TU KONSERWATZYM PRZESTAJE BYĆ UWSTECZNIAJĄCY…

Wolność praktyczna

Wśród ludzi zainteresowanych filozofią czy polityką, bardzo często omawianym pojęciem jest wolność. Niestety, rzadko mowa jest o tym, czy przedmiotem zainteresowania jest wolność teoretyczna, czy wolność praktyczna, czy może jeszcze inna koncepcja. Czym jest wolność? Patrząc z punktu widzenia metafizyki, wolność jest bytem przygodnym, a jego substancją jest możność do samo stanowionej wariacji. Aksjologicznie, wolność nie jest wartością samą w sobie, czyli nie jest wartością moralną, bo jest jedynie dla niej fundamentem, lecz w pewnych uwarunkowaniach walkę o wolność można zaliczyć jako wartość moralną. Jak wszystko, co nie należy do zbioru wartości najwyższych, wolność ma swoje ograniczenia. Wykraczając poza optimum wolności, otrzymujemy samowolę, czyli sytuację w której szeroko zakrojone działania jednostki ingerują w wolność drugiej jednostki. Najczęstsza droga niszczenia wolności przez samowolę jednostek prowadzi przez degradację wartości moralnych. Wnioskując z tego, należy stwierdzić, że wolność jest właściwa wtedy, kiedy daje maksymalną możliwość wyborów nie niszcząc przy tym zdolności do właściwej oceny rzeczywistości, czyli aby nie niszczyć ładu społecznego, który powinien być nastawiony na moralność.

Istnienie wolności w skali najbardziej fundamentalnej skutkuje istnieniem tak zwanej „wolnej woli”, która jest przeciwieństwem determinizmu. Wolność woli mamy zawsze, bez względu na kulturę czy też miejsce przebywania. Nawet w więzieniu mamy wolność woli. Aby wolność woli się nie marnowała, osoby odpowiedzialne za prawodawstwo muszą zapewnić wolność słowa, poglądów i czynów. Jeśli chodzi o wolność słowa i poglądów, to ograniczenia będą wynikać z przyjętego etosu etycznego. Można wyróżnić dwie podstawowe koncepcje wolności: dążenie do ukazania wszystkich możliwości lub jasne wskazywanie, czym prawo było inspirowane, lecz pozostawienie prywatnych opinii w spokoju, o ile nie kolidują z prawem. Brakiem wolności w tej płaszczyźnie jest zakazywanie poglądów innych, niż jakieś nakazane. Drugą płaszczyzną jest wolność czynu. Ilość tej wolności zależy od właściwej oceny, które z czynów nie tylko nie są sprzeczne z wolnością słowa i poglądów, ale także które nie godzą w wolność innych ludzi. Najbardziej fundamentalne dla człowieka wartości zazwyczaj wszędzie są chronione przez prawo. Stąd zakaz mordowania czy okradania istnieje niemal wszędzie.

Dziś bardzo popularne jest promowanie tzw. laickości moralnej, wedle której każdy człowiek powinien poznać wszystkie możliwości i samemu wybrać właściwą. Niestety, przyzwolenie na swojego rodzaju „anarchię” na płaszczyźnie kreowania moralności doprowadza do tego, że moralne standardy wyznaczają podmioty nastawione na zysk, a zysk jak wiadomo, najlepiej generuje promowanie patologii, gdyż jest dodatkowym względem normalności rynkiem zbytu, który dodatkowo uzależnia „klientów”. Największe interesy dzisiejszego świata opierają się na patologiach (narkotyki, porno, alkohol, itd.). Świat skonstruowany jest tak, że każdy człowiek, na każdym stanowisku staje przed wyborami moralnymi, władza także. Rezygnacja z pewnej odpowiedzialności również jest decyzją. Decyzją łatwą i niewiele wartą. Wszystkie techniki sprawowania władzy mają swoich lepszych i gorszych przedstawicieli, bo efekt działania czegokolwiek jest uzależniony od moralności podmiotów, które go tworzą. Poszczególne sposoby sprawowania władzy mogą się różnić jedynie sprawnością, czyli efektywnością we wprowadzaniu dyrektyw dobrego, czy złego pomyślunku. Z pozornej chęci do wolności i obiektywności robi się kultura materializmu i hedonizmu, sprzeczna z piramidą wartości. Tak więc, aby wolność mogła się w istocie rozwijać, rządzący powinni spełniać swój obowiązek, jakim jest pilnowanie schematu moralnego i kultury, która przedstawia prawdziwy obraz rzeczywistości. Jeśli tego nie uczynią, w trzeźwi świadomości statystycznego człowieka nie będzie możliwe dokonywanie wolnych wyborów, gdyż będą spaczone propagandą. Nie wybierze taki człowiek w sposób wolny, czy dobrem jest np. przygodny stosunek seksualny, czy też nie, bo kultura napędzana zyskiem zindoktrynuje go, że każda forma współżycia jest dobra, aby ktoś zarobił pieniądze np. na antykoncepcji. Jest oczywiście jeszcze możliwość zakazywania poglądów innych, niż „promowane”, jednak w tym przypadku dokonuje się przerost formy nad treścią, gdyż funkcjonowanie jakichś jednostek organizacji i zarządzania społeczeństwem jest działaniem koniecznym, a nie celowościowym. Celem życia człowieka nie jest bycie pachołkiem do tworzenia mocarstwa. Jednostka organizacyjna ma zapewnić na tyle dobrego schematu, aby społeczeństwo mogło funkcjonować normalnie, czyli interpretować rzeczywistość w taki sposób, jaki jest prawdziwy, a nie w sposób spaczony. Można by tu wiele analiz dopisać, jednak stosując pewien skrót myślowy, warto zainspirować się tym, co mamy w skali mikro. Każdy człowiek ma sumienie, które pokazuje mu, co jest dobre, a co złe i daje do zrozumienia, że dobre jest dobre. Cała reszta zależy od nas (pomijając stopień determinizmu przy podejmowaniu decyzji, bo sumienie jest dostosowane do możliwości każdego człowieka w każdej sytuacji). Warto zauważyć, że logiczne analizy doprowadzają nas do podobnego wniosku w skali makro, czyli aby mieć możliwość wiedzy, co jest dobre i prawdziwe, ale aby mieć wolność, co do samego działania, aby miało ono jak najwięcej wartości. Bez sumienia bylibyśmy tylko samoświadomymi zwierzętami, bez godności i moralności. Tak samo przy zarządzaniu bez schematu moralnego społeczeństwo staje się wegetującymi zwierzakami, które chcą się najeść, napić i przedłużyć gatunek, a przy tym dać trochę zarobić innym.

Zakładając, że prawo dobrze kształtuje kulturę i nie pozwala na antykoncepcję, pornografię, aborcję i wiele, wiele innych, pozostaje kwestia podatków i świadczeń, które są z nich finansowane. Podstawowym systemem gospodarczym ograniczającym wolność jest socjalizm. Nieco ostrzejszym – komunizm. Komunizmem nie ma sensu się zajmować, bo w zasadzie nie mamy z nim aż tak do czynienia, a z socjalizmem bez przerwy. Socjalizm jest to system, w którym jednostka organizacyjna pobiera przymusowe opłaty w zamian dając usługi, czy jak kto woli, świadczenia. Usługi takie są monopolistyczne, a więc drogie i kiepskie, ale co ważniejsze, nie mamy możliwości ich wyboru. Najczęściej w popularnym dyskursie określa się je jako „darmowe”, co leży w interesie władzy. Z punktu widzenia logiki i piramidy wartości, wolność należy ograniczać o tyle, o ile mówiąc skrótowo „trzeba”. W przypadku podatków trzeba o tyle, aby utrzymać pokój i porządek na administrowanym terenie. Nie ma złego wpływu na społeczeństwo, jak na rynku będą np. różne firmy farmaceutyczne, w porównaniu do sytuacji, gdzie byłaby jedna, monopolowa. Ma za to pozytywny wpływ na społeczeństwo, kiedy każdy otrzyma zarobione przez siebie pieniądze i samodzielnie zainteresuje się tematem własnego zdrowia. Co więcej będzie o wiele taniej i efektywniej. Tak samo w każdej innej dziedzinie, poza fundamentalnymi dla utrzymania się władzy. Niestety, dziś w europie socjalizm obejmuje: szkolnictwo, medycynę, sport, sądownictwo, służby porządku, drogownictwo, ubezpieczenia i oszczędności, energetykę, górnictwo i parę innych gałęzi gospodarki w przytłaczającej skali, więc trudno nie nazwać tego silnym, bezsensownym ograniczaniem wolności. Wiele gałęzi jest też socjalistyczne w mniejszym, ale wciąż dużym stopniu, np. bankowość, budownictwo, transport, gry losowe czy media. Socjalizm jest przydatnym atrybutem władzy demokratycznej, gdyż potrzebuje ona kontroli nad ludem, którego nie ma z urzędu, jak byłoby to przy władzy monarszej, gdzie wystarczy po prostu utrzymać porządek. Ogłupianie, okradanie i zmuszanie do czegoś, nie jest jakąkolwiek funkcją logiczną i nie ma związku z jakimkolwiek obiektywnym sensem. Jest zwyczajnie sposobem na obejście demokracji, która w zasadzie nie pozwala rządzić, a jedynie spełniać dyktaturę ludu, więc najbardziej rządne władzy jednostki już dawno wymyśliły sposób, jak można sprawić, aby ludzie myśleli, że rządzą, a byli pod wpływem propagandy.

Niestety, tak długo, jak będzie panować socjalizm, typowa lewica będzie promować swoją koncepcję wolności, czyli tzw. „wolność do”. Polega ona na tym, że władza wybiera, do czego ludzie powinni mieć wolność i przymusowo ściąga na te cele pieniądze, nazywając te świadczenia „darmowymi”. Wad takiego rozwiązania jest mnóstwo. Wolność jest narzucana przymusowo, a finansowana za skradzione pieniądze. Profil moralny takiego działania jest różny u różnych władz, bo nigdy nie wiadomo, „do czego” wolność ludzie mają mieć, według danej władzy. Jak będą to ateiści, to będzie wolność do mordowania dzieci, a jak będą Katolicy, to będzie wolność do lekcji religii czy dofinansowania wielodzietnych rodzin. Tak czy owak, ta koncepcja wolności godzi w godność człowieka i opiera się o przymus, więc w konsekwencji jest to raczej zła interpretacja wolności.

Kolejna, znana koncepcja wolności, to ta typowo prawicowa, a obecnie też nacjonalistyczna. Ta koncepcja polega na dążeniu do niepodległości terytorialnej. Ma ona najbogatszą historię, bo przez długie wieki podbici ludzie stawali się sługami, często nawet niewolnikami, a zwycięzcy byli wolni. Mało kto w ogóle brał pod uwagę sytuację, w której dominujący podmiot władzy publicznej nie poniża podbitego terenu w żaden sposób. Było to niejako oczywiste i głównie po to toczono wojny. Jeszcze w czasach PRL-u słowo wolność było najczęściej używane nie w kontekście wszelkiej osobistej czy gospodarczej swobody, a właśnie w odniesieniu do rzekomego agresora i okupanta, czyli Związku Radzieckiego. Istotność tej koncepcji wolności spada wraz z rozwojem technicznym. Coraz rzadsze są w cywilizowanym świecie przypadki, kiedy mniejszości etniczne, religijne czy jakiekolwiek inne wynikające z pochodzenia, są przedmiotem niższego traktowania z punktu widzenia prawa. Dzięki rozwojowi techniki stoimy przed faktem, że mamy świadomość skończoności dóbr i znamy ich ilość. Dobrem jest nasza planeta, przez co nie ma sensu bezmyślnie tłuc się o wolność, ale dojrzeć do tego, aby wprowadzić sprawiedliwe zasady pokojowego i cywilizowanego korzystania z niej. Dojrzałe podejście do tematu generuje wnioski, że władza publiczna musi przestać zajmować się migracją, hodowaniem nas w zamkniętych „gettach” oraz udawaniem, że walczą o naszą wolność, gdyż wolność może dać tylko i wyłącznie globalne porozumienie. Czasy sensowności walki o wolność, rozumianej jako niepodległość wobec innych podmiotów władzy publicznej minęły. Nie ma znaczenia, jak nazywa się dane terytorium, nie ma też potrzeby, aby było w pełni niepodległe, czyli w pełni autonomiczne. Władze powinny dążyć do ograniczania swojej autonomii na rzecz porozumienia, bo to daje stabilność, a potem decentralizacji obecnych państw, gdyż są one znacznie większe, niż optimum do efektywnego zarządzania. Władza publiczna musi zredukować się do pragmatycznej instytucji spełniającej dwie prozaiczne funkcje: ład oraz bezpieczeństwo i przestać wciskać ludziom „kit” o urojonych wartościach związanych z post-średniowiecznymi podbojami, nie mającymi dzisiaj żadnego znaczenia.

Dwie powyższe koncepcje wolności są dzisiaj najbardziej popularne. Coraz większe zainteresowanie wzbudza jednak coś, co można by określić jako maksymalizację samowoli, lub wolność teoretyczną. Wolność teoretyczna, jest to taki stan zależności, gdzie przewodnią wytyczną i celem jest obdarzenie jednostki największą możliwą samowolą decydowania, natomiast sam wynik tej wolności w postaci funkcjonowania społeczeństwa, jest już rzeczą wtórną. Podobną, choć w pewnym sensie przeciwstawną koncepcją jest wolność praktyczna. Aby ją otrzymać, w oparciu o rozmaite dziedziny wiedzy, między innymi socjologię czy etykę, stwierdzamy jak działa społeczeństwo, jakie skutki mają określone aksjomaty prawne i na tych podstawach decydujemy, które zakazy są potrzebne, aby społeczeństwo w sposób bezkolizyjny i stabilny mogło funkcjonować, oferując każdej jednostce jak najwięcej do wyboru.

Najbardziej ortodoksyjnymi zwolennikami wolności teoretycznej są anarcho-kapitaliści. Opierają ją oni na tzw. aksjomacie o nieagresji. Jego rozwinięciem jest prawo do własności prywatnej, które obok prawa do nietykalności cielesnej, są nadrzędnymi i niemal jedynymi prawami. Taka anarchia kapitalistyczna w teorii ma trzymać się na interesach i moralności poszczególnych ludzi, którzy są w stanie zapanować nad tymi złymi, korzystając z faktu, że żadne rządy czy inne odgórne organizacje nimi nie rozporządzają. Anarcho-kapitalizm uznaje tylko jeden czyn za patologię. Jest to tzw. „agresja”, czyli naruszenie własności – bez względu, czy chodzi o cielesność, czy majątek. Całą resztą ma sterować kapitalizm. Z pewnością w teorii jest to system, który daje najwięcej samowoli. Niestety nigdy w historii coś takiego jak anarchia się nie utrzymało. Owszem, możemy w imię teoretycznej wolności chcieć coś takiego wprowadzić, ale skończy się to tylko i wyłącznie realną władzą najbogatszych. Władza jest dobra wtedy, jeśli jest niezawisła i silna – czyli nie musi się płaszczyć przed ludem, ani być protegowana przez najbogatszych. W anarchii kapitalistycznej władza byłaby jednak tożsama z najbogatszymi, więc jej jedynym interesem byłoby terroryzowanie ludności i zmuszanie do korzyści finansowych. Anarchiści zapominają, że w każdym systemie panują takie reguły, za jakimi stoją najsilniejsze podmioty – a nie takie, jakie oni by sobie życzyli. Błąd anarcho-kapitalizmu polega na tym, że nie uwzględnia dysproporcji pomiędzy przeciętnym człowiekiem, który ani nie potrafi samodzielnie tworzyć poglądów i jest tylko produktem systemu, ani nie jest w stanie bronić się przed masową agresją. W najlepszym wypadku postacie wybitne w dziedzinach organizacji, wywierana nacisku i szerzenia propagandy z łatwością wmówią ludziom, że życie nie ma sensu, warto oddawać się przyjemnościom, co błyskawicznie wywoła masowe uzależnienia oraz zadłużenia. Ludzie będą więźniami właścicieli korporacji zajmujących się narkotykami, prostytutkami, lichwą i z czasem posiadającymi bojówki, służące legalnemu zastraszaniu ludzi, chcących wywołać bunt. To wszystko można zupełnie legalnie zorganizować na bazie aksjomatu o formalnej „nieagresji”. Na papierze będzie pełna samowola, zaś w praktyce będzie pełna podległość propagandzie, zniewolenie świadomości, kult hedonizmu i bezsilność, a najpewniej po prostu pełna podległość wobec garstki najbogatszych ludzi z uwagi na ich przewagę militarną. W sytuacji monopolu na służby porządku finansowane przez wszystkich ludzi nie można tworzyć prywatnych armii, więc wszyscy podlegają jednym zasadom prawnym, za którymi stoją te służby. Kiedy likwidujemy monopol, z automatu zasady dyktują najbogatsi, a nie ma pewności, czy będą interesowały ich jakiekolwiek aksjomaty.

Najdoskonalsza koncepcja wolności, to koncepcja wolności praktycznej. Jest ona oparta o piramidę wartości oraz zasadę, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Celem praktycznej wolności jest stworzenie takiego systemu, którego efektem będzie danie ludziom maksymalnie obiektywnego postrzegania świata, oraz możliwie jak najszerszego wachlarza możliwości. Żeby wyjść od jakiegoś stanu, można w uproszczeniu powiedzieć, że koncepcja realnej wolności jest wprowadzeniem uszczelnień do koncepcji pełnej samowoli. Anarchiczna koncepcja potrzebuje udoskonalenia na dwóch płaszczyznach: bezpieczeństwa i ładu. Aby było bezpieczeństwo, należy pozostawić instytucję władzy publicznej, której zadaniem byłoby organizować monopolistyczne siły porządku publicznego, które zapewnią przewagę interesu nas wszystkich nad despotycznym interesem najbogatszych. Dzięki zbieraniu pieniędzy od każdego człowieka, władza publiczna jest w stanie zablokować despotyczne interesy najbogatszych podmiotów. Choć przymusowa zbiórka, jaką jest podatek, jest kradzieżą, to jednak piramida wartości dopuszcza wyjątki, jeżeli mamy do czynienia z sytuacją, kiedy nakładają się dwie normy moralne i trzeba złamać mniej ważną, aby podtrzymać ważniejszą. Kradzież na służby początku publicznego jest mniejszym złem, niż przyzwolenie na wyzysk oraz być może nawet totalitarne i krwawe rządy, jeśli zdecydowałyby się złamać aksjomat o nieagresji z uwagi na swoją siłę. Druga sprawa to zapewnienie ludziom wolności od patologii, oraz pogodzenie tego z prawem do szkodzenia sobie, oraz osobom, które się na to godzą. Najlepszą zasadą jest tutaj: chcącemu nie dzieje się krzywda. W anarchicznym modelu, gdzie za godzenie w wolność uznaje się tylko kradzież lub atak cielesny, nieustanne nagabywanie do patologii jest całkowicie legalne, więc przeciętna osoba postronna nie jest w stanie uchronić się przed propagandą, a zatem dzieje się jej krzywda wbrew woli. Biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do norm kulturowych, takich jak tradycje, język, architektura czy ubiór, normy moralne są całkowicie obiektywną płaszczyzną, wystarczy postulować, aby prawo zakazywało jednoznacznych patologii. Choć oczywiście na świecie jest mnóstwo ideologii, są one w wielu sprawach sprzeczne i nie prędko się pojednają, to ważniejszą sprawą jest pozostawienie ludziom chociaż tych niedoskonałych koncepcji ładu i moralności, niż przyzwolenie na anarchię na tej płaszczyźnie. Mitem jest, że ludzie nagle zaczną samodzielnie tworzyć poglądy. Anarchizm chcąc-nie chcąc przyjmuje ateistyczną koncepcję moralności. Anarchizm stawia na maksymalizację samowoli, a ateizm przez brak obiektywnego celu i sensu życia, neguje moralność, jako konieczną, więc efekt jest ten sam: róbta, co chceta. Niestety w konsekwencji do takiego umywania rąk, najzwyczajniej naczelnym interesem rynku stanie się uzależnienie wszystkich od najpodlejszych patologii, a przewodnią ideologią stanie się materializm i hedonizm, propagandowo tłumaczony uproszczonym ateizmem. Oczywiście prawo nie powinno zakazywać żadnych poglądów, natomiast powinno ograniczać rynek o to, co uchodzi za jednoznaczną patologię według ideologii, którą władza uzna jako prawdziwą. W kwestii na przykład pożyczek, w przypadku Islamu będzie nią kredyt konsumpcyjny, a w chrześcijaństwie będzie nią lichwa. Nie da się zaprzeczyć, że dzięki temu, że zakaz pożyczek konsumpcyjnych ma cały czas miejsce w krajach Islamu, to ominął je kryzys ekonomiczny. Jak widać nawet z nieprawdziwej religii płynie większa mądrość, niż z chciwości ludzi, którzy nie mają skrupułów aby wykorzystywać wolny rynek do patologii. Rzecz jasna zakaz musi oznaczać tylko i wyłącznie to, że każdy człowiek ma prawo zgłosić przypadek patologii, jeśli jest jej świadkiem. Wtedy okaże się, kto skutecznie zachowuje patologie dla siebie i wtajemniczonych, a komu to nie wychodzi. Dzięki temu to nie patologia jest w prawie i to nie normalny człowiek musi się głowić, jak się przed nią ustrzec, lecz normalny człowiek jest w prawie, a fani patologii muszą zadbać, aby żadnemu postronnemu nie działa się krzywda. Rzecz jasna władze publiczne nie mogą ani ścigać patologii z urzędu, bo ich występowanie mają oddolnie kontrolować ludzie, ani nie powinny zakazywać tego, co tylko potencjalnie może prowadzić do patologii, jak np. posiadanie ziół, które można użyć zarówno do narkotyzowania, jak i do innych celów. Dzięki tym udoskonaleniom, chronimy potencjalnie obiektywną wizję rzeczywistości, czyli dajemy wolne od zniewolenia patologiami postrzeganie świata, przez co otrzymujemy maksymalnie szeroki wachlarz wyboru. I o to chodzi.

Trzeba patrzeć trzeźwo na rzeczywistość i stwierdzić, że dążenie do władzy jest integralną częścią człowieczeństwa, więc nie należy z tym walczyć, tylko dążyć do okiełznania tej cechy i zrobienia z niej zalety. Interesów bezpieczeństwa publicznego ludu nie da się inaczej załatwić, jak tylko poprzez ściągnięcie podatków na służby porządku, przy jednoczesnej delegalizacji prywatnych armii. Nie ma najlepszego sposobu sprawowania władzy, bo wynikają one raczej z sytuacji; są efektem pewnych okoliczności i dynamicznie się zmieniają. Nie mniej jednak, najskuteczniejszym sposobem sprawowania władzy, jest silna, scentralizowana władza. Pierwszą płaszczyzną, gdzie możemy nieco ujarzmić zapędy statystycznego zarządcy, jest płaszczyzna makro, czyli konkretnie stan podziałów na świecie. Wielkie wojny dzieją się przez wielkie, zindoktrynowane, jednolite społeczeństwa. Będąc w „towarzystwie” takiego, siłą rzeczy, mniejsze społeczności muszą się łączyć, czy to dobrowolnie, czy też przymusowo, kiedy zrobi to jakaś silna jednostka. Ważny jest zatem podobny rozmiar jednostek, a jeszcze ważniejsza ich wielkość – czyli aby były małe – bo wtedy rozmach potencjalnych działań władzy będzie mniejszy. Kolejna płaszczyzna to psychologia. Wiadome jest, że człowiek mając do czynienia z drugim człowiekiem, będzie się lepiej do niego odnosił, niż do jakiegokolwiek bezosobowego tworu, zwanego „społeczeństwem”. Tę zależność potwierdzają wszelkie przykłady, od wielkich do bzdurnych. Widać to zarówno po nieekonomiczności socjalizmu, gdzie zatrudnia nas „państwo”, a nie „pan prezes”, jak również np. po mniejszych wyrzutach sumienia gówniarzy okradających duże sieci sklepów, względem okradających ich osiedlowe odpowiedniki, gdzie potencjalną okradzioną jest „pani Krysia”, a nie „sieć”. To kolejna wskazówka, że potrzebne są bardzo małe jednostki częściowo autonomiczne, gdzie zarządca ma jakiekolwiek, ale realne, personalne związki z podporządkowaną mu ludnością. Aby rozwiązać paradoks nieprzewidywalności władzy absolutnej i nieudolności władzy ludowej (np. demokratycznej), należy postulować nieimperialne i nie w pełni autonomiczne jednostki zarządu publicznego, jak również o wiele mniejsze, niż większość obecnych. Zarządcy powinni dążyć do porozumienia na tle gospodarczym (ten sam model gospodarki – najlepiej kapitalizm wolnorynkowy), wolności migracji, pracy, itp. (brak ograniczania w jakikolwiek sposób przemierzania dowolnych granic oraz utrudniania pracy czy zamieszkania), przy jednoczesnej silnej władzy pod kątem utrzymania porządku i minimalnej, niezbędnej administracji. W takim układzie zarządcy tracą możliwości imperialistyczne, a także propagandę nacjonalistyczną, dzięki którym ich ambicje mogłyby iść w konkurowanie z innymi przedstawicielami władzy. Władza ma spełniać funkcje dla ludzi, a nie ich indoktrynować i ograniczać, a żeby tak było musi być silna, niezależna od najbogatszych, ale i stabilna politycznie przez powiązania z innymi sąsiadami. To daje realną wolność, gdzie chociaż musimy być odgórnie zmuszani do opłacania służb porządku i innych, tego typu postanowień dotyczących utrzymania ładu, to jednak zyskujemy dużo więcej realnej wolności.

Władza absolutna jest najbardziej opanowana w warunkach Konserwatywnego Kosmopolityzmu, kiedy kieruje małym terytorium, pozbawionym pełnej autonomii, konkurując prestiżem z innymi małymi, będąc przez to bezpieczną. Społeczeństwo potrzebuje czegoś takiego jak kultura i moralność. O ile w kontekście anarchii mamy stosunkowo mało zwolenników, o tyle na płaszczyźnie anarchii, ale tylko moralnej – zwanej liberalizmem moralnym, jest ich o wiele, wiele więcej. Ludzie z etosu kultury judeochrześcijańskiej myślą, że wystarczy zostawić społeczeństwo w spokoju i samo sobie stworzy neutralną kulturę, ale to jest utopia – utopia wynikająca z tego, że sami jeszcze jesteśmy ukształtowani dobrą kulturą. Tak naprawdę, nigdy nie było czegoś takiego i nie widzieliśmy skutków tej utopii. Owszem, były kultury laickie, ale tylko wśród prostych ludów albo z jakichś przyczyn ograniczone. Nawet wśród nich zawsze wymyślano bożka i jakaś tam mikrokultura się tworzyła, ktoś tam jej pilnował, itd. Dzisiaj, przy potencjalnym zastosowaniu kapitalizmu, stałoby się coś, czego świat jak dotąd nie zna i lepiej, żeby nie poznał. Władzę nad moralnością, a może nawet całkowitą władzę publiczną, przejęłyby firmy, które oferowałyby usługi i produkty z branż typowo patologicznych – porno, narkotyki, domy publiczne, lichwa, itd. Te firmy miałyby tak ogromny monopol nad ludzkimi myślami, że w niedługim czasie ludzie moralni byliby prześladowanymi dziwakami, muszącymi się ukrywać – niemającymi się do czego, ani do kogo odwołać. Już dzisiaj widać pewne tendencje tego typu, bo w sferze moralnej, obecne socjaldemokratyczne władze są bliskie anarchii, ale jednak zależy im, żeby ludzie funkcjonowali na tyle normalnie, żeby mogli pracować, bo z pracowania jest podatek dochodowy, więc całkiem z normalności zrezygnować nie mogą – nie opłaca im się. Czy to się komuś podoba, czy nie, prawo musi zakazywać patologii. Patologia ma te same zdolności do bycia opium dla ludu, co rozmaite religie czy inne ideologie np. faszyzm. Ma jednak jedną, zasadniczą przewagę przy propagowaniu: uzależnia fizycznie. Patologia daje puste przyjemności i dorabia do tego ideologię (ateistyczną – okrojoną o niektóre konsekwencje, takie jak determinizm, żeby wyglądało to miło), co czyni ją najskuteczniejszym opium. Właśnie dlatego jest tak promowana.

Statystyczny człowiek jest tylko marionetką, wytworem propagandy. Nie jest tak, jak mówi wielu, że trzeba zostawić wolną furtkę – to jest właśnie utopia. Każdą wolną furtkę wykorzystają cwaniacy, którzy na czyjejś krzywdzie zechcą zarobić. Sfera ideologiczna różni się od wszystkich tych, które może obsługiwać wolny rynek, bo akcenty są odwrotnie rozłożone – tutaj nie mają znaczenia subiektywne postrzegania i uwarunkowania, np. talenty, gusta, doświadczenia, itd. Prawda moralna obowiązuje wszystkich. Dywagując, np. czy aborcja jest zła, nie ma znaczenia, czy ktoś jest cholerykiem, czy flegmatykiem, czy umie jeździć autem, czy nie, czy jest wysoki, czy niski, itd. Filozofia, czy może konkretnie – etyka, to dziedzina niesłychanie niszowa i skrajnie niski odsetek ludzi zna się na tym. Dzisiaj sferę opium przejmują biznesy patologiczne i ludzie żyją wokół odurzania się i chędożenia – czyli wybierają najgorsze dla siebie opium, a najlepsze dla cwaniaków, którzy na nich żerują. To są te niuanse, które są odwrotne do pozostałych gałęzi rynku i które sprawiają, że władza publiczna ma obowiązek ukształtować kulturę za pomocą prawa, bo nawet, jeśli nie wybierze najlepszej, to i tak będzie lepiej, niż kiedy nie wybierze żadnej i przejmą tą sferę patologiczne biznesy. Wszystko, czego jesteśmy świadkami ogranicza naszą wolność. Bycie świadkiem osoby odurzającej się ogranicza naszą wolność, bo wodzi na pokuszenie. Ludzie są w większości konformistami. Chodzi tylko o to, żeby czyny złe nie ograniczały naszej świadomości do obiektywnego postrzegania normalności. Bycie odurzonym jest przecież stanem podtrucia własnego organizmu – zatem nie jest to stan normalny. Życie w społeczeństwie, gdzie przekłamania funkcjonują jako norma, nie generuje wolności, ale zniewolenie. Wolność może być tylko tam, gdzie ludzie prawidłowo interpretują rzeczywistość, bo wtedy na podstawie prawdy, mogą dokonywać realnie wolnych wyborów – oczywiście nie godząc w realną wolność innych. Liberalizm moralny jak gdyby udaje, że coś takiego jak wodzenie na pokuszenie nie ma miejsca, że nie wpływa na wolność innych, co jest bzdurą.

Można zapytać, na jakiej podstawie uznać coś, za złe? Służy do tego piramida wartości. Ktoś może na przykład powiedzieć, dlaczego powinien być zakaz okazywania sodomii i co go łączy np. z zakazem bycia odurzonym – jaki jest „wspólny mianownik” tych dwóch? Cóż, w obu przypadkach dana jednostka robi coś, co ma na celu jej przyjemność, ale czyn może jednocześnie godzić w sferę moralną lub witalną. W historii filozofii były różne piramidy wartości. Piramida honorowana przeze mnie występuje w wersji z trójpodziałem na wartości hedoniczne, witalne i moralne. Hedoniczne nie mogą godzić w witalne i moralne, a witalne w moralne. Moralne mogą godzić w witalne i hedoniczne, a witalne tylko w hedoniczne. Piramida wartości może służyć do oceny każdego uczynku nawet w skomplikowanych uwarunkowaniach, ale przede wszystkim jest nieoceniona przy schematycznym ustalaniu, co jako aksjomat jest dobre, a co nie. Odurzenie jest wynikiem stosowania używek w takiej ilości, że świadomość została zachwiana, gdyż taki stan jest interpretowany jako przyjemny. Jednak może to zarówno powodować uszczerbek na zdrowiu, jak i godzić w wartości moralne. Oddawanie się sodomii też ma na celu przyjemność, konkretnie seksualną, ale jest zarówno oburzająca dla zdrowych ludzi, jak również potencjalnie niebezpieczna dla psychiki młodych, a także dla zdrowia, bo znacznie zawyża szansę np. ma choroby weneryczne, itd. Nie są to oczywiście skutki bardzo łatwe do wykazania pojedynczej jednostce, bo przeciętny człowiek zawsze myśli, że jest ponad resztą. Z tego samego powodu prawie każdy pijak powie, że on wszystko ma pod kontrolą, a statystyki jednak są, jakie są. Inne przypadki przewrócenia piramidy wartości również dają negatywne skutki, które pomimo nieświadomości, odczuwa nie tylko prowodyr, ale i całe społeczeństwo – bo jest z natury konformistyczne. Dlatego patologie powinny być zakazane.

Wiele osób określa liberalizm, jako z gruntu zły nurt ideowy. Owszem, wiele interpretacji liberalizmu jest negatywne, np. liberalizm moralny, czyli synonim laicyzmu moralnego, o którym wspomniane zostało wcześniej. Jest też skrajny liberalizm anarchistyczny, który jest utopią, gdyż właściciele wielkich majątków nie byliby równouprawnieni z pozostałymi. Dla rozwoju realnej wolności najbardziej pożądane jest to, co nazywamy liberalizmem gospodarczym, czyli w skrócie zlikwidowaniem socjalizmu, etatyzmu i zniewolenia osobistego z tym związanego. Niestety dzisiaj grubo ponad 90% partii w „cywilizowanym” świecie promuje socjalizm. Taki mamy okres dziejowy i trzeba się z nim uporać. Wynika to zasadniczo z demokracji, gdzie aby dojść do władzy, należy sobie „upolować” albo „wyhodować” elektorat. Czasem jedno i drugie po części. Np. tym kraju jest sporo ludzi, którzy deklarują katolicyzm, również sporo patriotów, nacjonalistów, itp., ale mało kto rozumie, jak działa socjalizm i dlaczego jest negatywny. Stąd taki np. PiS, zdołał zagarnąć poparcie tej grupy społecznej, a wcale nie broni jakiegoś ideału, bo samo połączenie poglądów narodowego socjalizmu z katolicyzmem jest totalnie irracjonalne. Podczas rewolucji francuskiej, gdzie po stronie prawej ręki mówcy siedzieli zwolennicy władzy królewskiej i całej reszty ówczesnego ładu, a po stronie lewej ręki siedzieli przedstawiciele dzisiejszej „socjaldemokracji”, czyli generalnie zwolennicy władzy ludu, świadczeń, itd. Ład broniony podczas rewolucji francuskiej jest to ten, którego winna bronić prawica, dodając oczywiście postulaty, wynikające z rozwoju technicznego. Dzisiejsza popularna prawica typu PiS w zasadzie różni się od lewicy tylko nazwą. Jej wybór generuje ten sam co w przypadku konkurencji system sprawowania władzy, takie same podatki, taką samą gospodarkę, te same układy, itd. Różnice są małe, albo marginalne. Właśnie dlatego, pomimo iż być może doktryna konserwatywna jest w zarodku o wiele lepsza, niż liberalizm rozumiany jako to, co dała rewolucja francuska, to patrząc trzeźwo na rzeczywistość, dzisiejszym ruchom prawicowym potrzeba wiele liberalizmu gospodarczego, aby oferować coś akceptowalnego.

W każdym systemie poza anarchizmem istnieją jakieś zasady, a to generuje potrzebę wprowadzania zakazów. W populistycznym dyskursie zakaz uchodzi za zaprzeczenie wolności, choć nie ma wolności bez pewnych zakazów. Jakość funkcjonowania zakazów zależy w dużej mierze od jakości egzekwowanie prawa. Służby porządkowe mają egzekwować mandat czy inną formę zadośćuczynienia dla społeczeństwa, tylko wtedy, jeśli ktoś dowie się o danej patologii i zgłosi ją. Wtedy człowiek może szkodzić samemu sobie lub postronnym, ale musi mieć pewność, że nikomu postronnemu. Prawo jest do ochrony ładu, więc ma likwidować to zło, które narzuca się wbrew woli. Można robić wszystko, nawet rzeczy złe, jeśli jest się pewnym, że nikt o tym nie wie – wystarczy zlikwidować prewencję i zamiast np. karać za posiadanie, hodowanie czy przewożenie marihuany, jedynym zakazem powinien być ogólny zakaz bycia odurzonym. Prawo musi zakazywać nawet niegroźnych patologii, ale nie może ścigać przewinień sama z siebie, a jedynie na zgłoszenie, jak również prawo nie może zakazywać tego, co tylko potencjalnie może prowadzić do patologii, np. posiadanie ziół, ale dopiero tego, co nią jest, czyli bycie odurzonym. Wtedy pełną wolność mają wszyscy. Każdy ma wolność od wodzenia na pokuszenie, oraz każdy może robić co tylko chce w warunkach odosobnienia, bo nikt nie będzie go prewencyjnie tropił. Dzięki rezygnacji z prewencji ścigane są tylko te przypadki patologii, które rzeczywiście zakłóciły czyjąś wolność – inaczej nie zostałyby zgłoszone, bo nikt by ich nie zauważył. Prewencja jest niemoralna, gdyż nie respektuje ludzkiej godności. To nie przypadek. W interesie władzy nie leży nasza godność, lecz umocnienie swojej pozycji i maksymalizacja zysków. Zyski władzy płyną z podatków, podatki pochodzą z wszelkich aktywności, a na ilość aktywności dobrze wpływa tworzenie sztucznych problemów. Właśnie w tym celu tworzy się prewencyjny model walki z patologiami, który pozornie stwarza wrażenie szeroko zakrojonych działań przeciwko złu, lecz mało kto zauważa, że im więcej tego typu walki, tym więcej kłopotów – a na każdą walkę z kłopotami potrzebne są etaty wiernych pracowników budżetówki. Rząd daje pracę, ludzie głupieją, a wrażenie dobrych intencji jest zachowane. Ponadto, im więcej zbędnych zakazów, tym pozory walki z patologią są lepiej zachowane. Władza, twierdząc, że zależy jej na bezpieczeństwie na drogach, ściąga kosmiczne sumy ukrytego podatku w postaci mandatów. Podobnie jest narkotykami. Wielu substancji nie wolno wytwarzać, przewozić i posiadać, natomiast samo bycie naćpanym jest zupełnie legalne, o ile nie prowadzi się samochodu. Jasnym jest, że takie działania nie mają szans zlikwidować żadnego problemu, a jedynie wprowadzają masę sztucznych aktywności, bo na każdej z nich można jakoś zarobić.

Dlaczego jednak zakazywanie potencjalnych szans na zrobienie czegoś złego jest nieskuteczne, abstrahując od intencji twórcy tego systemu? To wina formy prewencji i jest na to kilka możliwości. Trzy podstawowe oznaki funkcjonowania prewencji to: zakazywanie czynów neutralnych moralnie, mimowolne tropienie ludzi w celu przyłapania na gorącym uczynku oraz wprowadzanie procedur ograniczających zwykłe czynności. Wszystko to znamy. Zakazywanie czynów neutralnych moralnie powoduje opór społeczny i chęć robienia władzy na złość. Choćby nawet prawdą było, że większość dokonuje tych czynów w złym celu, np. hodowanie marihuany w celu narkotyzowania, to sam fakt, że nie wolno robić nawet tego, czemu nie da się przypisać zła, powoduje bunt. To samo jest z tropieniem. Tropieniem władza dowodzi, że nie zależy jej wcale na ładzie społecznym, tylko na ściąganiu kar i tworzeniu etatów, bo przecież prawo ma regulować relacje międzyludzkie, a nie to, co ludzie robią sami sobie. Prawo powinno zakazywać patologii, ale ścigać ją tylko na podstawie zgłoszenia, bo tylko zgłoszenie dowidzi, że zaszła interakcja z człowiekiem, który na daną patologię nie udzielił zgody, czyli wolność jednego ugodziła w wolność drugiego. Prawo nie powinno starać się zrobić z ludzi marionetek bez godności. Te dwa elementy prewencji zwiększają ilość patologii w sposób psychologiczny, bo ludzie zaczynają czynić zło na przekór. Inaczej sprawa ma się w przypadku prewencji polegającej na tworzeniu procedur ograniczających proste czynności. Trzymając się przykładu narkotyków, to, że osoby chcące je przewozić, są narażone na prewencyjne kontrole, ryzyko aresztu czy nawet więzienia, oraz płacenia olbrzymich kar, musi generować ogromne koszty, a w dodatku ogranicza przewoźników do takich osób, które są zazwyczaj powiązane ze światem przestępczym. Jak ktoś jest wyszkolony do przemytów, to może też przemycać bomby, broń, itd., a to wszystko jest nielegalne, czyli zarezerwowane dla przestępców. Dzięki temu, właścicielami narkotyków nie są zwykli ludzie, ale przestępcy, którzy za swoje ogromne ryzyko chcą ogromnych pieniędzy, oraz są w stanie nagabywać ludzi do zakupu. Ponadto, przez wysokie koszty ich interes jest taki, żeby uzależniać coraz więcej osób, a więc zastraszać swoich sprzedawców, jeśli za mało towaru się sprzeda. W ten oto sposób, z pozornej prewencji, czyli teoretycznie walki z patologią, robi się zachęcanie ludzi do patologii i monopolizowanie handlu narkotykami przez przestępców, którzy mają wielkie koszty przeprowadzenia operacji, które przenoszą na klienta.

Wiele osób pewnie pomyśli sobie: skoro wolno mieć wszystko, to wolno wnosić bomby do samolotu, więc bez prewencji nie da się żyć. Bzdura. Po pierwsze, do autobusu, tramwaju czy metra bardzo łatwo wnieść dziś bombę np. w plecaku, a tymi środkami transportu przemieszcza się znacznie więcej ludzi, niż samolotami. Mimo to, jakoś nie za często wybuchają. Po drugie, wolny rynek z pewnością rozwiązałby ten problem. Wątpliwe, żeby utrzymały się linie lotnicze, które w ogóle nie kontrolowałyby bagaży. Każdy, kto chciałby przewieźć bombę czy broń, musiałby po prostu to zgłosić – i dopiero wtedy przejdzie przez odprawę. Dla największych fanów bezpieczeństwa z pewnością powstałyby loty, gdzie nie wolno przewozić broni czy bomb. Byłyby one zapewne ciut droższe i rzadsze, ale byłyby. Nie ma takiej możliwości, żeby wolny rynek nie rozwiązał tego problemu, bo straciłby najbardziej ostrożnych klientów, a pewnie byłaby to jakaś reprezentatywna ich część.

Podsumowując, wolność w różnych sferach jest albo zdecydowanie zbyt silnie ograniczona, albo przekracza o wiele swoje optimum, gdzie spełniałaby najlepiej logiczną funkcję. Z jednej strony, nasze prywatne decyzje są mocno ograniczone, a to właśnie w nich każdy wie najlepiej, co ma robić, bo najlepiej zna siebie i swoich bliskich. Z drugiej, w sferze, gdzie jest silna potrzeba ukierunkowania kultury i schematu moralnego, mamy zaś anarchię, a ta anarchia doprowadza do promowania materializmu i hedonizmu. Dzisiejsza popularna prawica zatraciła swoje ideały i nie zajmuje się przywróceniem normalnego ładu społecznego, gospodarczego i zarządczego. Szuka tylko elektoratu, który pozytywnie kojarzy słowo „prawica” i na tym się zazwyczaj kończy ideowość. Potrzeba nam dzisiaj liberalizmu, ale nie w każdej płaszczyźnie. Potrzeba go tam, gdzie nastąpiło zniewolenie prowadzące do upadku człowieka, poprzez jego odmóżdżanie, rozleniwianie i pozbawianie poczucia odpowiedzialności za siebie. Często jest tak, że te same zasady potrafią być dobre lub złe, w zależności od tego, kto się nimi posługuje i w jaki sposób. Np. komuna, jako taka, czyli zrzeszenie ludzi, jeżeli jest oddolna, to jest dobra. Komunami mogą być np. różnorakie fankluby. Na dobrą sprawę, rodzina to też taka mała komuna, gdzie wszyscy bezinteresownie sobie pomagają i się dzielą. Kiedy jednak zajmuje się nią władza, okazuje się zła, bo narzuca pozorne dobro, spełniając w praktyce swoje interesy do indoktrynowania i okradania ludzi, a wciąż brzmi dobrze. Tak samo jest też w przypadku zasady, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Władza ma zakazywać jednoznacznych patologii czynionych w warunkach interakcji osób niewyrażających na nie zgody. W pozostałych sprawach ludzie sami mają sobie narzucać standardy, bo to ich życie i choćby nawet prewencja działała skutecznie, to była by zła choćby dlatego, że niszczy ludzką godność. Największy biznes socjaldemokratycznej władzy polega na tym, że ona niby pomaga. Prawda jest jednak taka, że ona ma nie przeszkadzać i spełniać konkretne funkcje. Wszystkie inne przypadki to tylko pozory, aby ściągać więcej podatków i rozszerzać armię urzędników, którzy będą głosować na socjalistów. Choć jest to bardzo modne, to nie szastajmy na prawo i lewo terminem „wolność”, gdyż jak widać może on oznaczać bardzo różne zamiary. Jedni chcą przymusowo fundować jak największą ilość świadczeń, kierując się tym, co uznają za najważniejsze. Inni chcą narzucać nam tożsamość i wysyłać nas do walki, choć w od drugiej połowy XX wieku bez problemu można rozpocząć proces racjonalnego eksploatowania świata. Jeszcze inni chcą dać pełną samowolę każdej jednostce, zapominając, że są jednostki, które swoim sprytem wykorzystają tak otwarty system do wprowadzenia realnego zniewolenia. Żadna z tych trzech koncepcji nie prowadzi do maksymalizacji wolności i dlatego potrzebna jest nowa. Niniejszy materiał miał za zadanie usystematyzować nieco zagmatwane zagadnienie wolności i przybliżyć przyczyny, dlaczego potrzeba nowego pomysłu na wizję rozwoju tej fundamentalnej wartości. Zastanówmy się, czego tak naprawdę oczekujemy. Czy wolimy kulturę, gdzie pozornie wszystko wolno, ale jesteśmy zindoktrynowani przez cwaniaków i uzależnieni od patologii, czy kulturę, gdzie są zakazy, ale dzięki temu realny wachlarz wyboru jaki mamy przed sobą jest szeroki, a nasza świadomość zdolna do odróżnienia dobra, od zła. Do życia w moralności nie musimy znać wszystkich kultur świata i ich porównywać. To nie tworzy porządku, bo niemal zerowy procent społeczeństwa jest w stanie analizować tak złożone kwestie. Zostawmy to ekspertom, a oni, nie ważne, w jakiej kulturze się urodzą, będą mogli samodzielnie badać, co tylko chcą. Wystarczy, jak władza wybierze jedną szatę moralną, którą uzna za właściwą. Nawet, jeśli się pomyli, to realna wolność i tak będzie większa, niż ta pozorna, gdzie wszyscy ludzie teoretycznie wszystko mogą, a praktycznie rządzi nimi rynek prostytucji, narkomanii i innych urojonych potrzeb, zastępujący kulturę, pustym hedonizmem.