodowania stały się im powszechnie znane, bo szerokie masy ludzi zyskały świadomość istnienia wielkich, jednolitych społeczeństw. To połączyło się z ich żądzą przetrwania, która wykształciła się jeszcze w czasach pierwotnych i ten stan rzeczy zmienił politykę, bo dodał politykom kolejny punkt zaczepny do propagandy – czyli urojenie fundamentalnej wspólnotowości, które ułatwia prowadzenie wojen. W miejscach, takich jak Kanada, gdzie raptem tuż przed XIX wiekiem doszło do pojednania, nikogo dzisiaj nie interesują dawne przynależności Francusko-Brytyjskie, podobnie jak nikogo w Europie nie obchodzi, z jakiego plemienia pochodził. To dowodzi skądinąd oczywistej kwestii, że wszelkie dzisiejsze kraje i sztuczne narody są aksjologicznym zerem. Były arcy-święte „interesy” francuskie i brytyjskie, którym wielu przypisywałoby nie wiadomo jaką wagę, a tu nagle okazuje się, że zastąpiły je interesy „kanadyjskie” i nikomu nic się z tego powodu nie stało. Analogicznie byłoby w każdym przypadku. Obecne podziały są skutkiem dawnych porachunków wodzów, a potem królów. Wiara w jakąkolwiek wartość moralną walki o owe średniowieczne spady jest nie mniej naiwna, niż wiara w skuteczność komunizmu. Owszem, w dawnych czasach, kiedy przegrany stawał się często niewolnikiem, walka o niepodległość była walką o normalny byt, ale ograniczenia wynikające z dawnych czasów minęły. Dzisiaj to państwa ograniczają normalny byt. Widzimy świat nie jako skrawek ziemi, ale jako całość. Racjonalne zarządzanie ograniczoną ilością dóbr polega na ustaleniu sprawiedliwego sposobu eksploatowania, a nie tłuczenia się po głowach o to, kto będzie wyzyskiwał innych. Posiadamy wszystkie niezbędne dane, wystarczy tylko spowodować zmianę myślenia. Próby siłowego utrzymywania terenu będą kumulować problemy i nienawiść. Zawsze będą przypadki, takie jak Norwegia czy Islandia, gdzie bardzo bogate w złoża tereny okupuje niewielka liczba osób, która niechętnie dopuszcza tam innych. Jakim prawem? Bo urodzili się tam? Nie bądźmy śmieszni. Sprawiedliwą techniką eksploatowania planety jest globalny kapitalizm – bo wtedy najinteligentniejsi i najbardziej pracowici będą najbogatsi, a nie ci, którzy urodzili się w korzystnym miejscu. Władza publiczna musi zredukować się do funkcji pragmatycznego poborcy opłat na służby porządku w danym okręgu i ustawodawcę prawa szczegółowego, które nie może kłócić się z globalnie ustalonymi podstawowymi kwestiami, takimi jak np. wolny handel i migracja. Nie ma żadnego znaczenia, że dzisiejsze „opiekuńcze” kraje mają różne interesy. Plemiona w średniowieczu też miały różne interesy, a kiedy zostały podbite i zjednoczone, nagle się okazało, że mieć ich nie muszą. Województwa też mogłyby mieć różne interesy, ale mają narzucony ład i już ich nie mają. Rzecz w tym, żeby dzisiejsi decydenci zrozumieli to wszystko zanim koalicja części z nich zaora pół świata w imię idei nacjonalistycznej dominacji. Dla każdego lepiej będzie przenieść interesy na płaszczyznę prywatną i tam dowodzić swoich talentów. Zlikwidowanie socjalizmu jest koniecznym elementem właściwego toku zdarzeń przy rychłym ujednolicaniu się świata, ale nie mniej ważna jest walka z nacjonalizmem.

Problem polega na tym, że raptem niecałe 80 lat po II Wojnie Światowej nacjonalistyczny populizm powraca do łask. Ludzie nie potrafią zrozumieć, że przyczyną problemów w Europie jest socjalizm i słabe, lewicowe prawo, a nie wolne granice. Większość ludzi myśli prostacko. Są Islamiści – jest problem; nie ma islamistów – nie ma problemu. Do tego dochodzi nieumiejętność czytania statystyk. Kiedy typowy „Janusz” czyta, że np. 80% morderstw popełniają „czarni” – w jego głowie tworzy się wniosek – czarny gorsza rasa. Tymczasem taka statystyka oznacza, że osoby o genotypie z gorących klimatów nie miały warunków do wykształcenia kultury i inteligencji na poziomie ludów z miejsc o zimniejszym klimacie, bo on zmuszał do myślenia, jak przetrwać zimę, co po długim czasie dało wymierne różnice. Nikt rozsądny nie pomyśli, że ciemniejszy odcień skóry ma wpływ na chęć do mordowania, tak jak nikt rozsądny nie sądzi, że czerwony lakier samochodu zwiększa moc. Niestety jeśli dołoży się odpowiednią narrację, to wielu jest w stanie uwierzyć dosłownie we wszystko. Żyjemy w czasach, gdzie jedni wierzą, że człowiek ze zboczeniami jest zdrowy, to dlaczego drudzy mieliby nie uwierzyć, że kolor skóry rodzi nienawiść. Przypomnieć należy, że w 1934 roku 99,7% ludzi zagłosowało za Anschluss Austrii, czyli uwierzyło, że należą do rasy panów. 0,3% ludzi wykazało się tak elementarnym poziomem rozgarnięcia, żeby nie popierać człowieka, który głosi tezy na takim, a nie innym poziomie.

Nie ma co się łudzić, większość ludzi nie jest w stanie pojąć absurdalności socjalizmu czy nacjonalizmu, zwłaszcza w warunkach demokracji, gdzie non stop jest masa hien, w interesie których jest propagowanie dobrze brzmiących kłamstw. Na masowy powrót monarchii też się nie zanosi. Jedyne przypadki, kiedy coś mądrego staje się popularne, to kiedy jest z różnych przyczyn modne. Za PRL-u modny był Katolicyzm, bo był antysystemowy. Ostatnimi czasy modny stał się wolny rynek. Niestety, coraz częściej wolny rynek ustępuje populistycznej, nacjonalistycznej propagandzie, która jest znacznie bardziej perspektywiczna z propagandowego punktu widzenia, a dodatkowo są dla niej sprzyjające warunki. Ludzie są roszczeniowi, a wolny rynek nie oferuje niczego, ponad normalność. Nacjonalizm to obietnica makro-hedonizmu, bycia ponad innymi, a historia pokazuje, jaką to ma siłę przyciągania.

Nacjonaliści i inni tego typu, bardzo łatwo wyzywają ludzi z Afryki od zwierząt, bydła, dowodząc własnej głupoty, bo tylko ograniczony człowiek nie rozumie, że każda masowa patologia, to efekt propagandy, biedy i braku perspektyw, a nie jakiejś masowej złej woli. Ludzie sami z siebie nie są skrajnie głupi, źli i pozbawieni kultury. Nikt też nie zostaje terrorystą z rozsądku. Zapominamy, że jeden sprawny aparat propagandy zmienił w morderców jedno z najbardziej rozwiniętych społeczeństw na świecie, raptem 80 lat temu. Aparat ten wmówił ludziom, że są wyższą rasą, a zabijanie innych to jak odstrzał świń na mięso. Dokładnie tak przedstawia ludność europejską propaganda sekt islamskich. Niestety, nienawiść rodzi nienawiść, a tylko zlikwidowanie możliwości trzymania ludzi w państwowej niewoli jest gwarantem, że takie inicjatywy jak AlKaida czy tzw. Państwo Islamskie nie będą się powtarzać. Problemy Europy nie wynikają z otwartości granic, tylko, jak już zostało zaznaczone, ze złego prawa i z socjalizmu. To z powodu socjalizmu każdy roszczeniowy cwaniaczek traktuje Europę jak frajera. Kolejną bzdurą jest, że Islam jest gwarantem wojen i zabójstw. Wiele Islamskich krajów jest w ścisłej czołówce najbezpieczniejszych miejsc na ziemi, jak również istnieje mnóstwo miejsc, gdzie Islam jest religią przewodnią bądź podrzędną, a mimo to jest tam permanentny pokój. Nacjonalistyczna propaganda od początku do końca jest stosem kłamstw.

Poza licznymi kłamstwami na temat ludzi z innych kultur, propaganda nacjonalistyczna tworzy też bardzo wiele mitów, które funkcjonują w rzeczywistości jako święte prawdy. Żeby nie być gołosłownym, zacznijmy od najbardziej fundamentalnej tezy nacjonalistów, czyli: „Polskość i polska kultura są ważne”. Otóż nie, nie są ważne. Polskość, podobnie jak wszystkie inne „niemieckości” itd. to wrogie propagandy państwowe. Państwo polskie powstało, bo facet z plemienia polan, który akurat żył w czasach, kiedy plemiona nie mogły dawać sobie rady same, zdołał podbić inne i nazwał to „państwo polan”. Ludzie we wszystkich państwach mają guzik do gadania. Po prostu rodzą się gdzieś i mają z góry narzucone, że mają się utożsamiać z danym państwem. Państwowa tożsamość nic nam nie daje. Władza ma zapewnić prawo, dzięki któremu każdy może mówić dowolnym językiem i uważać się za kogo chce, ale nie ma prawa narzucać tego innym. Krytyka nacjonalizmu ma za zadanie przede wszystkim pokazać, że człowiekowi potrzebne są władze, które dadzą mu konkretne, wymierne korzyści. Jeśli prawo wprowadzi kapitalizm, to będzie realna różnica, niż jeśli wprowadzi socjalizm. Jak prawo wprowadzi zakaz broni, to będzie realna różnica, niż jeśli tego nie zakaże. Jeżeli prawo narzuci język urzędowy, którego nikt nie zna, to będzie realna różnica, niż jeśli poza np. jakimś uniwersalnym językiem, pozostawi także urzędowy język rdzenny. Nacjonalizm nie daje nic konkretnego, poza sugestią, że trzeba wywyższać jednych ludzi, kosztem innych. Przyzwyczailiśmy się przez znajomość historii, że zawsze władze ze sobą walczyły, przez co odruchowo przyjmujemy, że władza, która nazywa się „polska” normalnie traktuje ludzi, którzy mają rodowód z tego kraju, a resztę będzie traktować jako obywateli gorszego sortu. Bierze się to z tego, że kiedyś nie dało się tak łatwo zarabiać pieniędzy i na porządku dziennym było szukanie sobie niewolników lub łupów. Dlatego wykute w genach odruchy każą nam walczyć z innymi i szukać sobie grup, które nas wywyższają. Zakres tej grupy, którą uważamy dziś za „swoją” definiuje granica podziałów politycznych. Dzisiejsze możliwości pozwalają jednak zlikwidować te dzikie zasady. Dlaczego? Dlatego, że możemy porozumiewać się z każdym na świecie w ciągu chwili i również bardzo szybko przemieszczać. Porównywalnych możliwości nie było nigdy wcześniej. Co więcej, w przeciwieństwie do 99% czasu historii ludzkości, znamy obszar całego świata. Ta wiedza sprawa, że z terenu o nieznanej ilości dóbr, mamy teren o znanej ilości dóbr. Każdym terenem o znanej ilości ograniczonych dóbr, trzeba zarządzać w cywilizowany, a nie bezmyślny i siłowy sposób. Trzeba stwierdzić, jakie są racjonalne techniki podziału dóbr (kapitalizm) i wprowadzić zasady relacji międzyludzkich, które dają najsprawiedliwszy ład (nie mylić ze sprawiedliwością społeczną). Właśnie z tego powodu, nie ma znaczenia, jak władza będzie się nazywać, tylko czy będzie dawać sensowne, sprawiedliwe i kompatybilne z interesem całego świata prawa. Dobre zasady to takie, gdzie władza zajmuje się ściąganiem podatków na taką ilość służb porządku, aby w danym obszarze nikt nie pokusił się o rewolucję, oraz napisze prawo, dzięki któremu jednoznaczne patologie będą zakazane, a człowiek będzie miał maksymalną możliwą wolność. Jak każdy zarządca zdecyduje się na wprowadzenie tych zasad, a potem za pomocą globalnych ustaleń wszyscy zdecentralizują obecne państwa do wielkości, która jest optymalną dla jakości wypełniania swoich funkcji i zapobiegania imperialistycznym zapędom, wtedy będziemy mogli mówić o obiektywnych warunkach do tworzenia się kultur. Kultury, jakie wytworzą się w takich warunkach za 100, 200, czy 300 lat będą miały jakąś wartość, bo będą oddolne, niezależne od granic terytoriów władzy publicznej i wynikające z unikatowości danego miejsca. Tak jak dziś nie przejmujemy się granicą województwa, bo jest to tylko umowna granica zmiany osób odpowiedzialnych za pewne funkcje, tak też powinno być we wszystkich przypadkach.

Kolejny nacjonalistyczno-patriotyczny mit brzmi: „bo trzeba kochać ojczyznę”. Otóż nie trzeba, ani nie powinno się. Nie można „kochać” żadnych przedmiotów ani dóbr materialnych. Jest jakaś pop-kulturowa narracja, że ludzie „kochają” sport, „kochają” samochody, itd. Można lubić miejsce urodzenia, można czuć się w nim dobrze, ale nie można kochać, bo miejsce ani przedmiot nie są podmiotami. Można by ewentualnie rozważyć państwo jako idee albo wartość moralną, ale to również sprowadza się do porażki. Każde państwo to z definicji grupa ludzi, którzy deklarują się zbierać pieniądze i dawać za to konkretne usługi. To, że ludzie na skutek różnych psychologicznych niuansów i propagandy zrobili sobie z tego bożki, to nie znaczy, że to rozsądne.

Następny z nacjonalistycznych mitów, które postanowiłem obalić to ten, że państwa mają ze sobą konkurować. Nie, nie mają, bo państwa nie są podmiotami na rynku – nie są dobrowolne ani finansowane za prywatne pieniądze. Jest sens oddawać pieniądze na prawo i służby porządku publicznego, bo inaczej nie da się tego zapewnić i nie jest zależne od subiektywnych, zróżnicowanych ludzkich cech. Jeżeli mamy ład i bezpieczeństwo, to mamy tzw. normalne, czy jak kto woli obiektywne warunki. Proszę sobie wyobrazić, że jakaś instytucja pyta nas, czy odpowiada nam taki układ, że będzie nam zabierać pieniądze i za owe pieniądze kupi broń, po czym będzie próbować grabić ludzi żyjących gdzie indziej. Dzisiejsza władza, która próbuje konkurować z innymi robi dokładnie coś takiego, tylko nie pyta, czy chcemy to finansować. Niektórzy myślą, że władze zaczną konkurować o obywateli ścigając się w jakości prawa, przyciągając inwestorów. Niestety, nie tylko jest to niesprawiedliwe, bo zmuszałoby nas do przeprowadzek, ale także i naiwne, bo władzy bardziej opłaca się trzymać nas na miejscu oraz grabić wysokimi podatkami, w dodatku używając służby porządku publicznego do straszenia swoich kolegów z innych krajów. Dlatego trzeba odebrać władzy możliwość konkurowania, jak i wiele innych płaszczyzn, którymi niepotrzebnie się zajmuje.

Idźmy dalej… Któż nie słyszał międzypokoleniowego pseudo argumentu i rzekomego wytrychu do wszystkich drzwi, który brzmi: „Trzeba traktować państwo jak swój dom. Czy wpuściłbyś do domu obcego?”. Nie wiadomo, dlaczego ten tekst ma taką siłę rażenia, gdyż merytorycznie jest absurdalny. Nie, nie trzeba traktować państwa jak domu, a nawet nie wolno tak tego sprowadzić. Swój dom jest dobrowolnie kupiony za uczciwe pieniądze. Państwo nie jest ani dobrowolne, ani kupione za pieniądze. W dzisiejszych czasach jest to zazwyczaj agresywny monopolista, który wciska kłamstwa, aby niezauważalnie ukraść jak najwięcej pieniędzy w celu spełniania swoich prywatnych interesów i karier konkretnych ludzi. Każdy jest właścicielem tego, co sam sobie kupi, a sfera publiczna ma obiektywnie traktować każdego człowieka, a nie wywyższać kogokolwiek. Nie można przenosić zasad wynikających z oddolnych, dobrowolnych inicjatyw na władzę, gdyż jest ona przeciwieństwem oddolnej, dobrowolnej inicjatywy. Dobrowolna, oddolna komuna, np. rodzina, gdzie wszyscy dzielą się pieniędzmi i bezinteresownie pomagają sprawdza się, bo jest dobrowolna. Dokładnie to samo, ale przymusowo, już się nie sprawdza, bo podmiot jest obcy i będzie nas okradał. Znamy to pod pojęciem komunizmu. Tak samo jest z wpuszczaniem ludzi. Władza ma dać skuteczne prawo, a nie szukać sobie „rasy panów”, która się nie pozabija nawet przy głupim prawie. Każdy człowiek, który na danym terenie pracuje lub ma nieruchomość ma płacić podatek, a w zamian za to mieć ład i bezpieczeństwo, które obejmuje wszystkich przebywających na danym terenie.

W niniejszym tekście nie może zabraknąć jednej z najczęściej praktykowanej przez nacjonalistów propagandy. Używają jej zwykle wtedy, kiedy nie ustępuje się nacjonaliście i wciąż argumentuje. Wówczas pada zazwyczaj magiczne: „Jesteś zdrajcą”. Cóż, z logicznego punktu widzenia argument jest tak słaby, że trudno o jakieś skomplikowane wyjaśnienia. Po prostu nie można zdradzić czegoś, czemu nigdy świadomie ani dobrowolnie się nie ślubowało. Czy ktoś może zdradzić cudzą żonę? Nie, bo nie ślubował jej wierności. Podstawą do każdej wartościowej aktywności jest to, żeby była ona dobrowolna i świadoma. Przynależność do państw nie jest, więc nie można ich zdradzić, dokąd nic im się nie ślubuje.

Żeby nie wrzucać propagandy nacjonalistycznej do jednego, bardzo płytkiego worka, wspomnieć trzeba o nieco lepszej jakości argumentach, choć również nie wychodzących one poza poziom populistyczny. Jednym z nich jest: „Wszystkie rozwiązania inne, niż siłowe, są utopijne i się nie sprawdzają”. Otóż kiedyś plemiona ze sobą walczyły argumentem siły, a po tym, jak podbił je Mieszko, walczyć przestały. Skala tego, jak szeroko można wprowadzić porządek zamiast walk zależy od rozwoju. Na im szerszą skalę likwiduje się przemoc i walkę, a wprowadza prawo, tym lepiej. Zamiast walczących plemion, którym tysiąc lat temu przypisywano by te same cechy, co państwom dzisiaj, mamy jednak niewalczące ze sobą województwa. Gdyby nacjonaliści żyli w czasach Mieszka, narzekaliby, że podziały plemienne są stare i sprawdzone, że mają swoje tradycje, kulturę i język. Sam Mieszko byłby pewnie nazwany imperialistycznym kosmopolitą. Dokładnie tak samo, jak myślimy dziś o plemionach, tak też będą opisywane kiedyś dzisiejsze państwa, a o nacjonalistach każdy zapomni. Taka jest właśnie jakość poglądu nacjonalistycznego – kult jednego podboju. Różnica pomiędzy średniowieczem, a stanem dzisiejszym jest taka, że wtedy nie było szans na pokojowe i racjonalne zwiększanie uniwersalizacji, a dziś jest.

Dość częstą propagandą pseudo oświeconych nacjonalistów jest pogląd, że „bez nacjonalizmu nie można stanowić o sobie”. Na ich nieszczęście jest to absurd na poziomie socjalistów, którzy twierdzą, że bez państwowej medycyny ludzie będą umierać na ulicach, a bez państwowej szkoły będzie analfabetyzm. Tu jest to samo. Jak państwo nie wymyśli sztucznej, zgodnej z jego interesem przynależności, propagowanej od dziecka w przymusowej szkole, to przecież zginiemy marnie bez kultury – też mi logika. Gdyby nie było tych państw, które są, to byłyby inne, podobne. Gdyby panował inny model makro-polityki, np kosmopolitański, to kultury tworzyłyby się naturalnie, byłyby znacznie mniejsze i bardziej przywiązane do specyfiki danego miejsca, a nie wydzielone kreską na mapie. Góral z Zakopanego miałby taką samą kulturę, jaką jego kolega zza kilku szczytów – który dziś może być w innym państwie, a nie przymusowo zunifikowaną z rybakiem w Świnoujściu, z którym naturalnie nic go nie łączy. Sztuczna tożsamość to typowy absurd fundowany przez państwo, nie mniejszy niż przymusowo finansowana szkoła czy emerytura.

Bogobojni nacjonaliści często powtarzają slogan, że „nacjonalizm nie jest tożsamy z nienawiścią do innych, bo jest miłowaniem swoich”. Ten slogan jest mniej więcej podobnie racjonalny, co powiedzieć, że można trzymać w zagrodzie z płotem 50cm psa rasy Amstaff wychowanego od małego na mordowanie i liczyć na to, że nic złego się nie stanie. Ideologia nacjonalistyczna zawsze prowadziła do nienawiści i część ludzi jakoś zawsze udawała, że tego nie widzi. Nawet wyborcy Hitlera bardzo długo byli ślepi. Każde państwowe wywyższanie kolektywów ponad inne kolektywy prowadzi do nienawiści i makro-hedonizmu, tak jak pornografia prowadzi do rozwiązłości, a socjalizm do ogłupienia, itd. Oczywiście, umiarkowani fani kultu średniowiecznych podbojów często nie mają nic bardzo złego na myśli, jednak jeżeli jednych obcych ludzi traktujemy wyjątkowo, nadrzędnie i priorytetowo, to siłą rzeczy innych obcych ludzi bez powodu traktujemy trochę gorzej. Skrajne formy w zasadzie różnią się tylko tym, że wyciągają z powyższego wniosek, iż nie ma większego sensu w tolerowaniu tych gorszych ludzi, więc argumentują, że najszybszą formą spełniania interesów tych „lepszych obcych” jest siłowe zwalczanie innych. Hitler nazywał to „przestrzeń życiowa”.

Ci nieco mniej radykalni nacjonaliści, określający się „patriotami”, na dowolny zarzut powiedzą nam: „Nie wolno porównywać nacjonalistów z patriotami”. To kolejna bzdura. Nie wolno porównywać nacjonalistów z patriotami tylko wtedy, jeśli z jakichś nietypowych przyczyn, w danym państwie są różne „narody”. Zazwyczaj jest jednak tak, że wszystkie narody wytworzone sztucznie przez państwa prędzej czy później owe państwo mają, a wszystkie inne albo zunifikowały się, albo cały czas mają roszczenia dotyczące państwa. Dlatego właśnie prawie zawsze nacjonalizm jest tożsamy z patriotyzmem, gdyż nacjonalizm to kult czystości przodków, a patriotyzm, to kult terytorium. Nacjonalista może być zarówno zwolennikiem kapitalizmu, jak i socjalizmu, podobnie jak patriota. Nie ma sensu przypisywania ani jednym, ani drugim, jakichś dodatkowych, stałych cech, gdyż należałoby wymyślić nowe pojęcia, aby nazwać kult terenu lub przodków bez żadnych dodatkowych określeń.

Nacjonaliści-ateiści, lub inni liberalni moralnie często powtarzają zaś, że: „Uniwersalne i obiektywne zasady nie istnieją, dlatego trzeba dbać o swoją kulturę, bo w innej źle będzie się żyło”. Otóż wbrew populistycznej opinii, uniwersalne i obiektywne nie jest to, do czego przekonanych jest najwięcej ludzi. Poglądy i stany umysłowe większości, to żaden wskaźnik jakości. Uniwersalne i obiektywne jest to, co jest niezmienne bez względu na czas, cechy poszczególnych ludzi, miejsce, kulturę, itd,. Np. uniwersalne są Katolickie normy moralne, bo prawo zainspirowane nimi wprowadzi taki sam porządek i wolność do dowolnego społeczeństwa. To samo jest z kapitalizmem. W każdym miejscu, czasie i kulturze polepszy on stosunek jakości do ceny towarów, zwiększy wolność, itd. Mamy na świecie wiele obiektywnych zasad, jak również wiele miejsc z tak dobrym, uniwersalnym prawem, że migrują tam ambitni ludzie z całego świata, bez względu na kulturę czy religię, a potem harmonijnie koegzystują. Ponadto nawet, gdyby rzeczywiście nie było obiektywnych norm moralnych, to wszystkie normy grupowe, czyli kulturowe, nie miałyby żadnej wartości poza hedonizmem, czyli poza wygodnictwem poprzez przyzwyczajenie do nich. Jeżeli w imieniu tak hedonistycznych wartości, niektórzy nacjonaliści proponują wywyższanie się i izolowanie od innych, to jest to klasyczny przykład przewrócenia piramidy wartości.

Nacjonaliści-wolnościowcy często propagują mit, że „Nacjonalizm nie jest sprzeczny z wolnym rynkiem”. Oczywiście wolny rynek jako wolność od fundowania przez państwo świadczeń, jest możliwy do pogodzenia. Niestety kładąc nacisk na aspekt wolności handlu, migracji czy pracy, nacjonalizm mocno koliduje z ideą wolnego rynku, według którego jedyną granicą, o przejście której należy zapytać, jest granica prywatnego terenu. Poza tym, z definicji nacjonalizmu wynika, że „interesy narodu” należy stawiać wyżej, niż inne, a z wolnego rynku wynika, że nienaruszalność własności prywatnej (w tym cielesnej) jest najważniejsza, więc nie można jej złamać w imię nacjonalistycznych pryncypiów, takich jak finansowanie wielkiej armii do ekspansji na resztę świata. O kwiatkach typu przymusowe wojsko już nawet nie wspominam.

Na potrzeby swojej mitologii nacjonaliści lubią też nadużywać wiedzy historycznej, a czasem nawet naciągać fakty. Poznamy to po zdaniu rozpoczynającym się od słów: „Historia pokazuje że…”. Prawda jest taka, że wszelkie nauki wynikające z historii trzeba brać z dużą poprawką, bo choć są płaszczyzny niezmienne, to dzisiejsze możliwości w bardzo wielu kwestiach dewaloryzują historyczne doświadczenia, jako wiedzę, z której można wyciągać proste wnioski. Możliwości komunikacyjne, świadomość geograficzno/kulturowa, skala globalnych inicjatyw, możliwości transportu i poruszania się, możliwość kupowania i wyboru towarów, a także wiele, wiele innych zmieniły się w sposób trudny do przedstawienia liczbami. Historia mogła pokazać, że najlepszą formą komunikacji jest gołąb pocztowy, a dziś jest to nieaktualne. Analogicznie jest w innych kwestiach.

Ostatnimi czasy największym spełnieniem marzeń nacjonalistów okazała się fala imigrantów ekonomicznych. Nie mówię tu o realnych uchodźcach wojennych, tylko o tych, którzy przybyli do Europy, bo zorientowali się, że będą tutaj nie tylko sponsorowani, ale także bezkarni. Fakty są takie, że w europie prawo jest słabe, a więzienia luksusowe. Hieny socjalne to zwykle najbardziej problematyczna część społeczeństw, a efekty tego połączania widać na licznych nagraniach dokumentujących zachowanie tych ludzi na ulicach. To sprawiło, że nacjonaliści poczuli okazję i kiedy nie mają argumentów, zawsze pada magiczne: „Widzisz problemy z imigrantami? Takie są skutki braku nacjonalizmu i otwierania granic.” Logika mówi, że ludzie zalewają jakiś teren, jeśli jest to teren bogaty z powodu niesprawiedliwości politycznych, czyli tak, jak jest teraz. Jeśli wszędzie będzie ten sam system, a wolność podróżowania pełna, to owszem, pewne migracje będą, natomiast z czasem najbardziej chętni na kariery i pieniądze będą w miejscach o najlepszym położeniu dla biznesu, a cała reszta z mniejszym parciem na szkło, prawdopodobnie zostanie tam, gdzie się urodziło. W dowolnym kraju także są miejsca bogate i biedne, np. Warszawa kontra wioska w woj. Podlaskim, a mimo to wszyscy nie wyjadą do Warszawy. Żeby ludzie masowo przemieszczali się do Warszawy, musiałyby panować tam inne zasady, np. wyższy socjał. Jeśli zasady są takie same, to do bogatszych regionów ściągają pojedyncze jednostki. Problemy z imigrantami wynikają w głównie z ogromnego socjalizmu, a w drugiej kolejności z głupiego prawa i braku perspektywy kary, bo przecież w Europie za przestępstwa agresor jest głaskany i niańczony, a na koniec trafia do darmowego hotelu, gdzie nic go nie obchodzi. Dla wielu osób z Afryki Europejskie więzienia to świetna kwatera, a nie kara. Kraj o największej ilości imigrantów na świecie, czyli Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie podatki wynoszą blisko 0% i nie ma tam socjalizmu, a prawo ostro karze za patologie, jest w czołówce najbezpieczniejszych i najbogatszych miejsc na świecie. To oznacza, że nie imigranci są problemem, ale jakość ludzi, których przyciąga dany system. Socjalizm przyciąga leniwych i agresywnych, a wolny rynek pracowitych i kulturalnych.

Ostatni z nacjonalistycznych sloganów, jaki zostanie tu skomentowany, co prawda nie pada aż tak często, bo jest używany tylko przez nacjonalistów wolnorynkowych, ale nie ma większego szkodnika, niż szkodnik, który może sprawiać wrażenie racjonalnego. Slogan brzmi tak: „Nie wolno porównywać narodowych-socjalistów do innych nacjonalistów”. Prawda jest jednak taka, że kiedy mówimy o nacjonalizmie i krytykujemy go u dwóch przedstawicieli, z czego jeden jest narodowym-socjalistą, a drugi narodowym-kapitalistą, to nie ma sensu odnosić się do ich poglądów na temat gospodarki, o ile przedmiotem dyskusji jest tylko stosunek do przynależności. Chociaż socjalizm jest odwrotnością kapitalizmu, to narodowy-socjalista i narodowy-kapitalista wciąż mają taki sam stosunek do przynależności. Łatwo pokazać to na przykładzie Dmowskiego i Hitlera. Dmowski to nacjonalista i przeciwnik socjalizmu, a Hitler to narodowy-socjalista. Oto kilka cytatów, które dowodzą skądinąd oczywistej prawdzie, że na płaszczyznę stosunku do przynależności i podziałów, nie mają wpływu poglądy na gospodarkę. Przykładowe cytaty Hitlera brzmią następująco:

„Antysemityzm uzasadnia (…) odrzucenie na tle rasowym tego, co jest z gruntu wrogie wszystkiemu, co niemieckie. Nacjonalizm jest w głównej mierze szczepionką przeciw zarazie, która ogarnęła świat, a antysemityzm niezbędnym środkiem ochronnym”;

„Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni. (…) Umieściłem oddziały SS Totenkopf, dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową.”

Dokładnie takie same bzdury wygadywał Dmowski:

„Hitlerowcy rozumieją, że chcąc zorganizować Niemcy na podstawach narodowych, muszą zniszczyć pozycję Żydów i ich wpływ na społeczeństwo niemieckie.”;

„Gdyby Polska nie miałaby tylu Żydów, nigdy by nie było rozbiorów.”;

„W stosunkach między narodami nie ma słuszności i krzywdy, ale tylko jest siła i słabość.”;

„Jes­tem Po­lakiem – więc mam obo­wiązki pol­skie: są one tym większe i tym sil­niej się do nich poczuwam, im wyższy przed­sta­wiam typ człowieka.”

Jedną z podstawowych wytycznych, żeby choćby rozważać jakąś postawę, aksjomat czy prawo jako mające aspiracje do prawdziwości, jest uniwersalizm i obiektywizm. Oznacza to, że musi ono być tak samo prawdziwe bez względu na czas, miejsce i stan społeczeństwa. Nacjonalizm i większość interpretacji patriotyzmu to poglądy, które każą wyżej stawiać interes danego kolektywu ponad inne, czyli ponad obiektywne i uniwersalne prawa, takie jak ludzkie życie i jego godność, własność prywatna, wolność osobista. Te patologie mogą dziać się zarówno przy dobrowolnej opiece medycznej, ubezpieczeniach czy braku zasiłków, jak i przy przymusowych. Nacjonalizm nie posiada żadnej uniwersalnej zasady, choćby głupiej. Nie jest ani za uniwersalizacją i centralizacją, ani różnorodnością i anarchią. Nacjonalizmowi nie przeszkadza, że Mieszko I podbił i zunifikował wiele różnych kultur, ale gdyby ktoś podbił i zunifikował plemię Mieszka, to już byłoby źle, pomimo, że nacjonaliści nie są w stanie nijak uzasadnić, że pochodzą z plemienia Polan, a nie np. Mazowszan. Nacjonalizm to bezmyślna, bezpodstawna i bezgraniczna obsesja na punkcie jednego z milionów różnych podbojów, tylko dlatego, że akurat skutek tego podboju stał się powszechnie znany w okresie XIX i XX wieku, kiedy to przypadł okres rozwoju technicznego i jego skutków. Jest to równie racjonalne i perspektywiczne, jak „prawo Kalego” z powieści „W pustyni i w puszczy”, które brzmiało: „Jak Kali ukraść komuś krowa, to być dobrze, a jeśli Kalemu ktoś ukraść krowa, to źle”. Nie ma bardziej zwierzęcego i prostackiego poglądu, niż nacjonalizm.

Nacjonaliści lansują się na odważnych katolików, którzy chcą bronić Europy przed Islamem. Niestety, powstaje pytanie, kto obroni Europę i świat przed nacjonalistami? Katolicka Nauka Społeczna zdaje się jest tylko przykrywką dla najważniejszej cechy nacjonalistów, jaką jest nienawiść do innych. Nawet, gdyby uznać, że przejawiają oni jakąś miłość do tworów politycznych, to nie zmienia to faktu, że jakakolwiek miłość do przedmiotów i stanów, nie jest ważniejsza, niż miłość do bliźniego. Nacjonaliści są jak mały pies, który szczeka, jeśli jest za płotem. Są oni bardzo odważni, kiedy idą grupką przez ciemny zaułek, ale kiedy chodzi o odwagę do dyskusji, to ona gdzieś znika. Nacjonaliści są bardziej niereformowalną i niechętną do dyskusji grupą społeczną niż antyklerykałowie i socjaliści. Podczas poważnych dyskusji na temat nacjonalizmu, jedyny argument, jaki się pojawia, to że zbyt duża ilość ludzi nie jest w stanie zrozumieć bzdurności nacjonalizmu, więc lepiej to tolerować, bo inaczej to strata czasu – nie jest to zatem argument jakościowy. Mimo wszystko nie można zgodzić się z takim stanowiskiem, gdyż zrozumienie absurdalności nacjonalizmu jest znacznie łatwiejsze, niż na przykład zrozumienie wadliwości komunizmu. Nacjonaliści to ludzie, którzy przez agresję, perswazję i nienawiść chcą narzucić, czym jest odwaga i moralność, rozumiejąc je jako brutalną siłę i hodowanie swego ego. Człowiek nie ma dążyć do gloryfikacji własnego ego z hedonistycznych pobudek, ale tak ograniczać żądze, aby tryumfowała miłość bliźniego.

Barierą w krytyce makro-hedonistycznych ideologii wyższości jest brak wiary w sukces i brak wiedzy, jak zmienić siłowe podziały polityczne na racjonalne. Z krytyką nacjonalizmu zgadza się w zasadzie każdy rozsądny człowiek, jeśli poświęci się chwilę na przedstawienie najważniejszych absurdów. Jednak potem wraca tzw. „trzeźwe spojrzenie”, że jest jak jest i lepiej skupić się na zwiększaniu korzyści w swoim terytorium. Ten problem wynika głównie z demokracji. Ludzie chcą wszystko na już. Prawda jest taka, że bardzo wiele procesów gospodarczo-politycznych wymaga działań rozłożonych na wiele lat, niektóre nawet wiele dziesięcioleci, a może nawet wiele pokoleń. Osoba nastawiona ideowo nie widzi w tym nic złego, bo w końcu to normalne, ale osoby ideowe nie rządzą w demokracji, więc nawet osoby ideowe nie interesują się poglądami, które potrzebowałyby długoterminowych przemian, bo uważają je za nierealne, właśnie ze względu na realia ciągłości władzy w demokracji. Nie ma co się oszukiwać, że przejście z nieracjonalnych form podziałów na racjonalne to jest plan ekspresowy. To jednak nie zmienia faktu, że świat prędzej czy później będzie ujednolicony, tak jak stało się to z plemionami czy księstwami. Od wieków dokonuje się ujednolicanie odgórne, ale do XX wieku nie wynikało z tego globalne zagrożenie. W bezmyślnym dążeniu do zachowania autonomii, państwa wchodzą w sojusze i stronnictwa, ale ciągle zwiększa się skala zjawiska. Jeśli nic się nie zmieni, to władzę nad światem przejmą ci, którzy pierwsi względnie ujednolicą wystarczającą ilość ludzi, gotowych ulec nacjonalistyczno-rasowej propagandzie, łączącej dane stronnictwo. Wtedy biada przegranej stronie i biada naszej planecie. To jest właśnie powód, dla którego bez względu na szybkość zmian, warto robić wszystko, aby sposób, w jaki świat będzie się ujednolicać był odwrotny. Odwrotny, czyli rozdział władzy publicznej od naszej tożsamości, migracji, praw, itp.

Dzisiejsza technika umożliwia nam dokonanie tej kluczowej zmiany, dzięki której ujednolicenie może dokonać się bez wywyższania, dzielenia, indoktrynowania i subiektywnych przywilejów. Dużo lepszym rozwiązaniem niż utrzymywanie presji do posiadania pełnej autonomi, jest dążenie do wprowadzenia globalnego kapitalizmu przy jednoczesnym wprowadzeniu małych, częściowo autonomicznych księstw, połączonych globalną unią prawną w podstawowych sprawach. Jeżeli nie przeniesiemy walki o pieniądze i wpływy na płaszczyznę czysto gospodarczą, która paradoksalnie przyniesie ludziom korzyści w postaci produktów i usług, to pozostanie ona w sferze, która przynosi ludziom propagandę, ograniczenia mobilności, a czasem nawet ludobójstwo. Kluczowe jest to, aby każdy człowiek był równy prawnie w dowolnym miejscu na świecie, żeby nie było obywatela i imigranta, aby każdy mógł mieszkać, pracować i prowadzić biznes w dowolnym miejscu, a to wszystko na zasadach wolnego rynku, przy jednoczesnym pozostawieniu instytucji władzy publicznej, która dzięki małym terytoriom mogłaby być bezpieczną monarchią pozbawioną ambicji do imperializmu, a przez to stanowić prawo silne, sprawiedliwe i odpowiedzialne, oraz dopasowane do potrzeb danej mikrokultury, która nie wynikałaby z odgórnej propagandy wspomaganej utrudnieniami w poruszaniu, ale z unikatowości danego miejsca w świecie. Różnorodność języków, kultur, stylów i globalny kapitalizm to jest połączenie doskonałe, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że nie stoimy przed wyborem pomiędzy światem państw o dużych, sztucznie ujednoliconych narodach, a jakimś globalnym komunizmem, jak sądzą nacjonaliści. Stoimy przed wyborem pomiędzy globalnym komunizmem, który będzie efektem wygranej wojny totalnej o władzę nad światem, a Konserwatywnym Kosmopolityzmem, opartym o globalny kapitalizm i sieć małych księstw częściowo autonomicznych, uzyskanych na drodze pokojowej decentralizacji i oddzielenia polityki od migracji, tożsamości i gospodarki. Właśnie dlatego warto krytykować nacjonalizm, bo on paradoksalnie nie jest bronią przeciwko globalnemu komunizmowi. Nacjonalizm jest utrwalaniem myślenia rodem z epoki jaskiniowców, kiedy człowiek nie znał wielkości planety i nie starał się racjonalnie nią zarządzać, tylko biegł z dzidą na każdego obcego. Czasy, kiedy polityka przepychanek siłowych była racjonalna skończyły się. Dziś doprowadzać ona będzie do coraz większych stronnictw i w końcu do globalnej, totalnej wojny o całkowitą, despotyczną władzę nad światem.

Przestańmy utożsamiać ze sobą podziały polityczne na zasadzie „nasze-wasze problemy”. Dążmy w każdej sytuacji do prawdy. Każde kłamstwo uderza w jakiegoś bliźniego. Człowiek wychowany w religii Islamskiej jest takim samym bliźnim, jak każdy inny. Bzdury wygadywane przez nienawistnych, zindoktrynowanych nacjo-prawicowych populistów są tak samo prawdziwe, jak ateistyczne dyrdymały, że Św. Inkwizycja to jakiś krwiożerczy potwór mordujący ludzi. Miażdżąca większość Muzułmanów nie ma żadnego związku z morderstwami, a co więcej, wiele krajów Muzułmańskich znacznie przewyższa kulturą prawną obecną Europę, a o systemie gospodarczym nawet nie ma co wspominać. Da się obiektywnie traktować ludzi, da się pokojowo i harmonijnie żyć obok ludzi o innych poglądach. Tylko obiektywne postrzeganie prawdy może nas uchronić w przyszłości przed wojną totalną i tylko takie pojmowanie prawdy stanowi cnotę, a więc jest zgodne z miłością bliźniego. Zakazywanie ludziom uciekania od wojny wywołanej przez fanatyków z sekt, tylko dlatego, że towarzyszą im chamy, wykorzystujące głupie prawo w Europie, jest tak mądre, jak naprawienie komputera młotkiem. Pamiętajmy o tym jako ludzie, bo wszyscy mamy sumienie, ale także jako Katolicy, bo Bóg potwierdza to w swoim nauczaniu. Prawda często stwarza dla nas wyzwanie, ale tylko prawda jest wartościowa. Wygodne kłamstwo nas nie wyzwoli. Wygodnie jest wmówić sobie, że Islam to samo zło i na tej podstawie traktować wszystkich ludzi wychowanych w Islamie, jako „gorszą rasę”, ale jest to głupie i niemoralne. Tak jak przeciętny Katolik jest katolikiem, bo tak został wychowany i ani razu przez całe życie nie zastanawia się, czy może inne ideologie są lepsze, tak też zachowuje się Muzułmanin, Hinduista, Żyd, itd. Nie możemy traktować tych ludzi gorzej, ale nie możemy też utopijnie wierzyć, że prędko nastąpi jakaś sensowna dyskusja pomiędzy religiami, skutkująca ustaleniem, która jest prawdziwa. Obecnie najlepsze państwo świata – czyli Zjednoczone Emiraty Arabskie – pokazuje, że obiektywne traktowanie jest możliwe. Nie tylko jest tam wolnorynkowy kapitalizm i niemal zero podatków, ale jest tam także znienawidzona w Europie monarchia dziedziczna. Choć prawo inspirowane jest Islamską koncepcją moralności, to Emiraty są dużo bardziej katolickim miejscem, niż pozornie Katolicka Europa, która w rzeczywistości jest siedliskiem sodomii, rozpusty, hedonizmu i materializmu. W Emiratach pornografia jest zakazana, prostytucja jest zakazana, za kradzież jest chłosta, a nie umorzenie sprawy ze względu na małą szkodliwość, zaś osoby ze zboczeniami i innymi tego typu przypadłościami muszą zachować je dla siebie, a nie narzucać reszcie społeczeństwa dla własnego ego – więc nacjonalistom powinno się podoboać. W Emiratach jest pełna tolerancja religijna, są tam kościoły Katolickie, jak i miejsca sacrum innych religii. W Emiratach jest najwyższy na świcie współczynnik imigracji. Rdzenni mieszkańcy stanowią mniej niż 20%, są tam najróżniejsze grupy etniczne i religijne, a wszystkim tym grupom żyje się tam bardzo dobrze, właśnie dlatego, że prawo jest stosunkowo obiektywne. Oczywiście nie jest tam idealnie, ale to na ile dobrze tam jest pokazuje, jak dobrze mogłoby funkcjonować uniwersalne podejście w jeszcze lepszym wykonaniu, skoro nawet niedoskonała wersja ma takie skutki.

Islam ani nie powoduje zwiększenia ilości morderstw, ani jego główny nurt nie nakazuje mordowania innych ludzi. Teksty typu „nie każdy Muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin” są równie mądre, co „nie każdy Chrześcijanin był konkwistadorem, ale każdy konkwistador był Chrześcijaninem”. Po prostu w różnych okresach historycznych patologia skupia się w różnych miejscach i ma to swoje przyczyny w innych płaszczyznach, niż przewodnia religia. Morderców można zrobić ze zwolenników każdej ideologii. Ilość morderstw wynika z warunków, w jakich się wychowano, z poziomu propagandy, z przeciętnej inteligencji, z sytuacji ekonomicznej, itd. Nie wynika ani z koloru skóry, ani z religii, ani z używanego języka. Problemy Europy wynikają tylko i wyłącznie z tego, że w kilku krajach jest skrajnie wysoki socjalizm i skrajnie głupie prawo, dzięki któremu agresorowi i rozbójnikowi nic nie grozi, a ofiara nie ma się jak bronić i jeszcze musi martwić, czy aby nie zostanie ukarana za „zbyt ostrą reakcję”, albo coś podobnego. Europa jest obecnie jak jeden wielki napis: „zapraszamy roszczeniowych chamów i nierobów”. Tacy ludzie charakteryzują się tym, że chcą narzucać innym swoją wolę. To nie prawda, że terroryści odpowiadają za modę na imigrację. Zamachów terrorystycznych dokonują wyspecjalizowane jednostki, osoby ubrane w garnitury i latające pierwszą klasą, a nie jacyś rozwrzeszczani chłopi mieszkający w namiotach. Nie jest to również jakaś zorganizowana próba przejęcia Europy. Jeżeli Muzułmanie rzeczywiście rozmnażają się w takim tempie, jak niektórzy twierdzą, to i tak prędzej czy później będą stanowić większość na świecie – nie potrzebują do tego Europy. Poza tym, ewidentnie imigranci chcą żyć tylko w tych krajach, gdzie jest wysoki socjał. Gdyby zależało im na przejęciu Europy, to zaczęliby tam, gdzie jest najwięcej Katolickich ortodoksów, czyli przyjeżdżaliby tutaj oraz do Włoch. Oni tymczasem są tam, gdzie ludzie w ogóle nie są zainteresowani poglądami teistycznymi, zaś daniny publiczne są wysokie. Zwolenników teorii o rozmnażającym się Islamie można pocieszyć tym, że cała Afryka szybko się rozmnaża, a zdecydowana, przytłaczająca większość tego kontynentu to Katolicy.

Przez tzw. „kryzys imigracyjny” nacjonaliści wylansowali się w telewizji jako racjonalni obrońcy cywilizacji, ale to nie ich sukces, ale raczej skutek tego, że wszyscy pro-unijni obrońcy uchodźco-imigrantów są socjalistami, a nie wolnorynkowcami. Gadają oni w zasadzie w kółko jedno i to samo: że unijna solidarność, że „prawa człowieka” (wiele z nich jest niezbyt mądra), itd. Podstawowy warunek dobrego funkcjonowania idei wolnych granic  jest taki, że należy zlikwidować socjalizm. Wtedy znaczna większość tych problematycznych ludzi by nie emigrowała. Przyjeżdżaliby tylko Ci, którzy chcą normalnie żyć i pracować na siebie, bo w ich rodzimym miejscu panuje durna wojna – paradoksalnie wywołana właśnie tym, że sekty islamskie zachowują się dokładnie tak samo jak nacjonaliści, czyli zbrojny imperializm. Oczywiście nikt tego nie powie, bo wytłumaczenie większości ludzi, że socjalizm jest głupi, byłoby samobójstwem politycznym. Kolejny bardzo ważny argument, to kwestia przyczyn istnienia terroryzmu – o tym też się nie słyszy. Każdy rozgarnięty człowiek, poza stwierdzaniem danego stanu, pyta o jego przyczyny. Przyczyną istnienia fanatyzmu jest istnienie miejsc, gdzie w biedzie, odcięciu od świata i zamknięciu można kłaść ludziom do głowy dowolne bzdury. Bogatsze i wielokulturowe miejsca, takie jak Emiraty, Bahrajn czy Kuwejt nie są fanatyczne, a w zapyziałym Iraku rodzi się większość idiotyzmów typu Państwo Islamskie czy Al Kaida. Ludzie nie rodzą się i nie wymyślają sobie: o, a może zostanę terrorystą-samobójcą?! To wynik wychowywania w miejscu, gdzie nie ma od tego ucieczki. Tylko możliwość opuszczania głupich miejsc pozbawi organizujących przedsięwzięcia typu Al Kaida czy Państwo Islamskie możliwości bezgranicznego werbowania ludzi na dużą skalę. Historia uczy, że statystyczny człowiek jest tylko marionetką, trybem systemu. Widać to dobrze po czasach dzisiejszych, ale historia jeszcze lepiej pokazała to chociażby na przykładzie III Rzeszy. Nie można traktować ludzi jak podludzi, tylko dlatego, że z uwagi na znacznie gorsze warunki, jakie ich w dużej mierze wychowały, są oni trudniejszym obywatelem. Rozwiązaniem problemów w tym wymiarze jest przywrócenie prawa do posiadania broni, prawa do skutecznej obrony swojego mienia i ciała, a także wprowadzenie prawnego przymusu odpracowywania szkód, których się dokonało. Te trzy proste zabiegi momentalnie przywróciłyby porządek, a jednak obrońcy wolnych granic w ogóle o nich nie mówią. Ich retoryka sprowadza się do udawania, że obecna polityka socjalizmu i ogólnego wywrócenia wszystkiego do góry nogami jest zupełnie przystosowana do otwartych granic, co jest bzdurą.

Władza, która nie radzi sobie z obywatelami, jeśli nie są oni „łatwi”, pokazuje tylko, że jest bardzo słaba. Dobra władza tak zarządza, że prawo jest sprawiedliwe i przestrzegane. Władza nie jest od wybierania sobie obywateli, tylko do wypełniania konkretnych, ściśle określonych funkcji. Dzisiejsi modni obrońcy wolnych granic chcą mieć ciastko i zjeść ciastko. Nie chcą realnie dostosować prawa do otwartych granic, likwidując socjalizm, przywracając ostre sankcje za naruszenie mienia, itd. Przez to do władzy dochodzą nacjonaliści, którzy chcą schować problem słabych rządów pod dywan za pomocą usunięcia imigrantów. Szkoda, bo imigranci są bardzo dobrym „papierkiem lakmusowym” dla rządów. To oni pokazali, jak beznadziejnie sprawdza się obecna socjaldemokracja. Usunięcie ich sprawi, że problemy z nimi chwilowo znikną, ale idiotyczna socjaldemokracja zostanie i wciąż będzie indoktrynować nas tak, abyśmy byli bez poglądów, bez ambicji, bez pieniędzy i bez rozumu. Nie można się nie zgodzić, że udający ślepych, unijni socjaliści, wypadają aktualnie naprawdę kiepsko przy pozornie realnej ocenie nacjonalistów. Imigranci robią burdy, a polityka głaskania ich po głowie się nie sprawdza. Nie mniej jednak, nie zmienia to faktu, że ani jedno, ani drugie, nie jest dobrym rozwiązaniem. Utrwalanie nic nie wartych, nie mających żadnego znaczenia podziałów średniowiecznych, oraz trzymanie biednych ludzi w strefie wojny i zagrożenia propagandą sekciarską, jest proszeniem się o rozwój terroryzmu i nienawiści. Do przeprowadzenia ataku terrorystycznego nie jest potrzebna masa imigrantów, tylko kilka wykwalifikowanych osób, a świetnym miejscem do szkolenia takich ludzi są zamknięte tereny odcięte od globalnego obiegu informacji, gdzie ludzie są bezbronni wobec wyszkolonych i charyzmatycznych propagatorów fanatyzmu.

Podsumowując, każdy człowiek ma prawo naturalne, lub jak kto woli Boskie, do bycia człowiekiem wolnym, nietkwiącym w systemie państwowym. Żadne gadanie, że kraj to jakaś wielka rodzina, która musi się wspierać nie ma sensu. Znajomi i rodzina to realne związki, a cała reszta to po prostu obcy. Na tym polega rozwój i pisanie historii, że wszystko kiedyś było nowe, a z czasem jest stare – także rodzaje i przyczyny podziałów politycznych. Pewni ludzie zawsze protestowali przeciwko rozwojowi, choć przyznać trzeba, że rozwój nie zawsze mógł być tak pokojowy, jaki może być dzisiaj. Czy nacjonaliści naprawdę do końca świata mają zamiar zachwycać się spadami po średniowiecznych podziałach? Przez te absurdalne, przestarzałe podziały tworzą niesprawiedliwe nierówności. Nie te normalne, które są wynikiem woli człowieka, ale takie, przez które jedni rodzą się w bagnie i nic nie mogą z tym zrobić, a inni rodzą się w jakiejś „rasie panów” i całe życie mogą być najgorszymi kretynami, a i tak będą żyć jak królowie. Czas skończyć z tym wariactwem! Właściwą techniką racjonalizacji podziałów politycznych jest Konserwatywny Kosmopolityzm, który przerzuca płaszczyznę walki o pieniądze i władzę na rynek, a władzy publicznej pozostawia prawodawstwo i służby porządku, przez co ludzie żyć będą w ładzie prawnym i globalnym kapitalizmie. W innym wypadku nacjonalizm zawsze będzie wspierał interesy jakiegoś stronnictwa, które musi doprowadzić do wojny totalnej o władzę nad światem, bo taka jest żądza i cel czołowych polityków. Wszyscy, którzy są nacjonalistami, bo boją się globalnego komunizmu, niech przejrzą na oczy i zrozumieją, co naprawdę zbliża nas do niego. Nie rezygnacja z pełnej autonomii i dążenie do uniwersalizmu, ale właśnie obsesyjna chęć autonomii i dominacji tworów politycznych nad ludzką tożsamością, migracją i pracą. Gdy nienaturalnie duża ilość ujednoliconych i zindoktrynowanych do bycia „niemcami”, „polakami” czy „europejczykami”, lub co gorsza „białymi” i „czarnymi”, byłaby skupiona w rękach niewielkiej grupy ludzi, to siedzimy na bombie.  Bezsensowne uprzedzenie do „gorszych obcych” trzeba odrzucić, a zacząć traktować wszystkich obcych ludzi indywidualnie i sprawiedliwie. Nikt z nas nie chciałby mieć przypisanych stereotypów ze względu na cudze zbrodnie, więc sami nie twórzmy ich na temat innych, bo w ten sposób dowodzimy tylko, że jesteśmy marionetkami w rękach propagatorów nienawiści.